Fakty i mity o glutenie

Ewangelia według dietetyka
Amerykański religioznawca w przekonujący sposób rozprawia się ze współczesnymi mitami żywieniowymi.
Celebryci chwalą się, że przeszli na dietę bezglutenową i czują się cudownie jak nigdy.
deepblue4you/Getty Images

Celebryci chwalą się, że przeszli na dietę bezglutenową i czują się cudownie jak nigdy.

Jeść z umiarem, pić z umiarem i prowadzić aktywny tryb życia. To wystarczy.
Artiom Muhaciov/Getty Images

Jeść z umiarem, pić z umiarem i prowadzić aktywny tryb życia. To wystarczy.

audio

AudioPolityka Marcin Rotkiewicz - Ewangelia według dietetyka

Alan Levinovitz zajmuje się religioznawstwem w amerykańskim James Medison University, a doktorat obronił na wydziale teologii University of Chicago. Czy ktoś o takich kompetencjach powinien się wypowiadać na temat wpływu jedzenia na zdrowie człowieka i skuteczności rozmaitych diet?

Okazuje się, że tak. Levinovitz potrafi świetnie zrelacjonować stan wiedzy oraz wyniki badań naukowych. Natomiast dzięki swojemu wykształceniu patrzy na kwestię różnych diet, lęków społecznych dotyczących jedzenia i w ogóle nastawienia ludzi do żywności w sposób nietuzinkowy. Dowodzi bowiem, że wiele naszych obaw i mód dietetycznych przypomina nakazy religijne i nie jest niczym nowym. Na poparcie tej tezy podaje m.in. przykład sprzed dwóch tysięcy lat, gdy chińska cywilizacja opierała się na tzw. pięciu zbożach: dwóch gatunkach prosa, konopiach, ryżu i fasoli. Ze względu na swoje znaczenie były one porównywane do religijnych bóstw. Ale w pewnym momencie garstka mistyków, twórców taoizmu, zaczęła oskarżać święte zboża o „gnicie i zanieczyszczanie organów wewnętrznych”, co miało prowadzić do chorób i śmierci. Wyeliminowanie ich z diety przedstawiano również jako ucieczkę przed zgubną nowoczesnością.

Dziś także można spotkać np. wyznawców spożywania tylko dawnych gatunków zbóż (m.in. pszenicy) albo paleodiet (jedzmy jak jaskiniowcy). A słownictwo związane z odżywianiem pełne jest określeń moralnych i religijnych. Jak pisze Levinovitz, żywność jest naturalna bądź sztuczna, dobra lub zła. Zła żywność może zaszkodzić, ale jest kusząco smaczna i sprawia „grzeszną” przyjemność. Z kolei dobra żywność jest jednolita, prawdziwa i czysta. Ponadto musi być naturalna, bo przetwarzana jest niedobra. „Takie hasła pasują bardziej do zakonnych traktatów i rozpraw filozoficznych (czym właściwie jest »prawdziwa żywność«?) aniżeli do dyskusji naukowych” – stwierdza Levinovitz.

Jak to możliwe, że w XXI w. w sprawach żywienia nadal panuje myślenie mityczno-religijne? O racjonalną alternatywę czasami trudno – wyjaśnia autor „Glutenowego kłamstwa”. Prawdopodobnie żadna dziedzina medycyny nie jest tak niewdzięczna i skomplikowana jak dietetyka, a jej złożoność znajduje wyraz w niekończących się sporach o to, co i w jakich ilościach powinniśmy jeść – pisze Levinovitz. Często bowiem badania opierają się na mało wiarygodnych danych, które gromadzą i opisują sami ich uczestnicy w ankietach – ile czego jedli i pili, czy wykonywali ćwiczenia fizyczne i jak długo, jak się czuli etc. Co oczywiście nie znaczy, że nie da się w ogóle odpowiedzieć na pytanie, czy np. niektóre substancje są toksyczne (choć nie zawsze ta odpowiedź brzmi równie jasno jak konstatacja, że palenie znacznie zwiększa ryzyko raka płuc).

Nauka ma zatem kłopot z wniesieniem „kaganka oświaty”. A gdy rozum śpi, budzą się upiory, których w tematyce żywności objawiły się już całe zastępy. Jeden z nich to tytułowy gluten – w uproszczeniu mieszanina dwóch roślinnych białek (gluteniny i gliadyny), występująca m.in. w pszenicy, jęczmieniu i życie. Dzięki niemu ciasta zrobione np. z mąki pszennej świetnie rosną, pieczywo jest miękkie, a makaron sprężysty.

Antyglutenowa religia

Od kilku lat gluten znalazł się jednak na cenzurowanym, co widać m.in. po coraz większej liczbie restauracji, kawiarni i barów reklamujących potrawy bez glutenu. Celebryci chwalą się zaś, że przeszli właśnie na dietę bezglutenową i czują się cudownie jak nigdy. Albo wręcz wskazują, jak Anna Lewandowska (żona gwiazdy Bayernu Monachium Roberta Lewandowskiego), że eliminacja tego składnika może poprawić zdrowie osób cierpiących na schizofrenię i autyzm. Za sprawą tego typu argumentacji w USA już 100 mln ludzi (prawie jedna trzecia mieszkańców tego kraju) stara się unikać glutenu, choć naprawdę mniej lub bardziej uczulonych na niego jest wielokrotnie mniej (zaledwie do kilku procent populacji). Cztery lata temu amerykański tygodnik „Time” uznał dietę bezglutenową za jeden z dziesięciu najpopularniejszych trendów stylu jedzenia.

Alan Levinovitz poświęca rozprawieniu się z mitem złego glutenu cały rozdział swojej książki, pokazując krok po kroku, jak doszło do jego narodzin. Pisaliśmy już o tym obszernie na łamach POLITYKI (8/15), więc teraz ograniczmy się tylko do kilku najważniejszych informacji. Otóż trop złej legendy glutenu prowadzi do wydanej w 2011 r. w USA książki „Wheat Belly” (polskie tłumaczenie ukazało się pt. „Dieta bez pszenicy”), która szybko wskoczyła na pozycję numer jeden list bestsellerów. Jej autor William R. Davis oskarża gluten – szczególnie ten z pszenicy – o wywołanie epidemii otyłości, a także powodowanie licznych chorób: cukrzycy, autyzmu, ADHD, trądziku, a nawet schizofrenii. Pszenica ma rzekomo „sięgać praktycznie do każdego narządu organizmu, od jelit, wątroby, serca i tarczycy, aż po mózg”. A na dodatek uzależniać.

Kim jest autor tych hiobowych diagnoz? Lekarzem kardiologiem posiadającym prywatną praktykę. Nie jest specjalistą ani od żywienia, ani genetyki roślin (współczesne odmiany pszenicy miałyby – według Davisa – zawierać wyjątkowo niebezpieczny „specyficzny gluten”) czy epidemiologii. Nie ma też na swoim koncie żadnej publikacji naukowej. Opiera się za to głównie na własnych obserwacjach, często siebie samego, którymi można uzasadnić niemal wszystko.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną