Specjalne studia tylko dla zdolnych

Precz z edukacyjną równością!
Jak wyjść z beznadziejnej sytuacji, w jakiej znalazła się polska nauka?
Dewastację i uniformizację uczelni wyższych oraz badań naukowych przeprowadzono sumiennie i morderczo.
Tadeusz Późniak/Polityka

Dewastację i uniformizację uczelni wyższych oraz badań naukowych przeprowadzono sumiennie i morderczo.

Prof. Marcin Król, filozof i historyk idei.
Andrzej Lange/SE/EAST NEWS

Prof. Marcin Król, filozof i historyk idei.

Wojciech Pacewicz/PAP

Lektura artykułu profesora Jana Hartmana (POLITYKA 17) sprawiła mi przyjemność, gdyż po raz pierwszy jasno i systematycznie została opisana fatalna sytuacja nauki polskiej i polskiego szkolnictwa wyższego. Dyskusja na ten temat, jaka niemrawo toczy się w mediach, ma jeden zasadniczy mankament – obywatele doprawdy nie znają i nie mają powodu znać naszych kłopotów, a Hartman pierwszy to jasno wyłożył. Mam wobec jego tekstu dwie uzupełniające uwagi. Jedna jest porządkowa, druga – fundamentalna – dotyczy tego, jak powoli wyjść z sytuacji beznadziejnej, jak zejść z drogi prowadzącej tylko ku nieszczęściu.

Uwaga porządkowa dotyczy tego, że bardzo podobnie (z wyjątkiem płac nauczycieli akademickich – nawet w Czechach są trzy razy wyższe) jest w całej Europie. Unia Europejska i system boloński (podział studiów na dwustopniowe, z licencjatem; punktowy system oceny studentów, akredytacji, kierunków itd. – red.) w nauce i edukacji wyższej przeszły jak walec. Jest to niewątpliwie przykład dla tych, którzy nie lubią Unii, chociaż przykład jedyny tak drastyczny. Dewastację i uniformizację uczelni wyższych oraz badań naukowych przeprowadzono sumiennie i morderczo.

Wiem to z pierwszej ręki, gdyż przez kilka lat byłem ekspertem European Research Council, czyli instytucji unijnej, która rozdaje pieniądze na naukę. Pieniądze, czyli miliardy. Grono ekspertów było ogromnie międzynarodowe i pieniądze na granty (olbrzymie) dostawały tylko zespoły międzynarodowe z co najmniej trzech krajów, jak nie więcej. Współpraca międzynarodowa jest cenna, ale nie na siłę. Doszło do tego – po czym się wycofałem – że świetny zespół francuski pod przywództwem znakomitego historyka i filozofa Marca Fumaroli z pasjonującym projektem historii europejskich hommes des lettres nie dostał pieniędzy i odpadł w przedbiegach. Odpadł, bo był tylko francuski. Jak by sobie dobrali – bez obrazy – Macedończyków i Łotyszy, to byłoby idealnie. Zaś jedna z polskich instytucji przyznających granty domaga się, by uczestniczyło w danym grancie czterech uczonych z czterech różnych krajów! To presja UE.

Szansa naprawy

Przygnębiony Jan Hartman nie widzi sposobów naprawy sytuacji. A przecież wszyscy wiemy, to wręcz banalne, że od nauki i od uniwersytetów zależy przyszłość każdego cywilizowanego kraju. Otóż ja taki sposób widzę. Trzeba tylko pozbyć się nieco poprawności politycznej i najpierw stwierdzić fakty oczywiste. W demokracji mamy równe prawa i powinniśmy mieć równe szanse, ale nikt nie sprawi, byśmy mieli równe talenty. Wprawdzie socjaliści utopijni i nawet do pewnego stopnia mądry Marks (nie marksiści) mieli nadzieję, że w zaplanowanym ustroju wszyscy wreszcie będą potrafili wszystko, ale okazało się to tylko złudzeniem, którego nikt już nie żywi. Geniusz, talent, wielka myśl to tajemnice, których nie zgłębimy. Nawet zdolności wyraźnie powyżej przeciętnej przychodzą nie wiadomo skąd, a wiele faktów potwierdza, że nie jest to dziedziczne.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną