W 1968 r. grupa młodziutkich speleologów z Oviedo, stolicy Asturii, przyjechała do Ribadeselli, niewielkiego kurortu nad Zatoką Biskajską. Z dwójką mieszkańców badali okoliczne jaskinie. W końcu weszli do zapadliska nazywanego przez miejscowych Pozu’l Ramu. Pierwszy ruszył Ruperto Álvarez; czuł się odpowiedzialny za zespół, bo był najstarszy – miał 22 lata. Gdy zabezpieczył głębokie zejście, dołączyła do niego reszta.
Malunki pierwszy dostrzegł Adolfo Inda Sanjuán, ale to Álvarez pojął, że mają do czynienia ze sztuką prehistoryczną – widział ją w książkach i w muzeum archeologicznym. Te pierwsze wyobrażenia nie dały się jednoznacznie zinterpretować – znajdowali się w komorze nazywanej obecnie Salą Wulw. W jednej z kolejnych innemu ze speleologów, 17-letniemu Tito Bustillo, zgasła lampa karbidowa. Gdy ją zapalił, płomień oświetlił widniejącą tuż nad nim głowę konia. Tę rozpoznali bez trudu. „Zaczęliśmy skakać i krzyczeć z radości” – wspominali. Jaskinią z prehistorycznymi malowidłami zainteresowała się prasa. Jednak radość młodych odkrywców nie trwała długo. Kilka tygodni później Tito Bustillo zginął w wypadku w górach. Postanowiono, że Pozu’l Ramu będzie nosić jego imię.
Władze regionu dostrzegły potencjał turystyczny groty. Dostęp do niej był jednak ograniczony, wydrążono więc tunel i otwarto główną komorę dla zwiedzających. Dziś badacze są zgodni, że zrobiono to zbyt szybko i wiele malunków uległo zniszczeniu. Ale to, co można oglądać, zachwyca. Malowidła porównuje się do tych z francuskiej Lascaux czy kantabryjskiej Altamiry. – Ale tam ogląda się kopię, w Lascaux powstało ich nawet kilka. A tu podziwiamy oryginały – podkreśla Federico, przewodnik po Tito Bustillo, gdy idziemy tunelem do jednej z największych i najpiękniej dekorowanych komór.