Wadliwe szczepionki trafiły do pacjentów. Prezent dla antyszczepionkowców?
Oby bezmyślność ludzi, którzy nie znają się na przepisach, nie pogrążyła nas w kolejnej wojnie antyszczepionkowej.
whitesession/pixabay.com/Pixabay

„Setki pacjentów dostały wadliwą szczepionkę” – donosi pierwsza strona Onet.pl. „Skandal szczepionkowy” – ostrzega Interia.pl. „Preparaty poddawane utylizacji były podawane nawet noworodkom” – bije po oczach nagłówek artykułu „Gazety Prawnej”, który stał się zaczątkiem dzisiejszej sensacji.

Do sprawy odniósł się już na szybko zwołanej konferencji prasowej minister zdrowia z całą swoją świtą, bo byli na niej również obecni wiceminister odpowiedzialny za leki oraz urzędnicy Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Medialne doniesienia, kreujące sensację, są – na szczęście! – tylko w części uzasadnione.

Szczepionki zamiast do utylizacji trafiły do pacjentów

Okazuje się, że na skutek huraganu, który przeszedł nad zachodnią Polską jesienią 2017 roku, w przychodniach mających magazyny wypełnione szczepionkami odcięto dopływ prądu. To wyłączyło pracę agregatów i lodówek, czego skutkiem było wadliwe przechowywanie przez ok. 24 godziny wrażliwych na zmiany temperatury opakowań szczepionek.

Dziennikarze „Gazety Prawnej” ustalili z inspekcją farmaceutyczną i sanepidem, na przykład z Gorzowa Wielkopolskiego i województwa lubuskiego, iż część produktów, które powinny ulec utylizacji, trafiły mimo wszystko do lekarzy, a ci podali je pacjentom. Lista jest całkiem długa, były to bowiem szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, meningokokom, pneumokokom, tężcowi, gruźlicy, wściekliźnie, ospie wietrznej.

Czytaj także: Coraz więcej osób nie szczepi dzieci na odrę. Efekt? Choroba wraca

Dobro pacjenta przegrywa z przymusem oszczędzania

Czy to rzeczywiście niebezpieczne? Użyte szczepionki nikomu nie zaszkodziły. Fakt, że przez pewien czas nie były przechowywane w odpowiedniej temperaturze, nie oznacza, że stało się nieszczęście – taka jest opinia ekspertów i kropka. Skandalem jest natomiast to, że choć inspekcja farmaceutyczna, chuchając na zimne, domagała się zniszczenia wadliwie przechowywanych zapasów – poradnie tego nie zrobiły, chcąc zaoszczędzić na utylizacji towaru i na potrzebie zastąpienia go nowym.

Tak się kończy przymus oszczędzania w naszej ochronie zdrowia – dobro pacjenta przegrywa z twardym trzymaniem się budżetu. No i jeszcze znany w Polsce refren: „jakoś to będzie!”. Tego rodzaju afery, wywoływane jakby na zamówienie ruchów antyszczepionkowych, dostarczają paliwa przeciwnikom szczepień. Niestety, brak wyobraźni ze strony tych, którzy nie potrafią odpowiednio szybko zareagować na czyjeś partactwo, jak widać mści się podwójnie: codzienne media mają nas czym straszyć, a pacjenci tracą zaufanie do ochrony zdrowia. I kto po tym wszystkim posprząta?

Czytaj także: Antyszczepionkowcy straszą billboardami. Obalamy ich teorie

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną