Nauka

Nadzorować i karać. Gowin zabiera autonomię Polskiej Akademii Nauk

Wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin Wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Mimo reformy szkolnictwa wyższego PAN udało się zachować pewną niezależność. Ale plany resortu mogą tę sytuację zmienić.

Wśród zmian zaproponowanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w nowelizacji ustawy o PAN największe zaniepokojenie wzbudza ograniczenie autonomii dyrektorów instytutów i nowe zasady audytu.

Zwolnienia dyrektorów przed końcem kadencji

Dotychczas prezes PAN mógł kontrolować jedynie jakość prac poszczególnych instytutów, czyli pilnować gospodarowania finansami czy rzetelności prac. Projekt ustawy wprowadza narzędzia do tego, aby władze Akademii – zależne od ministra – mogły ingerować również w treść prowadzonych badań. Takie rozwiązanie może prowadzić do niebezpiecznej sytuacji, w której instytuty zajmujące się tematami społecznie najbardziej wrażliwymi – jak np. studia nad Holokaustem, gender studies, krytyka postkolonialna czy studia nad mniejszościami – będą musiały dostosowywać swoje działania do oceny audytorów, wyznaczanych przez prezesa. W przypadku niewykonania przez dyrektora instytutu zaleceń narzuconych przez kontrolerów w świetle nowych wytycznych można go będzie zwolnić przed końcem kadencji.

Czytaj także: Dlaczego cofnięto dotację dla „Zagłady Żydów”? Za karę

Projekt ustawy jest reakcją resortu na raport NIK, który wykazał nieprawidłowości finansowe w działaniach niektórych instytutów. W tym samym raporcie jest mowa o zaniedbaniach również ze strony prezesa PAN, który z kolei widzi w tych regulacjach dużą szansę na poprawę sytuacji Akademii. „Muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego, że to prezes PAN będzie sprawował nadzór nad instytutami, a nie np. minister nauki czy premier. W przeciwnym wypadku nasza instytucja stawałaby się bardziej polityczna, a tego nikt ze środowiska naukowego nie chce” – mówił w jednym z wywiadów prof. Jerzy Duszyński.

Koniec z demokracją w PAN

Tymczasem upolitycznienie wydaje się w tej sytuacji nieuniknione. – Po tej nowelizacji Akademia będzie narażona na realizację doraźnych celów politycznych. Dzisiaj to jest niemożliwe, bo prezes nie dysponuje narzędziami wpływu na to, co się robi w instytutach merytorycznie, i nie ma wpływu na to, kto jest dyrektorem, ponieważ jest przeprowadzony konkurs – komentuje dyrektor Instytutu Badań Literackich prof. dr hab. Mikołaj Sokołowski. Skupianie tak dużej odpowiedzialności w rękach jednej osoby, bez względu na to, czyje te ręce by były, prowadzi do załamania demokratycznego, pluralistycznego systemu na rzecz układu nadzoru i kary.

Po lutowej konferencji paryskiej – podczas której wystąpienie m.in. prof. Jacka Leociaka na temat badań nad Zagładą zostało zagłuszane okrzykami i wyzwiskami przez inną grupę polskich uczonych – prof. Duszyński stanął w obronie zaatakowanych prelegentów. Prezesi Akademii zmieniają się jednak cyklicznie i nie jest powiedziane, że kolejna osoba na tym stanowisku będzie potrafiła wykazywać się podobną postawą.

Nowelizacja już w czerwcu może trafić do Sejmu bez wcześniejszych, wielomiesięcznych rozmów ze środowiskiem naukowym. W reakcji na informację o tych propozycjach pracownicy Akademii wystosowali do parlamentarzystów list otwarty, w którym zachęcają do sprzeciwienia się proponowanym zmianom. Trwa zbieranie podpisów, do czego każdy może się dołączyć. Pismo sygnowało już wielu wybitnych naukowców, a także osób niezwiązanych z Akademią.

Czytaj także: Największe zagrożenia dla nauki wynikające z ustawy Gowina

Honorata Sroka – literaturoznawczyni, absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, współpracowniczka zespołu Archiwum Kobiet Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się pisarstwem niefikcjonalnym, w szczególności epistolografią, a także literaturą eksperymentalną. Publikowała m.in. w „Kulturze Liberalnej” i „Małym Formacie”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną