Autom stop
Autom stop! Wybitny duński urbanista Jan Gehl: Za 20 lat nawet w Polsce samochody będą przeżytkiem
MARCIN SKRZYPEK: – Był pan już w Polsce wiele razy z wykładami, wszystkie pana książki zostały przetłumaczone na polski. Ale jak na razie pana idea „miast dla ludzi” jest u nas głównie teorią. Dlaczego wam się udaje, a nam nie?
JAN GEHL: – Nasza historia była taka, że w połowie lat 60. założyliśmy w Kopenhadze Szkołę Architektury, aby studiować miejskie zachowania ludzi. To było naprawdę pionierskie przedsięwzięcie, które z czasem wsparła fundacja Realdania.
Dokumentowaliśmy, jak miasto jest użytkowane, ile osób spaceruje w poszczególnych miejscach, gdzie ludzie siadają, a gdzie w ogóle ich nie ma i dlaczego. Odkryliśmy coś, co dziś już bardzo dobrze wiemy: jeśli zapraszasz do miasta ruch samochodowy – tworzysz więcej dróg i pasów ruchu dla aut – dostajesz więcej ruchu samochodowego. Proste.
To prawo dotyczy także poruszających się ludzi. Jeśli zaprosimy ich do korzystania z miasta, więcej osób i częściej zacznie chodzić piechotą i jeździć rowerami. Pojawia się więcej życia w przestrzeni publicznej. Ta sama prosta zależność. Dlatego urbaniści i politycy z ratusza już po kilku latach naszej pracy zaczęli ją w konstruktywny sposób wykorzystywać. Potrzebowali też argumentów, aby wytłumaczyć ludziom, dlaczego podjęli określone kroki, np. zlikwidowali część parkingów. W końcu zaczęli nam płacić za dalsze badania miasta.
I nigdy tego nie żałowali?
Kopenhaga miała być najlepszym miastem dla pieszych i rowerzystów na świecie. Te dwie strategie – rowerowa i piesza – obowiązują już od kilkunastu lat i okazały się bardzo przydatnymi instrumentami dobrego planowania i projektowania miasta.
Czyli to nie Jan Gehl odmienił Kopenhagę, tylko władze?
Delegacje z innych krajów, które odwiedzają Kopenhagę, często chcą zobaczyć, co konkretnie Jan Gehl zrobił w mieście.