/ atomowe lęki
W wyniku katastrofy czarnobylskiej nie zginęły setki tysięcy ludzi.
Nie słabną dyskusje wywołane przez głośny serial HBO „Czarnobyl”. Teraz włączyła się w nie amerykańska historyczka Kate Brown, autorka wydanej właśnie po polsku książki „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania”. W niedawnej rozmowie z „Gazetą Wyborczą” stwierdziła mianowicie, że ogólna liczba śmiertelnych ofiar katastrofy zbliża się do 300 tys. Przebiła tym twórców serialu, którzy w ostatnim odcinku podali informację, iż było ich „tylko” 93 tys. Kto ma rację? Ani autorzy „Czarnobyla”, ani Kate Brown. Najbardziej miarodajne raporty naukowych agend ONZ podają zupełnie inne liczby.
Możemy dziś mówić o 31 potwierdzonych śmiertelnych ofiarach Czarnobyla, w tym 28 na skutek ostrej choroby popromiennej. Do tego należy doliczyć co najmniej 15 zgonów (ta liczba będzie się jednak zmieniać) z powodu nowotworów tarczycy u dzieci.
Poważny problem z wyliczeniami pojawia się jednak w kontekście grupy 530 tys. osób zaangażowanych w likwidację skutków katastrofy. Otrzymały one podwyższone dawki promieniowania, więc ich stan zdrowia jest ciągle analizowany. Czy w przyszłości wzrośnie wśród nich liczba nowotworów i spowodowanych nimi zgonów? Eksperci nie są w tej sprawie zgodni, bo szacunki (np. WHO podaje, że ostateczna liczba ofiar podwyższonych dawek promieniowania może sięgnąć 4 tys.) opierają się na bardzo kontrowersyjnych założeniach teoretycznych. Podsumowując: potwierdzona liczba śmiertelnych ofiar katastrofy czarnobylskiej to kilkadziesiąt osób. Opowieści o setkach czy dziesiątkach tysięcy to mit.
***
/ diagramy prawdy
Naturalny obieg wody nie istnieje.