Najlepsi z najlepszych
Najlepsi z najlepszych. Zawody sommelierów to już nie są nudnawe spotkania
Cóż to były za emocje! Japończyk Wataru Iwata, który nieoczekiwanie wtargnął do wielkiego finału i dobrze mu szło, przy dekantacji (czyli przelewaniu do karafki) porto z grubym osadem kompletnie się pogubił, stracił cenne punkty i tym samym szansę na końcowy sukces. Wielka faworytka ekspertów i publiczności Pascaline Lepeltier, Francuzka pracująca w Nowym Jorku, w degustacji w ciemno – zazwyczaj jej mocna strona – pomyliła włoskie barolo, pachnące i eteryczne, z przysadzistym wysokoalkoholowym francuskim châteauneuf. Ostatecznie to zatem opanowany i dokładny Norweg Nikolai Haram Svorte ku zdziwieniu wszystkich – samego siebie również – sięgnął po najwyższy sommelierski laur.
Mistrz Polski Tomasz Żak zrealizował plan minimum, awansując do półfinału, ale ostatecznie zajął 19. miejsce, przegrywając z… przeziębieniem, do którego przyczyniła się nadmierna klimatyzacja – nie tylko zresztą w jego przypadku. Szkoda, bo był świetnie przygotowany i liczył na więcej.
Brzmi to wszystko jak sprawozdanie z tenisowego turnieju Masters 1000? Zawody restauracyjnych specjalistów od wina – tradycyjnie nazywanych sommelierami – dawniej były nudnawym spotkaniem wąskiego kręgu specjalistów. Od paru lat jednak międzynarodowe stowarzyszenie sommelierów AIS przy wsparciu sponsorów uczyniło z niego wielkie widowisko. Dość powiedzieć, że finał w Lizbonie na żywo obserwowało ponad 600 osób, a transmisję w kanałach społecznościowych obejrzało ponad 45 tys. Mistrz świata może zaś liczyć na międzynarodową sławę i intratne angaże.
Jeśli z ironicznym przymrużeniem oka pomyśleliście o zawodach winiarskich kelnerów, których zadaniem jest przecież zaledwie otworzyć butelkę wina i nalać je restauracyjnym gościom do kieliszka, jesteście w ogromnym błędzie.