Skąd wypłynął śledź
Skąd wypłynął śledź? Był królem Gdyni, kiedyś mało ważnej osady nad morzem
Był rok 1918. Parkiety zaczął podbijać jazz. Krew krążyła szybciej, palono papierosy w długich lufkach i jakby dla równowagi skracano spódnice. Przede wszystkim jednak budowano na potęgę. Dobre nastroje napędzały koniunkturę, mimo że sytuacja polityczna nie była różowa. Niemcy co prawda przegrały wojnę, ale w wyniku światowych porozumień, układów i układzików polski dostęp do morza, a tym samym do świata, był znikomy. Duża część wybrzeża pozostawała w niemieckich rękach, a władze Wolnego Miasta Gdańska nie patrzyły zbyt przychylnie na próby powołania do życia rodzimego portu.
Mimo to rząd nie ustawał w wysiłkach zbudowania nowej bazy morskiej na Bałtyku. W 1920 r. resort spraw wojskowych zlecił wytypowanie najlepszych lokalizacji. Tadeusz Apolinary Wenda, późniejszy projektant portu, wskazał Gdynię jako najbardziej perspektywiczne rozwiązanie, choć trzeba było do tego niemałej wyobraźni. Gdynia była wówczas nic nieznaczącą osadą nad morzem. Inżynier docenił jednak dogodną linię brzegową, niezamarzający zimą szlak wodny, bliskość linii kolejowej i głębokość zatoki umożliwiającą kotwiczenie dużym statkom.
Gdynia złapała wiatr w żagle. Prace ukończono w dwa lata, a niewielka wieś szybko przestała być miejscem, gdzie niemal wszyscy się znają. Niejako przy okazji zbudowano dworzec kolejowy. W krótkim czasie powstały wille z pokojami dla turystów, poza tym hotel Polska Riwiera i nowoczesny pawilon restauracyjno-widowiskowy Casino.
Czytaj też: Sernik bez cukru to grzech. Nie popełniamy tego błędu. Przepis na ciasteczkowy tofurnik
Port rozbudził ambicje.