Nauka

Jak kąsa smog

Smog – wróg serca i płuc

W wielu miejscach Polski lepiej nie uprawiać sportu na świeżym powietrzu. W wielu miejscach Polski lepiej nie uprawiać sportu na świeżym powietrzu. Getty Images
Zanieczyszczone powietrze to wróg serca i płuc. Warto wiedzieć, jak bardzo może zagrażać ludziom, nawet jeśli uważają się za zdrowych.
Czy polskie miasta (na fotografii Kraków) poradzą sobie ze smogiem?Jar.ciurus/Wikipedia Czy polskie miasta (na fotografii Kraków) poradzą sobie ze smogiem?

Artykuł w wersji audio

To, w jaki sposób ludzie podchodzą do kwestii zanieczyszczenia powietrza, przypomina ich stosunek do palenia papierosów. Od akceptacji tego nałogu do uświadomienia sobie jego zgubnych dla zdrowia konsekwencji musieli pokonać długą drogę. Używanie tytoniu w ten sposób rozpowszechniło się na początku XIX w. i jeszcze w połowie kolejnego stulecia nawet lekarze występowali w reklamach lucky strike’ów czy chesterfieldów. Powód był prozaiczny: badania, które ujawniły szkodliwość wyrobów tytoniowych, pojawiły się później. Ale i tak wciąż prawie miliard osób na świecie nie chce lub nie potrafi poradzić sobie z nałogiem. Smog jest problemem od czasów rewolucji przemysłowej, dziś wiąże się z coraz bardziej dramatycznymi konsekwencjami, a wciąż znajdują się tacy, którzy nie przyjmują do wiadomości, jak bardzo jest szkodliwy.

Tymczasem po kilkunastu latach zbierania danych naukowych na temat trucizn zawartych w zanieczyszczonym powietrzu już wiemy, dlaczego zabijają – mówi dr Piotr Dąbrowiecki z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, prezes Polskiej Federacji Chorych na Astmę, Alergię i POChP. – To jest ten moment, kiedy od akceptacji dowodów wskazujących na wzrost zachorowalności i śmiertelności trzeba przejść do zdecydowanego działania.

Dr Dąbrowiecki jest członkiem zespołu ds. wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie, który w 2018 r. powołał minister zdrowia Łukasz Szumowski. Po przeanalizowaniu danych z NFZ i Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska przedstawił on w pierwszej połowie tego roku postulat informowania o przekroczeniu norm pyłu zawieszonego o średnicy 10 mikrometrów (PM10) nie przy 200 µg/m sześc., a przy 60 µg/m sześc., i alarmowania nie przy 300 µg/m sześc., a przy 80 µg/m sześc. Nasze obecne normy są najłagodniejsze w Unii Europejskiej – WHO wskazuje, że dopuszczalne stężenia dobowe dla pyłu PM10 nie powinny przekraczać 50 µg/m sześc. Poza tym dzięki nowym kryteriom można byłoby zapobiec połowie przedwczesnych zgonów wywołanych przez zanieczyszczone powietrze w Polsce. Ministerstwo Środowiska odrzuciło jednak taką możliwość i w podpisanym w ubiegłym tygodniu rozporządzeniu ustaliło normy na odpowiednio 100 µg/m sześc. i 150 µg/m sześc.

Według ministra środowiska nie można popadać w przesadę, wyznaczone przez resort wartości 100 i 150 µg/m sześc. uważa on za najbardziej wyważone. Przy niższych – uzasadnia – opinię publiczną trzeba by alarmować w wiele dni w roku, a zbyt często ogłaszane alarmy usypiałyby czujność społeczeństwa i ludzie przestaliby na nie reagować. – To przypomina sytuację, kiedy ktoś tłucze termometr, żeby nie zobaczyć, jaką wskazuje temperaturę – komentuje dr Dąbrowiecki. Naszym zadaniem było odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, żeby ponad 20 tys. Polaków nie musiało umrzeć. Minister środowiska chyba się tym nie przejął.

Smog ogranicza wolność

Ponieważ rząd nie jest zbyt skłonny do konkretnych działań antysmogowych, znajdują się ludzie, którzy biorą sprawy w swoje ręce. Pierwszą sprawę o naruszenie prawa do korzystania z niezanieczyszczonego powietrza wytoczyła państwu pod koniec 2018 r. aktorka Grażyna Wolszczak. Po przychylnym dla siebie wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia (zasądzającym od Skarbu Państwa symboliczne 5 tys. zł na wskazany przez nią cel charytatywny) wyraziła nadzieję, że wymusi to na władzach skuteczniejszą walkę ze smogiem.

Kolejne zadośćuczynienia wyprocesowali właśnie od Skarbu Państwa aktor Jerzy Stuhr, tłumacz Tomasz Sadlik oraz Mariusz Szczygieł, reporter związany z „Gazetą Wyborczą”. „Państwo powinno podjąć holistyczne działania, ponieważ samorządy i obywatele sami sobie z tym problemem nie poradzą” – uzasadniał swój pozew laureat tegorocznej Nagrody Literackiej Nike. Dowodząc, że z powodu niezdrowej aury przez wiele miesięcy w roku nie może uprawiać sportu na świeżym powietrzu, a ponieważ ceni aktywny tryb życia, smog ogranicza jego prawa osobiste.

Sąd podzielił argumenty Szczygła, ale wielu amatorów biegania albo nie zna dostatecznie dobrze danych medycznych, albo nie może ze swoim hobby się rozstać. Wiele osób wciąż zadaje sobie pytanie, czy jeśli ktoś lubi jogging w parku, powinien zmienić plany, kiedy poziomy pyłu zawieszonego, benzo(a)pirenu i innych trucizn wielokrotnie przekraczają dopuszczalne normy? Dr Piotr Dąbrowiecki, który sam boryka się z astmą, nie ma wątpliwości: – Dobrze leczona astma nie przeszkadza mi w bieganiu i szybkim chodzie, ale smog jest dla moich dróg oddechowych bardzo niebezpieczny. Kiedy zanieczyszczeń w powietrzu jest więcej, wybieram bieżnię na siłowni.

Aktywny dzień trzeba więc zacząć od sprawdzenia jakości powietrza. Dr Dąbrowiecki zwraca przy tym uwagę, że reakcja organizmu na przekroczenia poziomów zanieczyszczeń będzie inna u zdrowych. Osoby bez astmy, przewlekłego zwężenia oskrzeli i problemów kardiologicznych będą smog tolerować dłużej, bo system oczyszczania płuc działa u nich sprawnie. Mogą od czasu do czasu zakasłać albo poczuć drapanie w gardle, ale nie grozi to w ich wypadku niczym poważnym. Chorować mogą zacząć dopiero po wielu latach przebywania w tak złych warunkach. – Dla osób z wymienionymi chorobami każdy kontakt z nadmiarem zanieczyszczeń jest zaś groźny. W ich drogach oddechowych lub w układzie krążenia toczy się już proces zapalny, który zanieczyszczone powietrze potęguje.

Ten problem mogą częściowo rozwiązać zasłaniające usta i nos maski. Ale nie byle jakie. Skuteczną ochronę dają dopiero dwuwlotowe, najlepiej z filtrem HEPA i filtrem węglowym, pochłaniającym benzo(a)piren i węglowodory aromatyczne. Tyle że one, po pierwsze, odbierają komfort oddychania, po drugie, nie są wygodne dla osób, które noszą okulary, a po trzecie, po kilkunastu minutach użytkowania wilgotnieją i skuteczność ich filtrów słabnie.

Lekarze namawiają jednak do aktywności fizycznej, więc decyzja o pozostaniu w domu im się nie podoba. – Obyśmy jednego czynnika ryzyka chorób serca nie zamienili na drugi – apeluje prof. Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który na co dzień pracuje w I Klinice Kardiologii i Nadciśnienia Tętniczego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie może być tak, by po alarmistycznych doniesieniach na temat zdrowotnych konsekwencji smogu Polacy znów zaczęli wyżej niż rekreację cenić spędzanie wolnego czasu na kanapach przed telewizorem. – Można go lepiej zagospodarować na basenie lub siłowni – zachęca profesor.

Nie można się też łudzić, że powietrze w mieszkaniach jest krystalicznie czyste. Niektórzy wierzą np., że toksyny usuwają zielone rośliny doniczkowe, ale eksperci zdecydowanie ten pogląd podważają: najniebezpieczniejszymi zanieczyszczeniami są pyły PM10 i PM2,5, których składnikami są siarczany, azotany, amoniak i węgiel – ich żadna roślina nie zatrzyma. One raczej wychwytują dwutlenek węgla i sprawdzają się w oczyszczaniu powietrza z chemicznych wyziewów z farb czy wykładzin. Oczywiście można na parapecie posadzić zieloną kurtynę z pnączy bluszczu, aby była barierą dla cząstek pyłów zawieszonych, lecz taka oranżeria pozbawiłaby mieszkańców promieni słońca.

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że 60–70 proc. zanieczyszczeń przenika do naszych domów – mówi dr Piotr Dąbrowiecki. – I nie wiedzą, skąd one się biorą.

Najbardziej podejrzany jest przemysł. Ale akurat tu sytuacja stale się poprawia. Paradoksalnie znacznie gorszymi trucicielami są gospodarstwa domowe, gdzie za tani opał służy często miał węglowy. To paliwo fatalnej jakości: ma dużo siarki i jest tak rozdrobnione, że emituje bardzo dużo pyłu zawieszonego. Lekarze leczący skutki tej niefrasobliwości nie mogą zrozumieć, dlaczego państwo nie chce wprowadzić dopłat do innych rozwiązań dla tych, których na nie nie stać. – Jeśli w starym piecu palę złej jakości węglem, to poziom zanieczyszczeń, jaki generuję, jest trzy razy większy niż u sąsiada, który zainwestował w instalację gazową – mówi dr Dąbrowiecki. – Cierpię ja, ale też i on. Jest jak bierny palacz.

Wielu ludziom wciąż trudno uwierzyć, że oddychanie zanieczyszczonym powietrzem może mieć poważne skutki zdrowotne. A Światowa Organizacja Zdrowia skompletowała kilkaset badań, w których na tysiącach osób obserwowanych przez wiele lat w wielu krajach ewidentnie dowiedziono, że wraz ze wzrostem poziomu pyłu zawieszonego zwiększała się liczba nagłych zgonów przed trafieniem do szpitala. Mamy też polskie obserwacje. Dr Piotr Dąbrowiecki przeanalizował przyjęcia do szpitalnych oddziałów ratunkowych w styczniu, przez kolejne trzy lata od 2015 do 2017 r. Pacjentów zgłaszających się z powodu zaostrzenia astmy i POChP (przewlekłej obturacyjnej choroby płuc) oraz zaburzeń rytmu serca było dwukrotnie więcej właśnie w dniach ekstremalnego wzrostu poziomu zanieczyszczeń.

Zbadaj sprawność płuc

Lekarze mówią także, że wiele tysięcy osób nie wie, że jest w grupie ryzyka, ponieważ mają niewielkie dolegliwości układu oddechowego lub krążenia i nigdy się dokładnie nie przebadali. Wystawiają swoje płuca na drażniące toksyny, nie mając świadomości, jakie spustoszenia wywołują w ich drogach oddechowych i naczyniach krwionośnych.

W ubiegłym tygodniu z okazji corocznych Dni Spirometrii ok. 6 tys. osób skorzystało z możliwości bezpłatnego badania sprawności płuc. Przynajmniej 10 proc. dowiedziało się, że ma skurcz oskrzeli wymagający pogłębionej diagnostyki. I że może się u nich rozwinąć POChP lub astma, a więc muszą szczególnie uważać na jakość powietrza, którym oddychają. Akcję przeprowadzono w ponad 240 placówkach w całej Polsce i 16 oddziałach NFZ. Jeśli ktoś z tej oferty nie skorzystał, a pali papierosy i ma częste infekcje górnych dróg oddechowych, powinien badanie spirometryczne wykonać przed nadejściem zimy (o nowych akcjach spirometrycznych można dowiedzieć się np. na stronie www.plucapolski.pl). Doświadczenie z ostatnich lat pokazuje, że wartości zanieczyszczeń w powietrzu są o tej porze roku największe. A na alarm podnoszony przez służby państwowe nie ma co liczyć.

Polityka 42.2019 (3232) z dnia 15.10.2019; Nauka; s. 58
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak kąsa smog"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną