Okazałe Seszele
Okazałe Seszele. Te osobliwe kokosy były kiedyś warte więcej niż złoto
Przy wejściu do rezerwatu przyrody Vallée de Mai, należącego do Parku Narodowego Praslin, na stole leżą okazy owoców Coco de Mer, czyli kokosa morskiego. Są bardzo ciężkie. – Dojrzały okaz z drzewa żeńskiego potrafi osiągnąć wagę nawet 40 kg – opowiada mój przewodnik Vincent, prezentując dzieło natury. – Są jeszcze drzewa męskie, których kwiatostany mają zupełnie inną wagę, a co istotniejsze, również kształt – dodaje z tajemniczym uśmiechem i rusza w głąb rezerwatu.
Gdy wchodzimy na szlak, powietrze gęstnieje, wilgotność oblepia ciało, a istniejący od tysięcy lat las tropikalny wydaje swoje dźwięki. Szumi, pulsuje, ptaki śpiewają, co chwila coś spada z drzew, przez które nieśmiało przebija się słońce. Park Vallée de Mai, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jest domem dla Coco de Mer. To jedno z dwóch miejsc na Seszelach – i jednocześnie na świecie – gdzie rośnie ten endemiczny gatunek palmy, nazywany też lodoicją seszelską.
Wszystko zaczęło się w 1519 r., gdy znaleziono pierwszy damski okaz Coco de Mer. Żeglarze często widywali olbrzymie skorupy kokosów dryfujące na oceanie, stąd nazwa „kokos morski”. Dwa wieki później, kiedy pierwsi osadnicy pojawili się na Seszelach, ostatecznie powiązano go z palmą rosnącą na lądzie. Dziewiczy krajobraz parku i tajemnicze olbrzymie owoce sprawiły, że niektórzy z pierwszych odkrywców uwierzyli, że dotarli do raju na Ziemi. W tamtych czasach Coco de Mer były warte więcej niż złoto. Królowie i arystokraci trzymali je w gablotach jako talizmany i symbole płodności.
Nic dziwnego. Palma Coco de Mer jest gatunkiem dwupiennym, co oznacza, że występują drzewa męskie i żeńskie. A owoce tego pierwszego i kwiatostany tego drugiego wręcz anatomicznie przypominają części ciała kobiety i mężczyzny.