Nowy Dzień Matki
Dziś 20-latki rzadko powielają drogę swoich matek. I matkom już nic do tego
„Córkostwo” jest nieobecne w naszym słowniku, a przecież relacje między matkami i córkami budzą po obu stronach duże emocje. – Życiorysy matek nie są już dziś dla córek wyłącznie losem, przed którym trzeba uciec – mówi psychoterapeutka Ewa Awdziejczyk. Córki patrzą na rodzicielki jak na „produkt epoki”. Wojny, PRL-u, potem transformacji. Dostrzegają ich przemęczenie, niespełnione ambicje, samotność w małżeństwie. Ale też gigantyczny wysiłek włożony w to, by ich dzieci miały więcej możliwości niż one same. W wielu domach to właśnie te matki, dzisiejsze 60–70-latki, były pierwszym pokoleniem kobiet, które poszły na studia, zaczęły robić kariery, rozwodzić się. Jednocześnie oczekiwano od nich, że zrobią to wszystko bez zaniedbywania rodziny.
Wystarczająco dobra matka
Dzisiejsze nastolatki też dorastają obok matek zmęczonych, ale jednocześnie obsesyjnie starających się być „wystarczająco dobrymi matkami”. Współczesne macierzyństwo utknęło w klinczu społecznej presji: matki traktuje się jak prywatne menedżerki dobrostanu całych rodzin; kobieta ma być zarazem czuła i konsekwentna, obecna i niezaborcza, ambitna zawodowo i całkowicie oddana dziecku. Ma rozwijać emocjonalne kompetencje pociech, pilnować ich zdrowia psychicznego, organizować edukację, a przy tym nie narzekać i nie obciążać nikogo kosztami opieki. Pisze o tym Paulina Małochleb w książce „Mięśnie mam od miłości. O macierzyństwie”. Kiedy dziś kobiety mówią, że boją się macierzyństwa albo odkładają decyzję o dziecku, rzadko chodzi wyłącznie o egoizm czy wygodę.
Współczesna relacja matka–córka jest bardziej „demokratyczna” niż kiedyś, ale niekoniecznie łatwiejsza. – Dorosłe córki oczekują od matek emocjonalnej świadomości, respektowania granic, przyznania się do błędów.