Paweł Walewski: – W USA popularna dziennikarka Katie Couric na oczach milionowej widowni telewizji śniadaniowej poddała się kolonoskopii, uznając, że po śmierci jej męża z powodu raka jelita grubego to najlepszy sposób na pozbawienie Amerykanów wstydu i oporu przed tym badaniem.
Michał F. Kamiński: – Polska to nie Ameryka. To też nie Norwegia, gdzie obecnie pracuję w ramach wymiany naukowej. Zaufanie Norwegów do tego, co oferuje państwo, a więc także do badań profilaktycznych, jest dużo większe niż u nas, dzięki czemu więcej ludzi zgłasza się na te badania. To również kwestia zaufania pacjentów do lekarzy i opieki zdrowotnej – w Polsce media chyba zbyt często skupiają się na niepowodzeniach, a w Norwegii stale czytam i słucham o sukcesach.
Czy trudno wykryć raka jelita grubego? Gdyby zawczasu udało się to u wszystkich, dopiero mielibyśmy sukces!
Pyta pan o nowotwór, który nie sprawia dolegliwości we wczesnym stadium, więc jeśli nie boli ani nie daje innych objawów, chory nie odczuwa niczego niepokojącego. Z drugiej strony biologia tego raka sprzyja wczesnej diagnozie: nowotwór rozwija się powoli, najczęściej kilkanaście lat, a kiedy uda się znaleźć i usunąć polipa, czyli łagodną zmianę przedrakową, szanse na wyleczenie są ogromne.
Wystarczy wypiąć pośladki i dać sobie wsadzić przez odbyt giętki endoskop?
Kolonoskopia to zwyczajne badanie medyczne, przeprowadzane w kulturalny sposób, z zachowaniem intymności. Pacjent jest okryty jednorazowymi „spodenkami” lub prześcieradłem. Nikt się nie musi obnażać. Poza tym istnieją inne metody badań przesiewowych: testy na krew utajoną w kale, testy na wykrywanie DNA w kale, wirtualna kolonoskopia.
To brzmi bardziej zachęcająco…
Ale nie jest pozbawione wad.