Chorwacja: plamy na słońcu
Chorwacja: plamy na słońcu. Jak uniknąć turystycznych wydmuszek? Pocztówka „Polityki”
Tego lata Chorwacją wstrząsają kolejne pożary, a sprawa okazuje się mieć dodatkowe dno. W okolicach Zadaru złapano cztery osoby podejrzane o celowe podpalenia. Być może nie byłaby to wiadomość tygodnia, gdyby osoby te nie okazały się według tamtejszych mediów trzema chorwackimi Serbami (i Polką, ale o jej narodowości mówi się mniej). Pochodzenie etniczne posiadających chorwackie obywatelstwo podejrzanych nie powinno być w teorii aż tak istotne. Jest jednak wodą na młyn nacjonalistów zbijających kapitał polityczny na szukaniu wyimaginowanego wroga, który w Chorwacji najczęściej przybiera postać Serba.
Nic dziwnego: tożsamość Chorwacji, młodego państwa, które swoją niezależność uzyskało dopiero w 1991 r., w dużej mierze zbudowana jest na wojnie z lat 90. W dominującej chorwackiej narracji była to wojna sprawiedliwa, w której przyszło bronić swojego terytorium przed wielkoserbską agresją. Trudniej wytłumaczyć kontrowersyjne zaangażowanie w wojnę w Bośni i Hercegowinie, gdzie siły bośniackich Chorwatów zniszczyły Stary Most w Mostarze.
Kilka lat temu, kończąc książkę reporterską o Chorwacji („Fjaka. Sezon na Chorwację” – przyp. red.), diagnozowałam, że rządząca tam od wielu lat prawica w miękkim, proeuropejskim wydaniu może być chwilowo najlepszą opcją. Weterani nie mają powodu, żeby protestować na ulicach, co zdarzało się za krótkich rządów socjaldemokracji. Skrajne partie są skutecznie odcinane od głosu, a przedstawiciele mniejszości wchodzą w skład rządu. Niezagrożona w swojej pozycji władza pozwala sobie nawet na bardziej zniuansowane podejście do najnowszej historii kraju i pojednawcze gesty wobec Serbów. Niestety, scenariusz okazał się nazbyt optymistyczny, a chorwacka scena polityczna coraz ostrzej skręca w prawo.
Turystyczne wydmuszki
Napięcia polityczne i społeczne pozostają zazwyczaj niewidoczne dla turystów.