Przeżyjmy to jeszcze raz
Przeżyjmy to jeszcze raz, czyli turystyka nostalgii. Warto dziś to praktykować
Ostatnio zwiedzałam krakowską Nową Hutę. Bynajmniej nie w ramach zorganizowanej wycieczki, tylko w związku z pracą. Jednak kiedy spacerowałam centralnie planowanymi ulicami, przyglądałam się blokom francuskiemu i szwedzkiemu, a potem jadłam placki ziemniaczane w barze mlecznym (cena 7,51 zł), poczułam się, jakby babcia ubrała mnie we flanelową piżamę i włączyła „Wieczorynkę”. Mimo że tu i ówdzie zza rogów wyglądały Żabki i kraftowe lodziarnie, to był świat mojego dzieciństwa, który niósł dziwne ukojenie.
Wycieczki śladami PRL-u cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością, zwłaszcza wśród zagranicznych turystów. W Warszawie wciąż można się natknąć na roześmiane grupy podróżujące rozklekotanymi Nysami albo autobusami ogórkami między Pałacem Kultury a Ursynowem Północnym, z przystankiem w Muzeum Życia w PRL, gdzie podziwia się m.in. półkotapczan oraz pralkę Franię. W Nowej Hucie zainteresowani przeszłością mogą z kolei przewieźć się Trabantem, zwiedzić biura administracyjne huty i wypić kawę z fusami w kawiarni Stylowa.
Turystyczna moda na PRL miała różne odsłony, chyba najbardziej irytująca była ta na bary z wódką i zakąskami, które w pewnym momencie zdominowały ofertę gastronomiczną rynków wielu polskich miast. Teraz – i to w o wiele lepszym stylu – wykorzystało ten trend PKP. Z okazji 25-lecia spółki turyści mogą przejechać się pociągiem Nieśpiesznym m.in. z Warszawy do Poznania czy Lęborka. Odnowiono lokomotywy z lat 60. i 70., w przedziałach zobaczyć można charakterystyczną pomarańczową tapicerkę, a w Warsie flaki i kiełbasa są „serwowane w atmosferze wagonu pamiętającego najlepsze tradycje kolejowej gościnności” – chwali się na swojej stronie PKP. I dalej w podobnym stylu informuje o tym, że podróż IC Nieśpiesznym „to bilet do czasów, gdy podróż była rytuałem, a nie tylko środkiem transportu”.