Tekst wyróżniony w konkursie im. Karola Sabatha: Milczenie pasikoników

Milczenie pasikoników
O hodowaniu pasożytów na własnej skórze i śpiewach godowych pasikoników opowiada dr Piotr Naskręcki, entomolog z Uniwersytetu Harvarda i dyrektor Laboratorium Bioróżnorodności w Mozambiku.
Pasikonik z Surinamu posiada fałszywe oczy na wewnętrznych powierzchniach skrzydeł, którymi odstrasza napastników.
Piotr Naskręcki

Pasikonik z Surinamu posiada fałszywe oczy na wewnętrznych powierzchniach skrzydeł, którymi odstrasza napastników.

Szarańczak z lasu deszczowego Gujany. Kontrastowe ubarwienie ostrzega potencjalne drapieżniki o trujących właściwościach ciała tego owada.
Piotr Naskręcki

Szarańczak z lasu deszczowego Gujany. Kontrastowe ubarwienie ostrzega potencjalne drapieżniki o trujących właściwościach ciała tego owada.

Dr Piotr Naskręcki
Piotr Naskręcki

Dr Piotr Naskręcki

Pasożytnicza mucha z Belize, wyhodowana na skórze Piotra Naskręckiego.
Piotr Naskręcki

Pasożytnicza mucha z Belize, wyhodowana na skórze Piotra Naskręckiego.

Jelonek z lasu deszczowego Papui-Nowej Gwinei.
Piotr Naskręcki

Jelonek z lasu deszczowego Papui-Nowej Gwinei.

Pająk z Parku Narodowego Gorongosa jest jednym z największych na świecie pająków tkających sieci (rozpiętość jego nóg to 10-12 cm).
Piotr Naskręcki

Pająk z Parku Narodowego Gorongosa jest jednym z największych na świecie pająków tkających sieci (rozpiętość jego nóg to 10-12 cm).

Marcin Rotkiewicz: – Pięciominutowy film, który umieścił pan na początku tego roku w internecie, w ciągu pierwszych dwóch dni obejrzało 350 tys. osób. Skąd ta popularność?
Piotr Naskręcki: – Nie mam pojęcia.

Może ludzi fascynuje makabra i chcieli zobaczyć, jak ktoś z własnej woli hoduje w ciele pasożyta – larwę ludzkiego gza – i jeszcze filmuje ten proces? Ostrzegał pan przecież potencjalnych widzów, że coś raz obejrzane nie może być cofnięte.
Nie nakręciłem tego filmu, żeby kogoś zaszokować czy wywołać obrzydzenie.

Dlaczego w takim razie zdecydował się pan – jak sam mówi w tym krótkim filmie – na „żywienie własną krwią i ciałem” pasożytniczego owada?
Po pierwsze, jestem biologiem, a dokładnie entomologiem, czyli badaczem owadów. I pewne rzeczy, które budzą odrazę u innych ludzi, dla mnie takimi nie są. To jest po prostu moja praca.

Jak zaczęła się ta historia z ludzkim gzem?
W zeszłym roku pojechałem do Belize w Ameryce Środkowej, żeby badać i fotografować tamtejszy las tropikalny. Po powrocie do Bostonu zauważyłem, że mam w skórze larwy pasożytniczej muchy Dermatobia hominis, czyli gza ludzkiego. To jeden z tych owadów, które każdy entomolog chciałby choć raz w życiu zobaczyć – bardzo ładna i duża mucha. A nie jest to łatwe, gdyż dorosłe osobniki nigdy nie siadają na swoim żywicielu, czyli ludziach, by złożyć jaja. Samice łapią komary, zostawiają na nich jaja i wypuszczają. Kiedy komar usiądzie na człowieku, ciepło naszego ciała powoduje otwarcie jaja i larwa spada na skórę, a następnie wchodzi w dziurkę zrobioną przez ssącego krew owada.

Mogłem oczywiście łatwo usunąć larwy, ale stwierdziłem, że oto pojawiła się wspaniała możliwość zdobycia okazu tej muchy. Już wcześniej miałem kilka razy jej larwy pod skórą i nie było to ani specjalnie bolesne, ani straszne. Giez ludzki jest raczej łagodnym pasożytem. Pozwoliłem więc, by przez dwa miesiące larwy rosły w mojej skórze.

Ile ich było?
Początkowo sześć, ale np. jedną musiałem usunąć, gdyż usadowiła się prawdopodobnie blisko jakiegoś nerwu, co bolało. Zostawiłem w końcu dwie.

Nie bał się pan zakażenia?
Larwy muchy, oprócz tego, że produkują substancje znieczulające, wytwarzają również antybiotyki. Musiałem więc tylko uważać, gdy zbliżał się termin ich wyjścia spod skóry. Nawet przykleiłem sobie specjalny pojemniczek, by ich nie zgubić. I pewnego ranka zauważyłem, że pojawił się jakiś ruch. Natychmiast zacząłem ten proces fotografować na potrzeby dokumentacji. W naturze, po wyjściu spod skóry, larwa spadłaby na ziemię i tam przepoczwarzyła się w muchę. Pozwoliłem więc im wejść do specjalnie przygotowanych pojemników z glebą i po kolejnych dwóch miesiącach obserwowałem, jak wychodzą z niej dorosłe muchy. One żyją tylko 48 godzin, w tym czasie w ogóle się nie odżywiając.

I co pan zrobił z gzami?
Znajdują się w kolekcji Muzeum Zoologii Porównawczej Uniwersytetu Harvarda, gdzie pracuję.

A jakie to miało znaczenie naukowe?
Po pierwsze, bardzo dokładnie udokumentowałem cały cykl życiowy tego owada – ogromnie ciekawego gatunku z lasu deszczowego. Po drugie, wykonałem zdjęcia tak wysokiej jakości, jakich nikt jeszcze nie zrobił.

Od dawna fascynuje się pan owadami?
Człowiek często zostaje biologiem czy entomologiem już w wieku 7 lat. Ja od małego interesowałem się zwierzętami, a szczególnie owadami. Dlatego miałem bardzo prostą drogę rozwojową – wiedziałem od dzieciństwa, kim chcę być.

Studia skończył pan w Polsce, jednak od wielu lat pracuje pan w USA i Afryce.
Obroniłem pracę magisterską z zoologii i entomologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po studiach wyjechałem do USA, żeby zrobić doktorat w University of Connecticut, a od 15 lat współpracuję z Uniwersytetem Harvarda. I pewnie trochę tutaj pobędę, choć najwięcej obowiązków mam teraz w Mozambiku. Jestem dyrektorem Laboratorium Bioróżnorodności w Parku Narodowym Gorongosa i pół roku spędzam w Afryce, a pół w Bostonie.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną