Prof. Hartman określił się sam bardzo uczciwie jako profestytutka. Pisząc o „studentach filozofii”, używa cudzysłowu, bo doskonale wie, jaki w większości ośrodków akademickich jest ich poziom. Dlaczego więc w kolejnym felietonie w POLITYCE idzie za tłumem i uderza na alarm, pisząc o „wyrzynaniu filozofii”, „rugowaniu jej z programów studiów”, i zaleca, by się puknąć w czoło oraz uznać, że „filozofia i humanistyka to rozum narodu”, a „prowadzenie studiów staje się jego prawem, bez względu na liczbę studentów”.