O przyszłości nauki, Ziemi i ludzi

Urodzony heretyk
F. Dyson jest jednym z twórców elektordynamiki kwantowej. Poza fizyką interesuje się astrobiologią i obcymi cywilizacjami.
Karol Jałochowski/Polityka

F. Dyson jest jednym z twórców elektordynamiki kwantowej. Poza fizyką interesuje się astrobiologią i obcymi cywilizacjami.

Dyson uważa, że kolonizacja kosmosu przez ludzi jest możliwa i kiedyś z pewnościa do niej dojdzie. Szkic projektu pozaziemskiego osiedla.
Forum

Dyson uważa, że kolonizacja kosmosu przez ludzi jest możliwa i kiedyś z pewnościa do niej dojdzie. Szkic projektu pozaziemskiego osiedla.

Czy kiedys ludzie będą w stanie projektować nowe rośliny i zwierzęta? Zdaniem Dysona - tak.
Forum

Czy kiedys ludzie będą w stanie projektować nowe rośliny i zwierzęta? Zdaniem Dysona - tak.

wideo

Freeman Dyson - wideo, Karol Jałochowski.

Twierdzi pan tak mimo sukcesu technologii, które powstały przy okazji programu Apollo?

Tak naprawdę nie było niczego poza szumem w mediach. Program umarł, bo jego utrzymanie było zbyt kosztowne. Gdyby Kennedy zapowiedział program kolonizacji Księżyca na 100 lat, to dziś już byśmy tam byli. I zapewne na Marsie też.

Jest pan jednym z niewielu uczonych, którzy od lat wyrażali troskę o długofalową przyszłość ludzkości.

Powiedziałbym, że teraz to bardzo modne – martwić się o los ludzkości. Dziś z pewnością nie jestem osamotniony. Prawie każdy jest zatroskany. W rzeczywistości jestem dużo większym optymistą niż większość moich przyjaciół. Zapewne dlatego, że mam mnóstwo wnuków – a ich nic nie niepokoi, więc dlaczego ja miałbym się martwić? A przecież to właśnie oni będą musieli się zmierzyć z przyszłością.

To jedyna przyczyna pańskiego optymizmu?

Nie, ale to pomaga. Głównym powodem jest fakt, że dojrzewałem podczas II wojny światowej, która była czasem okropnym (oczywiście w Polsce stokrotnie okropniejszym). A mimo to wciąż żyjemy. Jeśli przetrwaliśmy tamtą wojnę, to damy radę i obecnym problemom.

Ta wiara w przyszłość jest niezmienna?

Na dość stałym poziomie. Wtedy, w latach 30., naprawdę sądziliśmy, że sytuacja jest beznadziejna. Gorsza na wiele sposobów niż obecna. Zanieczyszczenie powietrza było większe. Dorastałem w Anglii, gdzie wszystko było czarne od sadzy. Tamiza była tak brudna, że wyzdychały wszystkie ryby. Ekonomia była w zapaści głębszej niż współczesna. Bezrobocie wynosiło 25 proc. A na dokładkę był Hitler!

Ale czy te dwie i inne wojny nie oznaczają, że jako ludzkość wciąż popełniamy jednakowe błędy? Te same, tylko coraz większe.

Pewnie ma pan rację. Wiele jest rzeczy, które mogą się zdarzyć dziś, a nie mogły zdarzyć wtedy – ale podstawowe problemy pozostają jednakowe. Spodziewaliśmy się, że II wojna będzie wojną biologiczną, z zarazami wycinającymi ludzkość w pień. Zakładaliśmy, że tak właśnie umrzemy, ale to nie nastąpiło.

Dziś nie jest gorzej niż kiedyś. Z jakiegoś powodu pomysł wykorzystania broni biologicznej nie wydał się dobry nawet Hitlerowi. W pewnych kwestiach nawet nasi wrogowie okazują się zaskakująco rozsądni. A nie wydaje mi się, by którykolwiek z naszych obecnych wrogów był porównywalny do Hitlera. Większość z nich to totalni idioci, a nie w rozmyślny sposób źli ludzie.

Może mamy, jako gatunek, jakiś taki wewnętrzny bezpiecznik, który wyskakuje, kiedy stajemy przed możliwością wykorzystania broni totalnej? Może dałoby się to wyjaśnić w kategoriach ewolucyjnych?

Nie powiedziałbym, że całkowita zagłada jest wykluczona. Darwin tego nie mówił. Chodzi głównie o łut szczęścia. Ewolucja jest napędzana głównie przypadkowością. Niczego nie można więc wykluczyć, ale prawdą jest, że zostaliśmy wszyscy obdarzeni pokaźną ilością zdrowego rozsądku. Kiedy sprawy mają się kiepsko, zaczynamy działać wspólnie. Przetrwaliśmy parę ostatnich milionów lat, przetrwaliśmy przeróżne kataklizmy. Nie przez przypadek bardzo dobrze się adaptujemy. Jesteśmy tu dziś, właśnie dlatego, że dobrze się adaptujemy.

Pisał Pan kiedyś, że "architektura Wszechświata jest spójna z hipotezą, że umysł odgrywa w nim arcyważną rolę".

Zgadza się.

Ale co to właściwie znaczy?

Oczywiście nie wiem. Ale jedną rzecz wiem: Wszechświat jest na wiele sposobów bardzo gościnny dla życia, które może wykorzystać wiele jego własności. Na przykład wodę, która wyjątkowo pasuje do życia, jakie znamy. Można sobie wyobrazić wszechświat, w którym woda zachowuje się bardziej jak rtęć, albo jakaś inna ciecz. Woda jest bardzo dziwną substancją. Być może umysł jest czymś, co w dalekiej przyszłości przejmie kontrolę nad Wszechświatem. Możliwe. Jak się wydaje, jesteśmy dopiero w połowie ewolucji kosmosu. Inteligentne stworzenia, ludzie czy ktoś inny, mają więc jeszcze czas na przeorganizowanie Wszechświata. Może takie właśnie mamy zadanie. W każdym razie warto się nad tym zastanowić.

W książkach wielokrotnie wspomina Pan też o bogu. Jaki jest ten Pański bóg?

O tym też wiele więcej nie zdołam powiedzieć, ale jasne wydaje mi się, że świat jest pełen tajemnic, i to, co zrozumieliśmy, stanowi zaledwie niewielką jego część. Bóg jest więc po prostu innym słowem na nazwanie tajemnicy. To nienowy pomysł. Ludzie robią to od tysięcy lat. Bóg jest tym, o czym nie możesz mówić. To chyba byłby z grubsza mój punkt widzenia – uświadomienie sobie, że jesteśmy tak daleko od pełnego zrozumienia Wszechświata, jak mrówka od pojęcia tabliczki mnożenia. Między tym, co wiemy, a tym, co się naprawdę dzieje, jest ogromna luka. Wypada więc zachować pokorę. Moja religia przypomina jakiś rodzaj hinduizmu. Nie trzeba w nic wierzyć. Wystarczy przyznać, że jest multum rzeczy, których nie rozumiemy. Nie wyobrażać sobie, że dostrzegamy całą opowieść. To szczególnie prawdziwe dla nauki. Idea, że wyjaśni ona wszystko, wydaje mi się absurdem. Można więc powiedzieć, że bóg jest tym, czego nie obejmuje nauka.

 

Freeman Dyson, urodzony w Wielkiej Brytanii w 1923 r., od lat żyjący w Ameryce, zawsze dla dobra ludzkości kwestionuje wszelkie ortodoksyjne opinie. Łączy wyrafinowany humor rodaków Szekspira z amerykańskim nieskrępowaniem konwenansami. Mawia, że lepiej się pomylić, niż być nijakim. W kontaktach osobistych pozostaje przy tym osobą nadzwyczajnie czarującą.

Choć sam siebie nie uważa za prawdziwego naukowca, lecz raczej człowieka od trudnych problemów, bez niego współczesna fizyka byłaby znacznie uboższa. Współtworzył, z Richardem Feynmanem, Julianem Schwingerem i Sin-Itiro Tomonagą, kwantową elektrodynamikę. Z wielkim powodzeniem zajmował się fizyką ciała stałego i fizyką matematyczną. Obdarzony niespokojnym duchem Dyson kiepsko przystawał do klasycznego obrazu uczonego i prawdopodobnie dlatego nie otrzymał Nagrody Nobla, mimo że w pełni na nią zasługuje. (Otrzymał za to medale Lorentza i Maxa Plancka, nagrody Enrico Fermiego i Templetona). – W moim życiu najważniejsze są trzy sprawy: rodzina, przyjaciele i praca. Nauka jest dla mnie raczej fachem wyuczonym, bo przypadkiem okazałem się w tym dobry. To rodzaj hobby – mówi Dyson, ojciec sześciorga dzieci.

 

Dyson nie tylko obserwował, ale i wpływał na przebieg historii XX w. Kiedy wybuchła II wojna światowa, trafił do RAF Bomber Command, któremu podlegały dywizjony bombowe Królewskich Sił Lotniczych. Była to, jak zapisał, „wielka organizacja zajmująca się paleniem miast i zabijaniem ludzi”. Zdając sobie sprawę z tragizmu sytuacji, Dyson obliczał, jak zrzucać bomby na niemieckie miasta, wśród nich Berlin i Drezno, by spowodowały maksymalne zniszczenia. Wspomnienia z tego okresu zawarł w książce „Disturbing the Universe”, niemal równie przejmującej jak pisana ze zgoła innej perspektywy „Rzeźnia numer pięć” Kurta Vonneguta. Brał czynny udział w działaniach na rzecz rozbrojenia. Jest członkiem na wpół mitycznego panelu doradczego JASON, którego członkowie podpowiadali rządowi USA odpowiedzi na pytania związane z nauką, obronnością czy zdrowiem publicznym. Był przeciwnikiem wojny w Wietnamie, wojny w Zatoce, inwazji na Irak.

Na przełomie lat 50. i 60. brał udział w projekcie Orion, zakładającym użycie ładunków jądrowych do napędzania statków kosmicznych. To on spopularyzował pomysł gigantycznych sfer (zwanych potem sferami Dysona) otaczających gwiazdy. Dostatecznie zaawansowane technicznie cywilizacje mogłyby (w teorii) konstruować takie obiekty, czerpać energię z gwiazd i sukcesywnie kolonizować kosmos. Szukajmy we Wszechświecie śladów istnienia podobnych sfer (promieniowania podczerwonego), a znajdziemy obcych – zachęcał Dyson w 1959 r. Pisał o modyfikowanych genetycznie drzewach, którymi można by obsadzać komety i zamieniać je w obiekty zdatne do zaludnienia. 88-letni Dyson nie przestaje intrygować, a niektórych irytować. Klimat się ociepla, przyznaje Dyson, ale poza tym wiemy naprawdę niewiele. Mamy poważniejsze problemy – głód, bieda, choroby – do rozwiązania w pierwszej kolejności.

Fizyka spotykamy w Institute for Advanced Study w Princeton, niewielkim, elitarnym ośrodku rozmyślań, w którym uczeni nie muszą sobie zawracać głowy wykładami. Pracowali tu Albert Einstein, Kurt Gödel, John von Neumann, Paul Dirac, Erwin Panofsky, Hermann Weyl i inni.

 

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną