Nauka

Polski SpaceX i nasz własny Elon Musk (a nawet trzech)

Pierwszy polski satelita, PW-Sat, został zbudowany za ok. 200 tys. zł, czyli niewiele, biorąc pod uwagę kosztowność materiałów i elementów, ale i zachowania odpowiednich standardów konstrukcji. Pierwszy polski satelita, PW-Sat, został zbudowany za ok. 200 tys. zł, czyli niewiele, biorąc pod uwagę kosztowność materiałów i elementów, ale i zachowania odpowiednich standardów konstrukcji. Brett Ritchie / Unsplash
3 lipca 2019 r. na orbicie ustawiono dwa polskie sztuczne satelity: doświadczalny KRAKsat i demonstrator technologii Światowid. Ten ostatni pochodzi z firmy SatRevolution z Wrocławia, którą można by nazwać „polskim SpaceX”.

W XXI w. wysłaliśmy w kosmos sześć satelitów (PW-Sat, PW-Sat2, Lem, Heweliusz, KRAKsat i Światowid). Żaden nie powstał w ramach programu rządowego, choć Lem i Heweliusz były w części zbudowane za państwowe pieniądze przez Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk (CBK PAN), a PW-Sat i PW-Sat2 powstały przy znacznym wsparciu Politechniki Warszawskiej.

Nie oszukujmy się jednak: gdyby nie naukowcy z wymienionych instytucji i studenci wydziałów Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa oraz Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej, ich entuzjazm, upór, wkład pracy i wiedzy – nic by z tych programów nie było. Wszystkie satelity należą do grupy tzw. nanosatelitów, czyli bardzo małych obiektów kosmicznych o masie nieprzekraczającej 10 kg.

Czytaj także: Kret w Mars InSight, PW-Sat2, Lem i Heweliusz, czyli Polska w kosmosie

Polskie satelity badawcze, pierwsze i kolejne sukcesy

Pierwszy polski satelita, PW-Sat, został zbudowany za ok. 200 tys. zł, czyli niewiele, biorąc pod uwagę kosztowność materiałów, ale i zachowania odpowiednich standardów konstrukcji. PW-Sat spełnił wyśrubowane wymagania i nawet wygrał konkurs Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), dzięki czemu w kosmos wyniosła go za darmo włoska rakieta nośna Vega, startująca z Gujany Francuskiej, zbudowana na zamówienie właśnie ESA.

Stało się to 13 lutego 2012 r. Satelita badał elastyczne ogniwa słoneczne oraz nowo opracowaną metodę zejścia z orbity i samozniszczenia w gęstych warstwach atmosfery. Chodzi o to, by na orbicie nie zostawiać krążących i groźnych kosmicznych śmieci.

Eksperyment z ważącym jeden kilogram satelitą powiódł się, a opiekun naukowy grupy, wybitny polski naukowiec prof. dr hab. inż. Piotr Wolański, przeszedł do historii – pod jego kierunkiem zbudowano pierwszego całkowicie polskiego satelitę.

Sukces powtórzył PW-Sat2. Przetestowano na nim specjalny żagiel słoneczny do zainicjowania procesu zejścia z orbity. W kosmos wyniosła go rakieta Falcon 9 prywatnej amerykańskiej firmy SpaceX Elona Muska. Zapłaciło za to nasze Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Start: 3 grudnia 2018 r.

Czytaj także: Drugi wyścig księżycowy

Polskie satelity i rosyjskie rakiety

Z kolei dwa satelity należące do Centrum Badań Kosmicznych PAN były częścią kanadyjsko-austriacko-polskiego programu badań promieniowania kosmicznego pochodzącego ze Słońca, znanego jako Bright Target Explorer (BRITE). Każdy z zaangażowanych krajów wystrzelił po dwa satelity tworzące razem konstelację badawczą. Rodzime Lem i Heweliusz wystartowały 21 listopada 2013 r. i 19 sierpnia 2014 r.

Ze względu na ograniczone fundusze wykorzystano najtańsze opcje umieszczenia satelitów na orbicie. Za drugim razem była to chińska rakieta nośna Chang Zheng 4B (Długi Marsz 4B), startująca z wojskowego kosmodromu Taiyuan w Chinach.

Za pierwszym razem sprawa była ciekawsza. Startowano z rakiety nośnej Dniepr z kosmodromu Jasny w Rosji. Dniepr to dawna strategiczna rakieta R-36 Wojewoda, wycofywana z eksploatacji i zastępowana dziś konstrukcjami RS-28 Sarmata. Po zdjęciu głowic termojądrowych do niszczenia amerykańskich miast zakłada się na nie nośnik do umieszczania na orbicie wielu satelitów na raz, za co Rosja pobiera oczywiście opłaty. W ten sposób na wycofywanych ze służby rakietach jeszcze się zarabia.

Najciekawsze jest jednak to, że Jasny nie jest żadnym prawdziwym kosmodromem, tylko dawną pozycją startową jednego z rozwiązanych pułków 13. Orengburskiej Dywizji Rakietowej z Dombarowska. A rakiety Dniepr wystrzeliwuje się wprost z silosów, w których kiedyś R-36 pełniły dyżury bojowe. Wtedy, w listopadzie 2013 r., razem z polskim małym satelitą poleciały inne, w tym m.in. znacznie większy (83 kg) amerykański SkySat-1 do wykonywania zdjęć Ziemi.

Czytaj także: Miliony wystrzelone w kosmos. Badania kosmiczne – drogie, ale niezbędne

Satelity wypuszczone na orbitę

Piątym polskim satelitą jest KRAKsat, opracowany przez studentów Uniwersytetu Jagielońskiego i Akademii Górniczo Hutniczej. Testuje się w nim nowatorski system stabilizacji. Nie ma on klasycznego żyroskopu, lecz osiem rurek ze specyficzną cieczą, tzw. ferroluidem. To specjalna płynna mieszanka z zawiesiną ferromagnetyczną, działającą niczym magnes.

W dużym uproszczeniu: elektromagnesy wprawiają ciecz w ruch obrotowy wewnątrz rurek, dzięki czemu uzyskuje się efekt żyroskopu, choć całość jest niezwykle lekka. Tego satelitę, a także drugiego – Światowida – wyniosła na orbitę rakieta Antares na pokładzie statku transportowego Cygnus, obu z innej amerykańskiej firmy prywatnej: Orbital Sciences Corporation z Dulles w Wirginii.

Do wystrzelenia doszło 17 kwietnia 2019 r. Statek transportowy Cygnus dotarł do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), gdzie został wyładowany. Dopiero 3 lipca, kiedy ISS znalazła się w odpowiednim miejscu, oba polskie satelity zostały „wypuszczone” na orbitę.

Czytaj także: Nowy kosmiczny wyścig

Prawie jak polski SpaceX

Ostatni, szósty satelita jest najciekawszy. Światowid to znów maleństwo (waży 2 kg), opracowane i zbudowane przez wrocławską firmę SatRevolution, założoną w 2016 r. Nie jest satelitą badawczym, ale prototypem pierwszego polskiego użytkowego obiektu kosmicznego. Jeśli wszystko zadziała poprawnie, SatRevolution ustawi konstelację 66 satelitów tego typu na orbitach okołoziemskich.

Będą one wykonywały dość precyzyjne (rozdzielczość 4 m) zdjęcia powierzchni Ziemi, sprzedawane potem firmom lub osobom prywatnym. Zapotrzebowanie na takie zdjęcia okazuje się niemałe.

Ustawienie tak dużej liczby satelitów ma zagwarantować pełne pokrycie powierzchni planety (chodzi głównie o lądy), ale i umożliwić przelot kolejnego satelity nad tym samym, dowolnie wybranym punktem nie później niż w czasie czterech godzin.

