Nauka

Atak paniki. Kiedy czujesz, że umierasz

Atak paniki może dopaść wszędzie. Atak paniki może dopaść wszędzie. M.T ElGassier / Unsplash
Serce bije coraz szybciej, robi ci się duszno, z trudem łapiesz powietrze. Ręce i nogi zaczynają drętwieć. W głowie kołacze się myśl: to chyba zawał! Jesteś w domu, pracy, sklepie. I nie wiesz, co zrobić.

Mój pierwszy atak paniki pamiętam bardzo dobrze, chociaż zdarzył się w liceum, a dzisiaj mam już trójkę z przodu. To był późny wieczór, oglądałam film. Nie byłam zdenerwowana, wręcz przeciwnie. Nagle moje serce zaczęło bić bardzo szybko. Później zaczęły mi drętwieć ręce. Nie miałam pojęcia, co się dzieje. Z trudem oddychałam.

Od tamtej pory przeżyłam kilkanaście ataków paniki. Bo teraz już wiem, jak nazwać to, co się ze mną działo. Wszystkie w domu, w nocy. Gdy rozmawiam z innymi osobami, które zmagają się z tym samym, dochodzę do wniosku, że mam sporo szczęścia. Może być dużo gorzej.

Czytaj także: Jesienna depresja? Chciałabym ją mieć

Drętwiało całe ciało

Bo atak paniki może dopaść wszędzie. 35-letni Karol pamięta, że jeden z najsilniejszych miał w sklepie. – Siekło mnie nagle. Świat się skurczył – dosłownie i w przenośni. Miałem wrażenie, że każda z czterech ścian przesuwa się w moim kierunku – wspomina. Oblał się potem, czuł, jakby ktoś usiadł mu na klatce piersiowej.

Chciałem uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nawet nie wiem, czy ludzie na mnie patrzyli – dodaje. Pamięta, że skupił się na jednym: jak najszybszym opuszczeniu sklepu.

Mateusz ma 27 lat, miłość, pasje. I za sobą najgorszy okres w życiu z kilkunastoma atakami paniki dziennie. Najtrudniejsze były te w miejscach publicznych, np. w pracy. – Umierałem w środku, starałem się zmusić do siedzenia nieruchomo i klepania bez wytchnienia kolejnych zadań – opowiada.

Nie było to łatwe. Czuł palenie w stopach i dłoniach, często miał zaburzenia widzenia. A w głowie milion myśli. – Kiedy ataki się nasilały, czułem się bezradny. Płakałem, chciałem tylko leżeć w łóżku – wyznaje.

U 26-letniej Eleny niejednokrotnie kończyło się na wzywaniu pogotowia. – Tak działo się wtedy, kiedy drętwiało całe moje ciało. Mogłam tylko płakać – opisuje. Za każdym razem czuła, że umiera, że to już koniec. – W najgorszych wypadkach leżałam jak długa i czekałam na karetkę – dodaje.

Czytaj także: Jak cechy osobowości wpływają na zaburzenia psychiczne

Atak to horror, później zaczyna się koszmar

Apogeum ataku paniki trwa zaledwie kilka minut. Ale to kilka minut prawdziwego horroru. Później wcale nie jest lżej. Bo jeśli zdarzy ci się to raz, drugi, trzeci, wiesz już, że masz problem. I najzwyczajniej w świecie boisz się kolejnego ataku.

Marta ma 27 lat i jej praca wiąże się z kontaktami z klientami. – Chociaż w czasie spotkania służbowego nigdy ataku paniki nie miałam, to bałam się, że do niego dojdzie w takiej sytuacji – wyznaje. A byłoby jej trudno to ukryć.

Bardzo często w czasie ataku zaczynały mi płynąć łzy. Oprócz tego trzęsłam się, ciężko było mi złapać oddech. Bałam się, że umrę – opisuje. W okresie nasilonych ataków Marta zaczęła unikać zatłoczonych miejsc. – To mocno wpływa na życie – przyznaje.

Beata ma 35 lat i swój pierwszy atak wspomina jak najgorszy koszmar. Partner wiózł ją już na pogotowie, ale kazała mu się zatrzymać i wybiegła z auta. – Krzyczałam, że nie mogę oddychać, że umieram. Zaczęły mi drętwieć ręce i nogi, a potem dziwnie wykrzywiać – wspomina.

Straciła poczucie bezpieczeństwa, nie mogła zostać sama nawet na chwilę. Dwa miesiące przesiedziała zamknięta w mieszkaniu.

Czytaj także: Depresja to choroba całego organizmu

Atak paniki: jak z tym żyć?

Ataki paniki towarzyszą różnym chorobom psychicznym i zaburzeniom. Karol zmaga się z chorobą dwubiegunową, u Eleny ataki paniki wiązały się z anoreksją, Mateusz, Marta i Beata – tak jak ja – cierpią na zaburzenia lękowe. Wszyscy leczą lub leczyli się psychiatrycznie, chodzą lub chodzili na terapię.

Bo jeśli przejdziemy swój pierwszy atak paniki, to znak, że chociaż nasze ciało jest zdrowe, to psychika już niekoniecznie. Wizyta u specjalisty jest niezbędna. A ci jak mantrę powtarzają, że gdy cierpi dusza, najlepiej połączyć farmakologię z psychoterapią.

Moi rozmówcy najgorsze okresy mają już za sobą, może dlatego łatwiej im o wszystkim rozmawiać. Każdy ma też swoje sposoby na radzenie sobie z atakami paniki. Elena opowiada mi o ćwiczeniach oddechowych. Od trzech lat nie bierze leków, pożegnała się z anoreksją. Studiuje psychologię, żeby w przyszłości pomagać innym.

Karol napisał książkę „Życie pozapsychotropowe”, dzięki której uświadamia ludzi na temat swojej choroby. Beacie pomogła za to inna publikacja – „Pokonałem nerwicę” – i determinacja w uwolnieniu się od lęków. Mateusz dużo ćwiczy, teraz myśli o jodze. Marta nie boi się mówić o swojej chorobie, rozmowa z bliskimi zawsze jej pomaga.

Bo chociaż ta walka często wydaje się nierówna, to z atakami paniki można wygrać. Albo chociaż je oswoić.

Czytaj także: Czy wszyscy jesteśmy zaburzeni psychicznie?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną