Dlaczego cofnięto dotację dla „Zagłady Żydów”? Za karę
Cofnięcie państwowej dotacji rocznikowi „Zagłada Żydów” dowodzi, że pismo i tworzący je badacze uczciwie wykonują swoją misję.
Minister kultury Piotr Gliński
KPRM/Flickr CC by SA

Minister kultury Piotr Gliński

Nie poskutkowało nawet odwołanie do samego ministra. Rocznik „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” nie dostanie już dofinansowania z resortu kultury. Wyrok wydał zapewne osobiście Piotr Gliński – bo wniosek o zmianę decyzji odmownych podjętych na pierwszym etapie konkursu przez ekspertów (ich nazwisk tym razem nie ujawniono) kieruje się bezpośrednio właśnie do ministra.

Dla porządku tylko warto zauważyć, że w corocznie rozpisywanym przez resort konkursie na wsparcie czasopism pieniądze od razu i bez kłopotów dostały takie tytuły jak „Fronda Lux”, „Teologia Polityczna”, „Arcana”, „Christianitas” czy „Wyklęci”. Dopiero po odwołaniu łaska pańska objęła „Znak”, „Więź”, „Kulturę Liberalną” i „Zeszyty Literackie”.

„Zagłada Żydów” bez państwowej dotacji

Dlaczego w takim razie poskąpiono jej „Zagładzie Żydów”? Przecież w grę nie wchodzą bajońskie sumy. Rocznik wydawany jest przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów, działające w ramach poważnej placówki, jaką jest Instytut Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (w tymże IFiS PAN zatrudniony jest prof. Gliński). Co więcej, badacze pracujący w Centrum – Barbara Engelking, Jan Grabowski, Jacek Leociak, Dariusz Libionka i inni – przez kilka lat zdobyli zasłużone poważanie w środowisku naukowców zajmujących się studiami nad Holokaustem, w tym w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Izraelu. Doceniane są także monografie ich autorstwa oraz właśnie „Zagłada Żydów”. Dowodem przekłady, omówienia tekstów, zaproszenia na międzynarodowe seminaria itp.

„Zagłada Żydów” jest modelowym przykładem poważnego periodyku naukowego, który dba o poziom publikowanych tekstów, nie boi się stawiać trudnych pytań oraz formułować tez, które niekoniecznie muszą schlebiać potocznym wyobrażeniom i oczekiwaniom. W efekcie, co nie mniej ważne, rocznik może służyć za dowód, że są w Polsce jeszcze miejsca, w których prowadzi się poważną, uczciwą i odważną dyskusję nad relacjami polsko-żydowskimi.

Rzecz w tym, że zapewne to właśnie prestiż, jakim cieszą się pismo i jego twórcy, spowodował reakcję ministra Glińskiego. Nie tak dawno zresztą negatywne opinie o publikacjach Centrum wygłaszali też jego koledzy z rządu i partii. Ustalenia wynikłe ze żmudnych kwerend badaczy nijak nie pasują przecież do tzw. polityki historycznej czy linii propagandowej obecnej władzy – chociażby jeśli chodzi o zakres pomocy udzielanej Żydom przez Polaków podczas okupacji oraz o skalę szmalcownictwa i mordowania Żydów przez ich polskich sąsiadów.

Czytaj także: Prof. Jan Grabowski o tym, co historycy wiedzą o Zagładzie w Polsce

Prezes IPN żali się na konkurencję

Nie jest też być może przypadkiem, że niemal równocześnie większe zainteresowanie badaniami nad Holokaustem – a zwłaszcza „problemem pomocy organizowanej przez Polaków dla Żydów” – zadeklarował Instytut Pamięci Narodowej. Jego prezes żalił się, że powstało już wiele instytucji „o mocnej pozycji i z odpowiednim zapleczem finansowym”, które zajmują się stosunkami polsko-żydowskimi, i tej „dużej nierównowagi sił” (sic!) „nie da się szybko nadrobić”.

Redaktor naczelny „Zagłady Żydów” dr Dariusz Libionka z przekąsem skomentował, że po decyzji ministra czuje się wyróżniony i zaszczycony takim dowodem uznania dla pracy zespołu pisma. Faktycznie, już w PRL, kiedy komunistyczni aparatczycy odsądzali kogoś od czci i wiary, można było być pewnym jego uczciwości.

Czytaj także: Losy polskich Żydów – nowe ważne świadectwo

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj