Biedronka azjatycka atakuje. Czy jest czego się bać?
Zimują grupami we framugach okien i drzwi oraz wypierają rodzimą biedronkę siedmiokropkę. Czy biedronka azjatycka jest zagrożeniem dla naszego ekosystemu?
Biedronka azjatycka ma się u nas całkiem nieźle.
Brian W. Tobin/Flickr CC by 2.0

Biedronka azjatycka ma się u nas całkiem nieźle.

Każdy polski eksprzedszkolak ma głęboko zakodowany sentyment do biedronek. W końcu sympatyczny chrząszcz był nie tylko bohaterem piosenek, ale również zwiastunem pięknej pogody oraz najbardziej poszukiwanym owadem na placu zabaw.

Dziś obok dobrze znanej i lubianej siedmiokropki w Polsce pojawiła się również jej kuzynka, biedronka azjatycka (Harmonia axyridis). Jest mniej więcej tej samej wielkości, co nasza rodzima biedronka, jednak jej pokrywa może mieć kolor od żółtego, przez pomarańczowy i czerwony aż do czerni. I mimo że występuje u nas w kraju już od dobrych kilkunastu lat, to dopiero niedawno jej obecność zaczęła wywoływać pewien niepokój.

Dzieje się tak ze względu na sposób, w jaki biedronka azjatycka zimuje. W przeciwieństwie do naszych rodzimych chrząszczy wybiera siedliska bliskie naszym domom i chętnie przesypia zimę w towarzystwie innych przedstawicieli swojego gatunku. W efekcie wielu osobom udało się „przyłapać” grupy kilkunastu (a w skrajnych przypadkach nawet kilkudziesięciu) biedronek azjatyckich w dość niespodziewanych miejscach. Okna, framugi, piwnice, balkony.

Pierwszą reakcją na spotkanie z nimi jest zazwyczaj strach. Jednak, jak przekonuje dr hab. Mariusz Lewandowski z Samodzielnego Zakładu Entymologii Stosowanej na SGGW, nie taka biedronka straszna, jak ją malują.

Czy biedronka azjatycka jest gatunkiem inwazyjnym?

Naturalnym środowiskiem biedronki azjatyckiej jest wschodnia i środkowa Azja, od Ałtaju po wybrzeża Oceanu Spokojnego, i od południowej Syberii do południowych Chin. Do Europy oraz Ameryki przywędrowała dzięki człowiekowi, który sprowadził ją do szklarni, aby tam zjadała zagrażające roślinom mszyce.

Biedronka azjatycka nadawała się do tego lepiej od rodzimych gatunków. Jest bardziej żarłoczna (dzięki czemu zjadała więcej szkodników) oraz szybciej się rozmnażała, co pozwoliło naukowcom w krótkim czasie wyhodować dość dużą liczbę chrząszczy, aby obdzielić nimi wszystkie potrzebujące tego szklarnie. Niestety biedronka dała nogę ze szklarni i zadomowiła się m.in. w USA, Grecji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Szwecji i Polsce. – Stosowanie wrogów naturalnych, głownie stawonogów, do ochrony upraw przed szkodnikami nie jest nową praktyką. Dzięki temu można ograniczyć stosowanie środków ochrony roślin, co jest bardzo korzystne. Owady oraz inne stawonogi, które wykorzystuje się w celu ochrony upraw szklarniowych, przeważnie pochodzą z rejonów o ciepłym klimacie, dlatego jeśli nawet wydostaną się ze szklarni to są zabijane przez niskie temperatury panujące u nas w trakcie zimy. Problem polega na tym, że niektóre z nich, jak np. biedronka azjatycka, są w stanie zaaklimatyzować się do warunków panujących w Polsce i namnażać się w warunkach naturalnych. – tłumaczy Lewandowski.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj