Co się gniecie
Co się gniecie? Oto nowe zabawki dorosłych i hity letnich straganów
Ludzie wiercą się od początku dziejów, ale dopiero teraz przedmioty do ugniatania, uciskania i miętoszenia przeżywają renesans. Zaczęło się od „fidget spinnera” – zabawkowego śmigiełka wyposażonego w łożysko, które można obracać w dłoniach, a nawet robić z nim różne sztuczki. Właśnie ten aspekt „popisywania się” odróżnia współczesne gniotki i „wiercidełka” od klasycznych przedmiotów zajmujących dłonie, jak antystresowe kulki czy automatyczne długopisy. Spinnery nie tylko pozwalały się odstresować, ale można je było pokazywać w filmikach na YouTube.
Związek gadżetów-fidgetów i techniki jest niezwykle ciekawy. Współczesne przenośne gry wideo wzięły się z obserwacji znudzonych japońskich biznesmenów, którzy w latach 70. zajmowali dłonie bezmyślnym klikaniem w przenośne kalkulatory. Wychodząc naprzeciw, firma Nintendo stworzyła serię konsolek Game & Watch (znanych w Polsce z podróbek radzieckiego kombinatu Elektronika jako „ruskie jajka”), a potem GameBoya, pradziadka dzisiejszych smartfonów. Kolorowe ikonki na ekranie iPhone’a aż zachęcają, żeby w nie klikać – przypominają przez to inny gadżet, silikonowe bąbelki Pop-It, których popularność eksplodowała kilka lat temu.
Zabawa nimi może przywodzić na myśl przekłuwanie folii bąbelkowej, ale źródło pomysłu leży gdzie indziej. Przyśnił się w 1975 r. Ori Coster, która wraz z mężem wynalazła ponad 190 gier (takich jak popularna „Zgadnij kto to?”). Pierwsza wersja była wykonana z gumy i nie była taka przyjemna w użyciu. Do pomysłu powrócono po latach, gdy dostępne były dużo lepsze materiały. Barwne bąbelki idealnie nadawały się do pokazywania w tiktokowych filmikach, dzięki atrakcyjnym kolorom i przykuwającym uwagę dźwiękom. Pojawiła się masa tanich podróbek – na letnich straganach można dostać je w dowolnym kształcie, np.