Jak miliarderzy-filantropi wspierają medycynę?

Życie na gwarancji
Cudowny byłby świat bez chorób. Ale czy pozwoli na to ewolucja?
Mark Zuckerberg z żoną Priscillą Chan na tle napisu „Czy możemy wyleczyć wszystkie choroby za życia naszych dzieci?”
Jeff Chiu/AP/Fotolink

Mark Zuckerberg z żoną Priscillą Chan na tle napisu „Czy możemy wyleczyć wszystkie choroby za życia naszych dzieci?”

Sean Parker, były prezes Facebooka, ze swojej organizacji non profit przekazał 250 mln dol. na walkę z rakiem.
Amager/Wikipedia

Sean Parker, były prezes Facebooka, ze swojej organizacji non profit przekazał 250 mln dol. na walkę z rakiem.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Życie na gwarancji

Mark Zuckerberg, założyciel i szef Facebooka, jeden z najbogatszych ludzi na świecie, lubi pokazywać się ostatnio wśród lekarzy i naukowców. Niedawno został sfotografowany wraz z żoną Priscillą Chan (z wykształcenia pediatrą) na tle napisu „Czy możemy wyleczyć wszystkie choroby za życia naszych dzieci?”. Było to w trakcie konferencji inaugurującej nowy projekt tej pary na rzecz zdrowia – otwarcie ufundowanego za 600 mln dol. centrum badawczego BioHub, które wspólnie z uniwersytetami Berkeley i Stanford w Kalifornii ma ambicję uwolnić ludzkość od śmiertelnych plag.

Zuckerberg robi dokładnie to, co zaczął Bill Gates, założyciel Microsoftu i największej fundacji filantropijnej na świecie, którą prowadzi z żoną od 20 lat. Przeznaczyła ona miliony dolarów na walkę z AIDS, zwalczanie choroby Heinego-Medina, malarii i innych problemów nękających społeczeństwa krajów rozwijających się. Od niedawna Gates ma w planach rozprawienie się również z chorobami nowotworowymi. Na 2026 r. ambitnie wyznaczył termin, kiedy zespoły badawcze finansowane z jego pieniędzy mają ten cel zrealizować.

Sean Parker, inny amerykański biznesmen, jeden z twórców Facebooka oraz popularnego portalu Napster, ze swojej organizacji non profit przekazał 250 mln dol. na walkę z rakiem. A Ted Stanley, zmarły przed rokiem szef MBI Inc., stał się jeszcze za życia jednym z głównych darczyńców Broad Research Institute oraz Stanley Center for Psychiatric Research, gdzie za sumę prawie 1,5 mld dol. poszukuje się remedium na schizofrenię (na którą cierpi syn biznesmena).

Skala zaangażowania filantropów w medycynę jest ogromna, ale czy przełoży się na wymierne efekty, by – tak jak chce Gates – zlikwidować najpierw AIDS, a potem raka, albo – jak mierzący znacznie dalej Zuckerberg – doprowadzić ludzkość do życia bez chorób?

Aspołeczne komórki

Zasłużony genetyk o rosyjskich korzeniach Theodosius Dobzhansky radził: „Nic w biologii nie ma sensu, jeśli nie uwzględnia się ewolucji”. Dlatego prof. Mirosław Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH, cel nakreślony przez bogatych filantropów uważa za nierealny: – Traktuję to raczej jako inspirację. Ludzki organizm to nie maszyna, która mogłaby działać pod dyktando naszkicowanego programu. Żyjemy w środowisku, które stale ewoluuje. Gdy poradzimy sobie z jednym problemem, zaraz wybuchnie nowy.

Ludzkie ciało jest tak zbudowane, że niemal prosi się o choroby. Większość dolegliwości nęka nas dlatego, że nie jesteśmy przystosowani do warunków współczesnego świata. Stąd miażdżyca, nowotwory, depresja; dyskopatie i ślepota związane z wiekiem są również skutkiem konstrukcyjnych niedociągnięć w budowie kręgosłupa i oczu. Trudno oczekiwać, że damy sobie z nimi radę, bo po prostu trzeba by najpierw stworzyć nowego człowieka, który opierałby się procesom w pewnym sensie naturalnym. – Choroby nowotworowe są przypisane do naszego życia – dobitnie stwierdza prof. Wiesław W. Jędrzejczak, znany onkolog i hematolog z Warszawy. – Życie na Ziemi przestanie istnieć – wtedy wyginą nowotwory.

Każdy nowotwór to suma zdarzeń zainicjowanych w komórce, która nagle wyrywa się spod wewnętrznej kontroli organizmu. – Siłą rzeczy najtrudniej ją utrzymać w organizmach najbardziej skomplikowanych, gdzie komórki są najbardziej zróżnicowane – powiada prof. Jędrzejczak. Płacimy więc wysoką cenę za to, że w odróżnieniu od pierwotnych form życia jesteśmy organizmami wielokomórkowymi.

Taką hipotezę na łamach książki „Geny i ludzie” wysunął prof. Andrzej Jerzmanowski z Uniwersytetu Warszawskiego, który skłonność do raka upatruje w zdarzeniach ewolucyjnych na Ziemi sprzed 600 mln lat. Wtedy obok bakterii i jednokomórkowych roślin pojawiły się organizmy o coraz bardziej skomplikowanej budowie, a wraz z nimi komórki aspołeczne, które za nic mają współdziałanie z resztą, ignorują systemy kontrolne i dzielą się na potęgę. Na tym z grubsza polega proces nowotworowy – prof. Jerzmanowski porównuje go do rozpędzonego pojazdu, w którym zablokowała się kierownica, przestał działać układ hamulcowy, a pedał gazu został dociśnięty do deski.

Starzenie to również czynnik sprzyjający nowotworom. Pewnie wiele z nich nie ujawniłoby się, gdybyśmy umierali przed 50. rokiem życia. Jeśli finansowani przez Billa Gatesa uczeni znajdą sposób, jak z jednej strony wydłużać życie, a z drugiej chronić komórki przed mutacjami, spełnią oczekiwania swojego mocodawcy. Tylko czy taki zamiar kiedyś im się powiedzie?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną