Nauka

Wada uśpiona. Co Singapur zrobił źle, skoro wszystko robił dobrze?

Singapur Singapur Swapnil Bapat / Unsplash
Covid-19 to jeden z objawów poważniejszej choroby. Przeżywający kolejną falę epidemii Singapur jest tego niedwuznacznym przykładem.

Chińczycy, którzy wyjechali za granicę na studia lub do pracy i po paru latach nieobecności wracają do rodzinnych miast, nierzadko nie potrafią odnaleźć swojego rodzinnego domu. Nie dlatego, że zapomnieli adresu, tylko dlatego, że diametralnie zmienił się układ ulic – takie jest tempo zmian w Chinach. Nieco podobnie jest w Singapurze. Do zaskoczeń prowadzi nawet kilkumiesięczna nieobecność. I nie chodzi tylko o nowy terminal lotniska Changi, gdzie przyszłość architektury realizuje się w czasie teraźniejszym.

Czytaj także: Jak wyjść z globalnego lockdownu? Naukowcy z Londynu podpowiadają

Zapomniani przez władze

Za wszystkimi tymi zmianami – oraz bezszelestnym funkcjonowaniem infrastruktury – stoi dwustutysięczna armia robotników z Indii, Bangladeszu, Birmy i innych ubogich państw regionu. Wprawdzie zatrudniani są legalnie, nie pozbawia się ich wszystkich praw, jak to bywa w państwach Zatoki Arabskiej, ale też pracują i odpoczywają w warunkach nieporównanie gorszych niż najbardziej nawet ubodzy obywatele państwa-miasta.

Ich pensja – 500 czy 700 singapurskich dolarów – to zaledwie połowa minimalnej, regulowanej przez państwo pensji osób sprzątających budynki biurowe. Młodzi mężczyźni pracują w warunkach nieznośnej wilgotności powietrza, śpią w dzielnicach przemysłowych w blaszanych, nierzadko pozbawionych klimatyzacji budynkach, po kilkunastu, dwudziestu w jednym niewielkim pomieszczeniu. Na budowy dojeżdżają zatłoczonymi autobusami i wracają też wspólnie. Formalnie są wolni, ale w praktyce opuszczają miejsce skoszarowania raz w tygodniu. Jadą wtedy do Little India, do Geylang, dzielnic taniego jedzenia i tanich przyjemności. To o tych właśnie chłopakach zapomniał Singapur w swojej strategii przeciwko epidemii Covid-19 (ilustracja 1).

Ilustracja 1. Aktywne przypadki Covid-19 w Singapurze – rozkład narodowościowy, wiekowy i płciowy.Againstcovid19.comIlustracja 1. Aktywne przypadki Covid-19 w Singapurze – rozkład narodowościowy, wiekowy i płciowy.

Czytaj też: Ile państw, tyle strategii przetrwania

Jakie błędy popełnił Singapur?

Jeszcze niedawno to liczące 5,6 mln mieszkańców państwo uchodziło za „pandemiczny” wzór do naśladowania. Szybko wprowadzona kontrola granic, sprawne grupy dochodzeniowe śledzące kontakty osób zainfekowanych, staranna kwarantanna domowa, obligatoryjna hospitalizacja nosicieli wirusa – wszystkie te działania błyskawicznie utemperowały Covid-19 w sposób dość spektakularny. Podobnie stało się w Hongkongu, Korei Południowej i na Tajwanie. Z tym, że tam udało się ten stan utrzymać, a w Singapurze nie.

W ostatni piątek (24 kwietnia) odnotowano tam blisko 900 nowych przypadków infekcji. W sumie daje to ponad 12 tys. przypadków – liczbę rekordową w całej Azji Południowo-Wschodniej. W dziewięciokrotnie liczebniejszej Korei Południowej infekcji jest w przybliżeniu tyle samo, z tym, że codziennie rejestruje się mniej niż 20 nowych zachorowań (wykres niżej).

Singapur popełnił zapewne kilka błędów – o których oczywiście łatwo mówić dopiero teraz, po fakcie. Zawiodły manualne metody śledzenia kontaktów. Są świetne, ale nie wystarczą, gdy liczba przypadków gwałtownie rośnie – i rośnie liczba obywateli powracających zza granicy. Górna granica wydolności służb singapurskich to około 4 tys. przypadków.

Wbrew obiegowym opiniom na temat autorytarnych inklinacji rządu Singapuru, nie zdecydował się on na inwigilację totalną, nie korzystał z danych komórkowych czy bankowych. Zaproponował obywatelom korzystanie z aplikacji TraceTogether, ale tylko co piąty zdecydował się ją zainstalować.

Niestety system zaczyna działać efektywnie dopiero, gdy korzysta z niego ponad 60 proc. populacji – korzysta, czyli nie tylko instaluje, ale uruchamia, i to przy stale włączonym module bluetooth (rozmawialiśmy o tym z Adamem Kucharskim z London School of Hygiene and Tropical Medicine). Być może warto też było wcześniej nakazać noszenie maseczek, jak zrobiły to Taiwan i Korea.

Ilustracja 2. Obecne klastry infekcji w Singapurze – czerwone koła. Większość przypada na hotele robotnicze.Againstcovid19.comIlustracja 2. Obecne klastry infekcji w Singapurze – czerwone koła. Większość przypada na hotele robotnicze.

Covid-19, choroba socjoekonomiczna

Przede wszystkim jednak Singapur zapomniał o zapomnianych – o rzeszach rezydentów wypieranych ze świadomości publicznej i nie uwzględnionych początkowo przez modele matematyczne. A jak kluczowe znaczenie mają one dla przebiegu epidemii, widać na ilustracji nr 2. Czerwone okręgi to klastry infekcji. Ogromna większość z nich przypada na robotnicze hotele/dormitoria. Czerwone kropki to przypadki infekcji, zielone to osoby, które już wyzdrowiały.

Rząd premiera Lee Hsien Loonga wprowadził miesięczny lockdown, uruchomił program masowego testowania robotników migracyjnych. Do tej pory w mieście, którego system opieki zdrowotnej jest wzorcowo przygotowany na epidemię, umarło na Covid-19 zaledwie 11 osób. Ludzie przechodzą chorobę zazwyczaj łagodnie. Singapur sobie poradzi, bo jest niewielki, otoczony wodą i ma rząd ufający ekspertom pracującym w trybie autokorekty. Ale to tylko jeden – choć krystalicznie wręcz przejrzysty – przykład bardziej niepokojącego zjawiska.

Covid-19 to choroba socjoekonomiczna. Szczególnie agresywnie uderza w grupy najmniej uprzywilejowane. Uwypukla linie zastanych systemowych podziałów – wiekowych, zawodowych, dochodowych, kastowych, etnicznych. Analogicznie, tylko katastrofalnie gorzej, będzie gdzie indziej: w obozach uchodźców na całym świecie i w krajach leżących na skraju zainteresowań mediów.

Czytaj także: Ile z 40 mln zagrożonych śmiercią osób uda się uratować? Nowy raport ICL

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Na kogo Ziobro zbiera haki

To sojusz taktyczny. O przyjaźni między Zbigniewem Ziobrą i Jackiem Kurskim nie ma mowy. W tle jest wspólny interes polityczny i – jak mówią dobrze poinformowani – haki.

Anna Dąbrowska, Paweł Reszka
12.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną