Od naskórka, przez komórkę jajową, aż do myszy. To nie sci-fi, tylko najnowszy eksperyment japońskich naukowców
Japońscy naukowcy uzyskali komórki jajowe myszy z jej... naskórka.
Nuwandalice/Flickr CC by 2.0

Nowa metoda uzyskiwania komórek jajowych, a z nich zdrowego potomstwa, podekscytowała komentatorów na całym świecie. Jeszcze większej ekscytacji doznali piewcy wykorzystywania w medycynie komórek macierzystych – bo to na nich właśnie zespół naukowców z Japonii oparł swój eksperyment.

Mówiąc w dużym skrócie, polegał on w pierwszej fazie na przeprogramowaniu komórek skóry w zarodkowe komórki macierzyste, z których następnie uzyskano komórki płciowe, wyhodowano z nich dojrzałe komórki jajowe, poddano zapłodnieniu in vitro i na koniec poczęto zdrowe organizmy.

Cała ta procedura – oraz artykuł opublikowany na łamach „Nature” – dotyczy na razie myszy, a nie ludzi. Ale już słychać głosy, że otwiera furtkę do możliwości prokreacji, które do tej pory pozostawały w kręgu science-fiction. To jeszcze raz pokazuje drogę, jaką kroczy współczesna nauka i z której nie zamierza zawrócić. Czy możliwości, jakie dają nam komórki macierzyste – pozyskiwane z wnętrza naszego ciała, a niekoniecznie jak dawniej z zarodków (czemu regularnie sprzeciwiali się zagorzali obrońcy życia od tak zwanego poczęcia) – będziemy wkrótce mogli wykorzystywać w leczeniu niepłodności? Jestem skłonny uwierzyć, że tak.

Czy eksperyment opisany w renomowanym piśmie naukowym, na który powołują się dziś nie mniej renomowane agencje prasowe, przeprowadzony przez uczonych z Uniwersytetu Kyushu w Fukuoce, nie był w żaden sposób zmyślony? To pierwsze pytanie, jakie ciśnie się na usta po wielu wpadkach związanych z klonowaniem i tego rodzaju podobnymi badaniami, których autorami w minionych latach byli Azjaci. Uznajmy, że prof. Katsuhiko Hayashi do oszustów jednak nie należy. Wielu uzna go za kreatora bawiącego się w pana Boga (czy krytycy wezmą pod uwagę, że w eksperymencie uczestniczyły myszy laboratoryjne, a nie ludzie?), ale z etycznego punktu widzenia nie popełnił on żadnego nadużycia.

Miał pomysł, zgodę komisji etycznych, zespół współpracowników z otwartymi głowami i bohaterki – gryzonie, które po raz kolejny przysłużyły się nauce, gdyż właśnie w ten sposób od zarania dziejów możliwy jest postęp w biologii i w medycynie.

Niedawno przy okazji narodzin chłopca trojga rodziców zwracałem uwagę, że ignoranci widzą w metodach zapłodnienia pozaustrojowego ingerencję w prawa natury, lecz wywiedzione z religii nakazy moralne nie mogą powstrzymać rozwoju badań naukowych. Zwłaszcza tych, które zmierzają do wykreowania nowych kuracji lub wiążą się z nowym zastosowaniem naukowych odkryć.

Gdy w krajach katolickich istnieje sprzeciw części opinii publicznej wobec takich eksperymentów i zabiegów, dużo mniej etycznych oporów mają naukowcy z Azji: Chin, Tajwanu, Korei Południowej lub, jak w tym przypadku, Japonii. Właśnie w tamtej części świata prowadzi się dziś najwięcej badań na zarodkach i komórkach macierzystych, co może doprowadzić do tego, że za dostęp do nowoczesnych technologii konserwatywni Europejczycy i Amerykanie będą musieli w przyszłości słono zapłacić.

Technologia zastosowana na myszach, dzięki której urodziły się zdrowe osobniki z komórek jajowych (które de facto nie miały prawa powstać w normalnych warunkach), daje na razie tylko nadzieję na to, że kobiety z całkowicie utraconą funkcją jajników będą mogły liczyć w przyszłości na własne potomstwo. To, co możliwe jest dzisiaj u zwierząt laboratoryjnych, nie zawsze sprawdza się u ludzi – biologia jest zbyt skomplikowana, by jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenosić wyniki eksperymentów z gryzoni na człowieka.

Ale kiedy pierwszy krok, jak ten dziś opisywany, zostanie zrobiony, nic nie powstrzyma innych przed kontynuacją badań i wcześniej czy później przeniosą się one na ludzi. Niektórym się to nie spodoba. Mam nadzieję, że są w mniejszości.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj