Nauka

Duch budowli XXL

Tajemnice neolitycznych kamiennych kręgów

Stonehenge – taki widok z lotu ptaka pokazuje skalę prehistorycznego przedsięwzięcia i wyobraźnię jego twórców. Stonehenge – taki widok z lotu ptaka pokazuje skalę prehistorycznego przedsięwzięcia i wyobraźnię jego twórców. Robert Harding World Imagery / Getty Images
W co wierzyli ludzie neolitu wznoszący gigantyczne kręgi kamienne, groby i obeliski? Rekonstrukcja duchowości sprzed tysięcy lat to zadanie karkołomne, ale jednocześnie pasjonujące.
Bretania, megalityczne pozostałości w Carnac. Wielkie kamienne konstrukcje miały integrować społeczności i wzmacniać tożsamość tubylców.Johan De Meester/ardea.com/EAST NEWS Bretania, megalityczne pozostałości w Carnac. Wielkie kamienne konstrukcje miały integrować społeczności i wzmacniać tożsamość tubylców.

Stonehenge to jeden z najsłynniejszych prehistorycznych zabytków świata, co nie znaczy, że wiemy o nim wszystko. Od ponad 200 lat kamienne kręgi na równinie Salisbury spędzają sen z powiek kolejnym pokoleniom badaczy, którzy widzieli w nich już świątynię, miejsce spotkań druidów, obserwatorium astronomiczne, cmentarz dla elit, symboliczny pomnik zjednoczenia Walii i Anglii. Wszystkie te pomysły mają jakieś uzasadnienie, bo dzięki nowoczesnym metodom odkrywane są wciąż nowe ślady, które nakłaniają do nowych hipotez dotyczących datowania i funkcji monumentu.

Wiadomo, że zanim w połowie III tys. p.n.e. powstał kamienny krąg, od 500 lat miejsce to otaczały wały i rów o średnicy 110 m. Według nowych ustaleń najstarszą kamienną konstrukcją jest krąg bram (trylitów) z ważących nawet 30 ton bloków piaskowca, a mniejsze głazy ułożono dopiero po 2200 r. p.n.e. Dwa lata temu skanowanie laserowe monolitów pozwoliło wykryć ślady ich obróbki i zniszczeń (np. graffiti z epoki wiktoriańskiej) oraz 71 niewidocznych gołym okiem rytów przedstawiających siekiery. Zresztą w III tys. p.n.e. Stonehenge nie było jedyne, bo na równinie Salisbury aż się roiło od innych monumentów i grobów. W oddalonym o 3 km Durrington Walls znajdował się największy brytyjski krąg ziemny o średnicy 480 m, rozległa wioska i aleja wiodąca ku rzece Avon. Tego lata archeolodzy z University of Birmingham i austriackiego Ludwig Boltzmann Institute namierzyli pod ziemią rząd monolitów stojących pod tym gigantycznym wałem (z 90 liczących 4,5 m głazów zachowało się 30, a po reszcie zostały fragmenty albo jamy).

Okrągła idea

Rozmach inżynieryjny robi wrażenie, ale łatwiej znaleźć odpowiedź na pytanie, jak ludzie bez maszyn przetransportowali i ustawili w pionie ważące kilkadziesiąt ton kamienie, niż zrozumieć pobudki, które kazały im porwać się na takie przedsięwzięcie. Odpowiedzi należy szukać w zmianach związanych z przejściem na gospodarkę wytwórczą – pojawieniem się nadwyżek żywności, osiadłym trybem życia i związanym z nimi boomem demograficznym. Idea budowania kolistych świątyń przyszła do Europy wraz z rolnictwem ze wschodu, jednak odkrycie w 1994 r. kamiennych kręgów z ok. 9500 r. p.n.e. w Göbekli Tepe w Turcji sugeruje, że pojawiała się ona, zanim jeszcze człowiek zaczął uprawiać rolę.

W neolicie wydarzyło się wszystko co najważniejsze w sferze gospodarczej, społecznej i duchowej, ale podczas gdy kiedyś we wszystkim widziano konsekwencję przejścia na rolnictwo, teraz okazało się, że rewolucja neolityczna najpierw mogła dotyczyć aspektów mentalnych, symbolicznych i społecznych, a dopiero potem gospodarczych – mówi archeolog dr Mirosław Furmanek z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Czy zatem korzeni Stonehenge można się doszukiwać w starszej o 7 tys. lat świątyni z Turcji? Jeśli chodzi o konstrukcję, może i tak, ale założenie, że stoi za nimi ta sama religia, byłoby nadużyciem. Niektórzy za etap pośredni uważają drewniano-ziemne budowle zwane rondelami, które pojawiły się w środkowej Europie w V tys. p.n.e. Ich funkcja też była przedmiotem dyskusji. Najpierw badacze podkreślali obronny charakter rondeli, potem społeczno-obrzędowy, uznając, że służyły jako świątynie, miejsca spotkań i targów. Gdy dostrzeżono, że przerwy w wałach, palisadach i rowach (tzw. bramy) zorientowane są względem Słońca i gwiazd, okrzyknięto je obserwatoriami astronomicznymi, służącymi rolnikom do wyznaczania pór zasiewów i żniw oraz składania ofiar bogom, od których miał zależeć urodzaj.

W Polsce dzięki zdjęciom lotniczym udało się namierzyć rondele w Bodzowie koło Bytomia Odrzańskiego, w Wenecji koło Biskupina i w Pietrowicach Wielkich koło Raciborza. Wykopaliska zweryfikowały pierwotne wyobrażenia – piotrowicki krąg ziemny powstał dopiero w początkach epoki brązu w II tys. p.n.e., a Bodzów nie jest najstarszy w Europie, jak sugerowały wstępne badania. – To klasyczny rondel z V tys. p.n.e., a wcześniejszą ceramikę zostawili ludzie, którzy mieszkali tu, zanim powstał wał i rów – tłumaczy dr Janusz Budziszewski z Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – Konstrukcje te wypatrzeć można nawet w Google Earth, ale już przebadanie obiektu o średnicy 100 m, który funkcjonował przez setki lat, wymaga czasu i pieniędzy. W Bodzowie warunki glebowe nie sprzyjały zachowaniu kości, więc wrócimy tam, gdy pojawią się metody chemiczne pozwalające wykryć ich obecność.

Ofiary i masakry

A kości są dla zrozumienia obrzędowości ludzi neolitu niezwykle istotne. W latach 90. XX w. w niemieckim Herxheim (Nadrenia Palatynat) archeolodzy odkopali sekwencję jam z pogruchotanymi kośćmi i czaszkami ok. 450 osób. Ze względu na ślady ich czyszczenia część badaczy uznała, że są to resztki po ucztach kanibali. Ponieważ jednak kości nie były gotowane, większość skłania się ku hipotezie, że są to raczej powtórne pochówki i to nie tylko tubylców. Potwierdzają to badania izotopów strontu i znajdowane w rowach narzędzia krzemienne oraz ceramika pochodzące z odległych stron. Mogło to zatem być miejsce ponadregionalnych obrzędów, wywołanych kryzysem i zmierzchem archeologicznej kultury ceramiki wstęgowej rytej, bo choć Herxheim funkcjonowało od 5300 r. p.n.e. przez 350 lat, szczątki ludzkie trafiały do jam jedynie przez ostatnie 50 lat jego zasiedlenia.

O tym, że w neolicie walczono, świadczy drugi typ masowych grobów, z kośćmi osób zabitych w bitwach lub napadach. W Schöneck-Kilianstädten (Hesja) 7 tys. lat temu zamordowano strzałem z łuku lub uderzeniami topora w głowę (a być może także torturowano, bo ofiarom połamano nogi) 26 osób – dzieci, mężczyzn i dwie starsze kobiety. Ponieważ wśród ofiar nie ma dziewcząt, do masakry mogło dojść w czasie ich uprowadzania. Co ciekawe, ślady przemocy oraz niezrozumiałych i okrutnych praktyk znajdowane są głównie w Niemczech i Austrii. – Może to kwestia dokładniejszych badań, ale klimat też miał wpływ na okrucieństwo rytuałów, czego przykładem są świątynie celtyckie – podczas gdy na północy były one pełne czaszek i szczątków pomordowanych ofiar, na południu zawalone są tonami skorup po upojnych biesiadach – zauważa dr Budziszewski.

Oczywiście przy rekonstrukcji neolitycznych obrzędów można sięgnąć po analogie, jak znane z historii i etnografii przekonanie rolników, że siły przyrody trzeba stale odnawiać, powtarzając pierwotny akt stworzenia. Rytualnie odtwarzano śmierć kreatora, z którego ciała i krwi rodziło się nowe życie, a w rolę bóstwa wcielała się ofiara. Tak mogło być i w neolicie, ale nie musiało. Prof. Seweryn Rzepecki z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego podkreśla, że badacze duchowości neolitu są w sytuacji widza śledzącego przebieg przedstawienia przez dziurkę od klucza. – Współczesne metody pozwalają odczytać nieco więcej z niemych zabytków, ale bez tekstów musimy być ostrożni w interpretacjach. Tym bardziej że epoka, o której mówimy, trwała wiele tysięcy lat, obfitując w zjawiska religijne o różnym zasięgu.

Herosi w gigantach

Ważną ponadregionalną zmianą było wysunięcie się na pierwszy plan kultu zmarłych. Pierwsi rolnicy żyli w ciągłym strachu przed śmiercią, ale jednocześnie była ona wszechobecna i gwarantowała odrodzenie, dlatego nie bano się zmarłych i we wczesnym neolicie chowano ich czasami w pobliżu domów lub pod ich podłogami. Z czasem świat żywych i umarłych rozdzielono, a ciała wybitnych jednostek zaczęto chować w megagrobowcach z nadzieją, że ich duchy będą pomagać żywym.

Rondele budowały społeczności stosunkowo egalitarne, grobowce powstały w czasach, gdy było już większe rozwarstwienie społeczne, a do władzy doszły charyzmatyczne jednostki, które w Bretanii mogły wręcz utworzyć coś na kształt królestw. To właśnie w zachodniej Europie powstały pierwsze giganty, mające czasami ponad 350 m. Ponieważ kształtem przypominały długie domy pierwszych rolników, naukowcy widzą w nich „domy przodków”. Do nas moda na monumentalne groby (zwane z racji ich nagromadzenia kujawskimi) dotarła ok. 4400 r. p.n.e. i łączona jest z kulturą pucharów lejkowatych.

Wiele wskazuje, że na początku neolitu ważniejsze były pierwiastki kobiece i kulty płodności, z czasem jednak zaczął dominować pierwiastek męski. Od V tys. p.n.e. siekiery, którymi mężczyźni karczowali lasy pod pola oraz zadawali śmiertelne ciosy, stały się symbolem władzy i prestiżu, można wręcz mówić o ich kulcie.

W niektórych grobowcach i ich otoczeniu odkryto dziesiątki siekier, niektóre z nich wbite były pionowo w ziemię, stercząc jak fallusy. Być może menhiry również ustawiano po to, by podkreślić męskość i dominację. U nas jako przejaw afirmacji etosu patriarchy odczytać można grobowce kujawskie, bo zazwyczaj chowano w nich starszych mężczyzn – mówi prof. Rzepecki.

Megalit integrujący

Jednak genezę monumentalizacji kultu przodków można też widzieć inaczej. Pierwsze wielkie groby nie były specjalnie bogate, a zdarzało się, że nie chowano w nich ciał, jakby bardziej chodziło o samą ideę niż zmarłego. – Taki pomnik był o wiele bardziej potrzebny żywym niż umarłym – podkreśla dr Budziszewski. A dr Furmanek dodaje: – Mimo mnóstwa hipotez na temat duchowości ludzi neolitu nie ma wątpliwości, że głównym zadaniem zarówno imponujących kręgów, jak i monumentalnych grobów było pokazanie wielkości, wzmacnianie tożsamości grupy i integracja społeczności wokół nich.

Ta integracja zaczynała się już przy usypywaniu kopców, przenoszeniu kamieni czy kopaniu rowów, bo choć to jednostki odpowiadały za podejmowanie decyzji, planowanie i organizację pracy, budowa wymagała zaangażowania całej społeczności. Długo uważano, że zanim nauczono się obrabiać i transportować kamień, zadowalano się ziemią i drewnem. Odkrycie świątyni w Göbekli Tepe w Turcji albo kolejność budowania poszczególnych kręgów w Stonehenge pokazały, że ewolucyjna wizja jest błędna i że chyba w większym stopniu chodziło o dostęp do kamienia, modę i możliwości organizacyjne społeczności. Może w Polsce nigdy nie było monumentu na miarę Stonehenge czy bretońskiego Carnac, ale mieliśmy kiedyś całkiem sporo megalitów (grec. megas – duży, lithos – kamień) – przekonuje prof. Rzepecki. – Kamienie przeszkadzały w uprawach, więc je usuwano z pól, a że doskonale nadawały się do budowy domów i brukowania dróg, w XIX w. pozbawiono kamiennych okładzin wiele neolitycznych grobów.

Rewolucja high-tech

Choć w archeologii były dotąd różne nurty i próby interpretacji zjawisk z przeszłości, obecnie ta dziedzina nauki przechodzi rewolucję technologiczną – w Google Earth można namierzać rondele, nieinwazyjnie je badać, a jeśli już je trzeba rozkopać, to szczątki kostne, dzięki badaniom biochemicznym i genetycznym, dostarczają wielu informacji o życiu ówczesnych ludzi. – Wizja neolitu zmienia się na naszych oczach dzięki postępowi w naukach przyrodniczych, ale również wynika z rozwoju refleksji teoretycznej, tego, jak postrzegamy człowieka i jego świat. Pisanie syntez na temat tej epoki jest wielce ryzykowne, bo z dnia na dzień mogą się stać nieaktualne – przyznaje dr Furmanek.

Nowe technologie pozwalają powiedzieć, co ludzie jedli, skąd pochodzili, czy byli spokrewnieni, a nawet jaki mieli kolor oczu, choć nie zdradzają, w jakich wierzyli bogów. Pewne jest, że w neolicie przejście na gospodarkę wytwórczą spowodowało przyrost ludności, a coraz większe społeczności potrzebowały jednoczących grupy symboli i znaków tożsamości. To dlatego niemal w całej Europie wyrosły imponujące monumenty. O ile jednak z czasem jedne uległy zniszczeniu i zapomnieniu, inne, stale naprawiane i udoskonalane, służyły przez wieki jako ponadregionalne ośrodki pielgrzymkowe. Tak jak równina Salisbury, o czym świadczą pochówki przybywających tu z daleka pielgrzymów, m.in. urodzonego w Bawarii łucznika z Amesbury koło Stonehenge (co wykazały w 2003 r. badania izotopów strontu w szkliwie jego zębów).

Religia pozostaje jednak tajemnicą, ale dr Budziszewski jest optymistą: – Francuzi 40 lat temu niewiele wiedzieli o religii Celtów, a teraz piszą na jej temat teksty religioznawcze. Oby w przypadku neolitu przyrost wiedzy pozwolił na to samo.

Polityka 49.2015 (3038) z dnia 01.12.2015; Nauka; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Duch budowli XXL"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Marian Turski: Przeżyłem dwa marsze śmierci. Po wojnie nic nie pamiętałem

Najpierw miałem trwającą 20 lat amnezję. A potem nie chciałem. Dopiero kiedy w 2001 r. otwarto dla zwiedzających saunę (łaźnię), zgodziłem się coś powiedzieć publicznie.

Jacek Żakowski
27.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną