Gorzka kawa przez „c”
Gorzka kawa przez „c”. Od bohatera do zera: oto kariera hiszpańskiej Cavy
Z początkiem kwietnia hiszpańskim winiarstwem wstrząsnęła wiadomość, która tylko przez chwilę wyglądała jak prima aprilis. Produkująca blisko 3 mln butelek winiarnia Juvé y Camps ogłosiła, że jej popularne wina musujące nie będą już nosiły na etykiecie nazwy „Cava” – zamiast tego przystępuje bowiem do grupy buntowników, którzy od 2018 r. swoje bąbelki nazywają Corpinnat. Najpierw było ich sześciu, teraz jest ich już 22. I to potężny problem dla Cavy, która traci swoje najlepsze nazwiska. A przecież „Cava przez c”, jak się żartobliwie mawia w Polsce, przez lata była synonimem sukcesu, święciła rynkowe triumfy i podbijała kolejne rynki.
Historia katalońskich bąbelków rozpoczęła się w XIX w. Barcelona żywiołowo się rozwijała, centrum miasta przebudowano, powstały eleganckie aleje z luksusowymi kamienicami (projektantem kilku był Gaudí). Bogacąca się klasa średnia wydawała coraz więcej na rozrywki, w tym na wino. A żadne wino nie smakuje jak własne. Uprawiane od czasów rzymskich winnice w okręgu Penedès, na południe od Barcelony, przestawiono na produkcję win musujących; powstały wielkie, działające do dziś fabryki, takie jak Freixenet i Codorníu, a ich rozwój przyspieszył, gdy do Szampanii zawitała plaga filoksery i produkcję oryginalnego francuskiego szampana na wiele lat przerwano.
Bo katalońskie bąbelki z początku nazywały się właśnie tak – szampanem („xampany”), zanim winiarze z Francji w 1973 r. nie zastrzegli tej nazwy dla siebie. Termin, który znamy dziś – Cava – został wprowadzony w 1970 r. Po wejściu Hiszpanii do UE wielkie rynki, takie jak Niemcy i Wielka Brytania, stanęły przed Cavą otworem, a jej status jako najtańszej alternatywy dla szampana z Szampanii pozwolił na sprzedaż dziesiątków milionów butelek.