Założycielami firmy SatRevolution są trzej przedsiębiorcy: Grzegorz Zwoliński, Damian Fijałkowski i Radosław Łapczyński. W 2010 r. założyli oni firmę T-Bull, zajmującą się opracowywaniem gier komputerowych. Firma odniosła sukces, wypuszczając na rynek ponad 170 aplikacji na różne platformy, pobranych ponad 250 mln razy.

Trójka mogłaby kontynuować tę pracę i kosić pieniądze, ale postanowiła zrobić coś z pasją, dla idei i w sumie dla Polski. To właśnie dzięki takim entuzjastom i wizjonerom nauka się rozwija, a w kraju rodzi się nowy obszar specjalizacji technologicznej. Trójka przypomina mi Elona Muska, przedsiębiorcę, który ryzykując, odkrywa nowe, nieznane obszary działalności.

Tymczasem do polskich twórców dołączył czwarty – główny konstruktor firmy, specjalista od systemów optycznych Tomasz Poźniak.

Czytaj także: Czy warto podbijać Czerwoną Planetę? O tym w serialu „Mars”

Satelita Światowidmat. pr.Satelita Światowid

Nie wszystko w kosmosie stało się w XXI w.

Byłbym bardzo niesprawiedliwy, stwierdzając, że polska droga w kosmos zaczęła się w XXI w. Pomijając jedynego Polaka w kosmosie, gen. bryg. Mirosława Hermaszewskiego, wnieśliśmy też inny wkład.

Tak naprawdę pierwszym polskim (choć nie całkowicie) satelitą był Interkosmos 9, znany też jako Kopernik 500, wyniesiony przez radziecką rakietę nośną 11K63 Kosmos 19 kwietnia 1973 r. Co ciekawe, i ta rakieta to dawna bojowa R-12, ta sama, którą wywieziono na Kubę w 1962 r., co niemal doprowadziło do wojny jądrowej.

Wyposażenie badawcze satelity Interkosmos 9 powstało w zespole dr. Jana Hanasza z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który był także pracownikiem tutejszego oddziału Centrum Badań Kosmicznych PAN. Ironią losu jest, że dr Hanasz pracujący w sztandarowym programie kosmicznym Bloku Wschodniego i RWPG był zarazem aktywnym działaczem podziemnej „Solidarności” i zasłużonym opozycjonistą.

Z kolei profesorowie Jacek Walczewski z PAN i Adam Obidziński z Instytutu Lotnictwa, niestety obaj już nieżyjący, skonstruowali całą serię rakiet badawczych Meteor, które docierały na próg kosmosu w latach 1966–74. W 1963 r. do uzbrojenia Wojska Polskiego weszły zaś rakiety „ziemia-ziemia” R-170, które w 1968 r. zaczęto wymieniać na nowe: R-300 (R-17). Dlaczego o nich wspominam? Bo rakiety te, przenoszące głowicę jądrową na odległość do 300 km, by niszczyć zgrupowania natowskich wojsk i inne ważne obiekty w RFN czy Danii, osiągały wysokość do 86 km, niemal identyczną co polskie, amatorskie w gruncie rzeczy rakiety Meteor. I te radzieckie, używane przez Wojsko Polskie, i te polskie z Instytutu Lotnictwa docierały na próg kosmosu, który umownie zaczyna się od 100 km wzwyż.

Warto pamiętać o polskich osiągnięciach. Warto doceniać takich ludzi jak twórcy i zarząd firmy SatRevolution, bo właśnie dzięki nim jesteśmy obecni w kosmosie.

Czytaj także: Nasz Wszechświat – jeden z wielu...

Reklama

Czytaj także

Świat

Dekolonizacja Pacyfiku trwa. Jest nowe nowe państwo

20 lat po zakończeniu wojny domowej Bougainville 98 proc. uczestników referendum opowiedziało się za niepodległością. Na razie jednak trudno być optymistą, co do przyszłości tego niewielkiego kraju.

Dominik Sipiński
11.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną