Nauka

Brazylia kwestionuje jakość Sputnika V, Rosjanie wściekli

W Brazylii, która przoduje w statystykach zakażeń i zgonów z powodu koronawirusa, a która do tej pory podała jedną dawkę szczepionki jedynie 14 proc. populacji, wiązano duże nadzieje ze Sputnikiem V. W Brazylii, która przoduje w statystykach zakażeń i zgonów z powodu koronawirusa, a która do tej pory podała jedną dawkę szczepionki jedynie 14 proc. populacji, wiązano duże nadzieje ze Sputnikiem V. Fernando Souza / Forum
Brazylijska agencja regulatorowa Anvisa nie dopuściła rosyjskiej szczepionki przeciw covid. Kontrowersje wokół Sputnika V wydają się nie mieć końca.

Sputnik V będzie pamiętany jako pierwsza szczepionka przeciw covid, którą dopuszczono do użytku. Stało się to w sierpniu 2020 r. w Rosji i z dumą zostało ogłoszone przez prezydenta Putina. Dopiero potem preparat zbadano w ramach trzeciej, najważniejszej fazy badań klinicznych. Jej wstępne wyniki, wskazujące na skuteczność powyżej 90 proc., opublikowano w „The Lancet”. Kolejność zdarzeń powinna być natomiast zupełnie odwrotna, w przeciwnym razie trudno uniknąć porównań do prowadzenia badań pod założoną tezę.

Czytaj także: Sputnik w Europie. Rosja nakręca spór o szczepionki

Brazylia mówi „nie”. Rosjanie wściekli

Publikacje wyników badań klinicznych budziły wątpliwości różnych specjalistów, czemu dawali wyraz chociażby w formie listów otwartych. Nie przeszkodziło to w uzyskaniu autoryzacji dla Sputnika V w ponad 60 krajach. Na szczepionkę czekano również w Brazylii, która do tej pory podała jedną dawkę jedynie 14 proc. populacji. Gubernatorzy niektórych stanów wyrażali chęć wspólnego działania w celu zakupu 30 mln dawek. Jednak na drodze Sputnikowi stanęła Anvisa, czyli brazylijski odpowiednik amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) i największa medyczna instytucja regulatorowa w Ameryce Południowej. Innymi słowy: nie byle kto. Eksperci Anvisa jednogłośnie sprzeciwili się importowaniu rosyjskiej szczepionki.

Decyzja ta spotkała się ze wściekłością Rosji. Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich, który zajmuje się zagraniczną promocją Sputnika, zasugerował, że Brazylijczycy mogli kierować się względami politycznymi. Z kolei przedstawiciele Instytutu Gamaleya, który opracował szczepionkę, oświadczyli, że decyzja nie ma żadnego umocowania w dowodach naukowych i nie może być traktowana poważnie. Co więcej, Rosjanie grożą postępowaniem o zniesławienie. O co naprawdę poszło?

Czytaj także: Sputnik V skazany na sukces? Rosjanie nie chcą się nim szczepić

Brazylijczycy wizytują fabryki w Rosji. „Frustracja”

Brazylijski regulator stwierdził wady w metodologii przeprowadzonego w Rosji badania klinicznego. Jego uczestnicy mieliby nie być prawidłowo instruowani, kiedy należy wykonać test na obecność koronawirusa, co mogło prowadzić do otrzymywania negatywnych wyników mimo zakażenia. Jednak najpoważniejsza kwestia podniesiona przez urzędników wskazuje na wady w produkcji Sputnika oraz na niewystarczające informacje dotyczące kontroli jakości, bezpieczeństwa i skuteczności produktu.

Przedstawiciele Anvisy polecieli nawet do Rosji dokonać inspekcji. Pozwolono im zwizytować jedynie trzy z siedmiu placówek produkcyjnych. W jednej z nich stwierdzono podejrzenie łamania Dobrych Praktyk Produkcyjnych. Do laboratoriów Instytutu Gamaleya, gdzie prowadzona jest kontrola jakości, wstępu Brazylijczykom odmówiono. Dyrektor Anvisa całą wizytę skwitował jednym słowem: „frustracja”, stwierdzając, że decyzję o odrzuceniu Sputnika można by oprzeć tylko na jej podstawie. Ale pojawił się jeszcze jeden niepokojący wątek.

Niereplikacyjne wektory szczepionkowe

Sputnik V to szczepionka wektorowa wykorzystująca zmodyfikowane adenowirusy, których celem jest wnoszenie do ludzkich komórek instrukcji, jak wyprodukować białko kolca koronawirusa. Preparat jest dwudawkowy i heterologiczny, bo w pierwszej dawce wektorem jest ludzki adenowirus typu 26, a w drugiej – ludzki adenowirus typu 5.

Podobnie jak w innych szczepionkach wektorowych przeciw covid adenowirusy w Sputniku są obrobione tak, by nie były zdolne do namnażania się w komórkach człowieka. W tym celu z ich genomu usuwa się region E1. Natomiast na etapie produkcji materiał genetyczny takich adenowirusów wprowadza się do zmodyfikowanych komórek, w których genom wstawiono geny potrzebne adenowirusom do replikacji. W takich komórkowych fabrykach adenowirusy produkują swoje kopie, które trafiają do medium hodowlanego, skąd są pozyskiwane i oczyszczane. W ten zmyślny sposób produkowane są miliardy cząstek adenowirusów – podane człowiekowi, nie potrafią się już same namnażać.

W trakcie produkowania takich adenowirusów-wektorów istnieje ryzyko, że okazjonalnie niektóre z nich zdołają inkorporować usunięte geny ze środowiska komórek, w których się je namnaża. Problem znany jest od lat i opracowano specjalne metody monitorowania tego zjawiska, by zapobiegać występowaniu w szczepionce adenowirusów, które odzyskały zdolność do replikacji. Ten właśnie wątek poruszyła Anvisa w swojej ocenie. Z pierwotnego oświadczenia wynikało, że w szczepionce stwierdzono żywego, namnażającego się ludzkiego adenowirusa typu 5. Sugerowało to, że Anvisa zleciła badania, które to wykazały. Później wyjaśniono, że wniosek oparto na danych od... samych Rosjan.

Czytaj także: Bez atestu, bez problemu? Europa w kolejce po szczepionki z Rosji i Chin

Żywy ludzki adenowirus typu 5 w Sputniku?

To oczywiste, że żywego adenowirusa typu 5 nie powinno być w szczepionce mającej zastosowanie masowe. Oczywiście dla większości szczepionych nie stanowiłoby to szczególnego niebezpieczeństwa. Adenowirus typu 5 jest dość powszechnym wirusem powodującym infekcje układu oddechowego, na ogół o łagodnym przebiegu. Na marginesie: to właśnie dlatego nie jest najlepszym kandydatem na wektor szczepionkowy – przeciwciała przeciwko jego dzikiej wersji, które mogą znosić skuteczność preparatu, posiada ok. 40 proc. populacji USA i Chin, a w niektórych regionach Afryki aż 80 proc. Zagrożenie związane z podaniem żywego adenowirusa w szczepionce dotyczy przede wszystkim osób z mniej sprawnym układem odporności – pacjentów onkologicznych, po przeszczepach, przyjmujących przewlekle lekki immunosupresyjne.

Ponadto dla dzikiego adenowirusa wrotami zakażenia jest układ oddechowy, a szczepionkę podaje się domięśniowo – nie wiadomo, czy taka droga podania żywego wirusa miałaby wpływ na przebieg zakażenia. Jest jeszcze jedna kwestia: otóż adenowirus w szczepionce jest zmodyfikowany tak, by kodować białko kolca. Czy w takim razie żywy wektor mógłby roznosić białko S po organizmie? I czy wiązałoby się to z jakimś dodatkowym zagrożeniem?

Czytaj także: Ekspresowe szczepionki na covid. Jak powstały i czy są bezpieczne?

Problem z żywymi adenowirusami w Sputniku polega na tym, że na razie nikt ich w szczepionce nie wykazał. Jednak producent dopuszcza ich obecność na poziomie 1 tys. na 100 mld wirusowych cząstek znajdujących się w pojedynczej dawce. To istotnie więcej niż maksymalny limit ustalony przez amerykańską FDA dla terapii opartych na wektorach – jedna cząstka żywego wirusa na 30 mld, średnio 3,3 cząstki na 100 mld. Innymi słowy: około 300 razy mniej, niż możliwe jest w przypadku Sputnika V.

Biorąc to pod uwagę, a także fakt, że przedstawicielom Anvisa odmówiono wstępu do niektórych placówek produkcyjnych i kontroli jakości, decyzja o niedopuszczeniu rosyjskiej szczepionki wydaje się zrozumiała. Jak stwierdza w raporcie brazylijski regulator, replikujący adenowirus miał zostać wykryty we wszystkich partiach drugiej dawki zawierającej adenowirusa typu 5, a obecność żywego adenowirusa typu 26 w pierwszej dawce nie została poddana badaniu. Anvisa odmawia udostępnienia źródłowego dokumentu, który by te informacje potwierdzał, uznając, że należy on do Instytutu Gamaleya. Ten natomiast twierdzi, że w żadnej serii szczepionek Sputnik V nie znaleziono adenowirusów zdolnych do replikacji. Mamy więc zderzenie dwóch wersji. Która jest prawdziwa?

Czytaj także: Jak słowacki premier odleciał na Sputniku

Czy za odrzuceniem Sputnika stoją USA?

W mediach społecznościowych Rosjanie raport Anvisa określili mianem fake newsa, decyzję o niedopuszczeniu szczepionki nazwali polityczną i zagrozili procesem. Uważają, że cała sprawa jest wynikiem nacisków ze strony USA i szukaniem haków na Sputnika przez zachodnich producentów szczepionek.

Rosjanie mają ku temu pewne przesłanki, bo jak wynika z rocznego raportu amerykańskiego ministerstwa zdrowia, w 2020 r. podjęto szereg działań mających na celu przeciwdziałanie wpływom rosyjskim w Ameryce Łacińskiej, w tym przekonanie Brazylii do odrzucenia rosyjskiej szczepionki przeciw covid-19. Jednak po kwietniowej rozmowie Jaira Bolsonaro z Władimirem Putinem ten pierwszy wyraził chęć stosowania Sputnika, a nawet produkowania go na miejscu w Brazylii.

Świadomi ryzyka, ale zmiana procesu produkcji zbyt czasochłonna?

Rosjanie zamiast unosić się dumą i iść na wojnę z regulatorem, powinni po prostu udostępnić konkretne dane, które obronią jakość produkowanego preparatu. Nie robiąc tego, zaszkodzili wizerunkowi swojej szczepionki, która w wielu regionach świata nie cieszy się zaufaniem. Z kolei szef brazylijskiego regulatora pokazał na jednej z konferencji wideo z fragmentem spotkania ekspertów Anvisa z przedstawicielami Instytutu Gamaleya, które odbyło się w marcu. Ci pierwsi pytają, dlaczego nie zmieniono metod produkcji po wykryciu żywych adenowirusów, na co ci drudzy odpowiadają, że są świadomi ryzyka, ale zmiana procesu zajęłaby zbyt dużo czasu...

Czytaj także: Rosjanie chwalą się szczepionką na Covid-19. Przedwcześnie

Problem nie leży więc w samych założeniach rosyjskiej szczepionki, bo wszystko przemawia za tym, że jest to preparat pomocny w walce z pandemią. Podniesiona przez brazylijskiego regulatora kwestia dotyczy przede wszystkim jakości jego masowej produkcji. Dlatego urzędnicy Anvisa nie skreślają Sputnika całkowicie. Stoją na stanowisku, że jeżeli Instytut Gamaleya wyjaśni wszystkie kwestie, to zakaz importu będzie można cofnąć.

W mediowanie między stronami włączyła się już administracja Jaira Bolsonaro. Jednak Rosjanie nie wydają się na razie zainteresowani rozwiewaniem obaw agencji. A biorąc pod uwagę agresywną reakcję na decyzję brazylijskiego regulatora, nic nie wskazuje na to, że zmieni się to w najbliższej przyszłości.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną