Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Nauka

USA uprzykrzają życie palaczom. Wchodzą na grząski grunt

W Stanach Zjednoczonych nadchodzą ciężkie czasy dla uzależnionych od nikotyny. W Stanach Zjednoczonych nadchodzą ciężkie czasy dla uzależnionych od nikotyny. Heleno Kaizer / Unsplash
W Stanach Zjednoczonych nadchodzą ciężkie czasy dla uzależnionych od nikotyny. Zarówno tych, którzy pozostali przy tradycyjnych papierosach, jak i tych, którzy uwierzyli, że wapowanie elektronicznymi gadżetami wyzwoli ich z nałogu.

Czwartkowa decyzja FDA, czyli Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków, przyznającej atesty również wyrobom tytoniowym oraz ich odpowiednikom, zaskoczyła klientów niezwykle popularnych w Stanach Zjednoczonych e-papierosów marki Juul. Eksperci właśnie bezwarunkowo zakazali ich sprzedaży, a kilka dni temu poinformowali o planach obniżenia poziomu nikotyny w tradycyjnych papierosach.

Trzeba przyznać, że do tej pory Amerykanie korzystali z bardziej liberalnego prawa na rynku wyrobów tytoniowych i alternatywnych niż mieszkańcy Unii Europejskiej, gdzie obowiązuje dość restrykcyjna Europejska Dyrektywa Tytoniowa. Widać, że urzędy zdrowia publicznego w USA chciałyby u siebie podobnych regulacji i posunięcie FDA jest częścią szeroko zakrojonych działań mających na celu zmianę zasad dotyczących produktów do palenia lub wapowania oraz zmniejszenie liczby chorób spowodowanych przez wdychane produkty zawierające silnie uzależniającą nikotynę.

Kraj, który wciąż kojarzy się ze słynną reklamą kowboja palącego Marlboro oraz swobodnym podejściem do odpowiedzialności za własne zdrowie, wchodzi na bardzo grząski grunt.

Czytaj też: Używasz e-papierosów? Uważaj, mogą wybuchnąć

Juul kusił młodych

Swoją decyzję FDA umotywowała niewystarczającymi, a nawet sprzecznymi danymi, które przedstawiła jej firma na temat potencjalnie szkodliwych substancji chemicznych, które mogą wyciekać z kapsułek liquidu Juula. Zdaniem ekspertów związanego z tym bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia użytkowników nie ma, ale nie istnieją też wystarczające dowody, aby ocenić takie ewentualne ryzyko.

Weryfikacja produktów obecnych na rynku trwała blisko dwa lata i była potrzebna wytwórcy do ubiegania się o przedłużenie na nie koncesji. Nikt się raczej nie spodziewał odmowy, choć firma Juul od samego początku miała na pieńku z FDA i ma za sobą przegrane procesy sądowe za zbyt agresywny marketing i zachęcanie młodzieży do nałogu.

Juul był również obecny w Europie i Polsce – u nas dokładnie przez rok: od połowy 2019 r. do lata 2020 – ale zarząd firmy sam uznał, że przy wprowadzonych przez wspomnianą dyrektywę unijną obostrzeniach dotyczących reklam wyrobów zawierających nikotynę, jak również ograniczeń jej dozwolonego poziomu, nie ma sensu propagować tu swoich liquidów i lepiej skoncentrować się na innych rynkach.

Już kilka lat temu zarzucano jej zbyt agresywny marketing, który niepotrzebnie adresowany był do młodzieży. Poszło o to, że choć e-papierosy miały być drogą wyjścia z nałogu dla wieloletnich palaczy, to stały się zachętą do jego rozpoczynania. Nawet nastolatki zostały zwabione estetycznym wyglądem urządzeń do wapowania (niektóre przypominają kolorowe pendrive′y, z którymi modnie pokazać się w szkole) lub ich smakiem (nie chcąc ustępować wytwórcom słodyczy i lodów, producenci wprowadzili na rynek liquidy o aromatach: truskawki, crème brûlée, waty cukrowej, melona, tajskiej herbaty, kokosowego Bourbona i wielu innych). I choć płyny te nie są tak szkodliwe jak tytoń, powstał inny problem – pomysłowi użytkownicy zaczęli na własną rękę uzupełniać je nieprzebadanymi substancjami, które okazały się zabójcze dla płuc: kanabinoidami, aromatami limonkowymi, cynamonowymi albo olejem kokosowym.

Przestrzegali przed tym również na łamach „Polityki” polscy lekarze, choćby prof. Paweł Górski, specjalista alergologii z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi: – Zwolennicy e-papierosów, oczarowani ich reklamami, nie wiedzą, że po podgrzaniu owe bezpieczne płyny mogą w przypadku kilku składników zmieniać się w niezdrowy aerozol, zawierający m.in. benzo(a)piren, aldehyd octowy lub nitrozoaminy.

Czytaj też: USA ograniczają e-papierosy. Za późno?

Wapowanie. Lepiej późno niż wcale

Zaskakujący dla wielu obserwatorów i tak zdecydowany ruch FDA skierowany jest na razie przeciwko jednemu wytwórcy e-papierosów, choć może być to dopiero początek. Nowa strategia jest dużo szersza – mają pojawić się wkrótce szczegółowe i rygorystyczne parametry dla alternatywnych wyrobów tytoniowych, by móc określić, które papierosy elektroniczne, obecne jeszcze w sprzedaży, będą mogły pozostać na półkach sklepowych. Lobby tytoniowe i branża wapingu na pewno nie będą biernie przyglądać się tym posunięciom, ich opór zapowiada się zaciekły.

Juul od razu zapowiedział, że złoży odwołanie, licząc na to, że utrzyma sprzedaż swoich wyrobów do chwili zakończenia postępowania sądowego. Tak też się stało. Błyskawiczna decyzja Sądu Apelacyjnego dla Okręgu Dystryktu Kolumbii (która zapadła podczas weekendu w składzie trzech sędziów) przychyliła się do wniosku firmy o zawieszenie postępowania na czas rozpatrzenia sprawy, więc przynajmniej na razie produkty Juula ze sklepowych półek nie znikną. W piątkowym wniosku sądowym spółka poinformowała, że przecież w 2020 r. złożyła do FDA raport liczący 125 tys. stron z wynikami badań mających pomóc ocenić ryzyko zdrowotne, więc FDA nie może teraz twierdzić, że istnieje „krytyczny i pilny interes publiczny” w natychmiastowym usunięciu tych wyrobów z rynku, skoro Agencja pozwalała na ich sprzedaż podczas dwuletniego przeglądu.

Przez wiele lat produkty firmy nie wymagały formalnych atestów FDA, ale już w kwietniu 2018 r. Agencja zapowiadała, że rozprawi się ze sprzedażą takich produktów osobom poniżej 21. roku życia. Jednak zawsze do tej pory na swoje monity otrzymywała odpowiedź, że działania marketingowe związane z wapowaniem i użytkowaniem e-papierosów nie są skierowane do nastolatków. Niemniej w jednej z ugód zawartej w 2021 r. Juul zgodził się zapłacić 40 mln dol. stanowi Karoliny Północnej w ramach pośredniego przyznania się do winy, że firma pomogła jednak zwabić nieletnich użytkowników do wapowania. W tym samym roku Juul odnotował spadek przychodów do 1,3 mld dol. z 2 mld w 2019, co mogłoby świadczyć o tym, że sprzedaż modnych kolorowych wapozytorów zaczęła spadać, zanim wydano decyzję o ich wycofaniu z rynku.

Czytaj też: Co robić, żeby nie palić papierosów. Istnieje jakaś alternatywa?

Zdrowsza opcja dla palaczy

W miniony wtorek FDA ogłosiła również plany obniżenia poziomu nikotyny w tradycyjnych papierosach, co ma zniechęcić do sięgania po ten najbardziej śmiercionośny z legalnych produktów konsumpcyjnych. Szczegółów nie podano, ale chodzi o to, aby obniżyć poziom nikotyny do minimalnie uzależniającego lub nieuzależniającego wcale, co zmniejszyłoby ochotę do sięgania po tę używkę. I przynajmniej w teorii pomogłoby większej liczbie uzależnionych rzucić palenie.

Realizacja takiego pomysłu może zająć lata, bo podobne restrykcyjne wymogi udało się na razie wprowadzić tylko w jednym kraju – Nowej Zelandii. Jak zwrócono uwagę w „New York Timesie”, konserwatywni ustawodawcy będą taką politykę, ograniczającą dostęp do nikotyny, uznawać w Stanach za kolejny przykład zbyt dużej ingerencji rządu w osobiste wybory obywateli. Niezależnie od tego, że liczba ofiar nałogu palenia tytoniu i przywiązania do nikotyny co rok szacowana jest w tym kraju na 480 tys.

Oczywiście wszystkie szkody związane z tytoniem wynikają przede wszystkim z uzależnienia od produktów, które narażają użytkowników na kontakt z toksynami zawartymi w papierosach – substancjami smolistymi i aż 7 tys. substancji chemicznych, które prowadzą przede wszystkim do rozwoju raka, chorób serca i płuc. Dlatego e-papierosy miały być ucieczką od tych trucizn, podobnie jak papierosy z podgrzewanym tytoniem. Lecz pozostał nierozwiązany problem marketingowy: jak odzwyczaić społeczeństwo od tradycyjnych papierosów, dopuszczając mniej szkodliwe produkty do wapingu bez ryzyka przyciągania do nich młodszego pokolenia nowych użytkowników?

Nowe urządzenia muszą być przecież atrakcyjne dla ludzi rzucających palenie, aby chcieli się nimi zainteresować – ale znów nie na tyle, aby okazały się (jak znienawidzone przez urzędników e-papierosy Juul) poręcznymi gadżetami dla młodzieży.

Czytaj też: Interes e-papierosowy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną