Nauka

Serce 3.0

Serce 3.0, z hodowli. Nie tak szybko. Czeka nas jeszcze długa droga

Chorych oczekujących na zdrowe naturalne organy jest znacznie więcej niż potencjalnych dawców. Chorych oczekujących na zdrowe naturalne organy jest znacznie więcej niż potencjalnych dawców. Science Museum/SSPL / Getty Images
Serce wyhodowane z komórek macierzystych w laboratorium? Nie tak szybko, jak donoszą media. Jesteśmy już w drodze – mówią badacze – ale dopiero na jej początku.
Czy uda się wyhodować w laboratorium – najlepiej z własnych komórek – zestaw narządów, które będą nadawały się do zastąpienia zniszczonych?Glowimages RF/PantherMedia Czy uda się wyhodować w laboratorium – najlepiej z własnych komórek – zestaw narządów, które będą nadawały się do zastąpienia zniszczonych?

„Jezu, ono pracuje!” – miał krzyknąć nad rozciętą klatką piersiową zwłok kobiety dr Christiaan Barnard, który nocą z 2 na 3 grudnia 1967 r. w szpitalu Groote Schuur w Kapsztadzie pobierał jej serce do pierwszego przeszczepu w historii. Kiedy już operacje takie jak ta przeprowadzona przez południowoafrykańskiego kardiochirurga, stały się normą, trzeba było zmierzyć się z rzeczywistością, w której chorych oczekujących na zdrowe naturalne organy jest znacznie więcej niż potencjalnych dawców.

Pojawiła się jednak medycyna regeneracyjna. Idea, że uda się wyhodować w laboratorium – najlepiej z własnych komórek pobranych na wczesnym etapie rozwoju – zestaw narządów, które będą nadawały się do zastąpienia zniszczonych. Taka wizja może się ziścić również w przypadku serca – przekonują media. Ile w tych doniesieniach prawdy?

Pierwsza zapora: synchronizacja

W książce „Serce. Historia naturalna” Bill Schutt, emerytowany profesor biologii z Long Island University i zoolog z American Museum of Natural History, relacjonuje spotkanie z prof. Heraldem Ottem z Harvard Stem Cell Institute, który zaangażowany jest w ambitny projekt hodowli ludzkich serc. Zagaduje go o to, jak za 20 lat będzie postępowała osoba z uszkodzonym sercem. Prof. Ott ma gotowy scenariusz: zgłosi się do kliniki, zrobi jej się biopsję skóry i wyhoduje serce; kiedy choroba pogłębi się do stadium, w którym jej organ staje się niewydolny, wymieni się jeden na drugi.

Miło posłuchać. Zwłaszcza że dwie dekady to niezbyt odległa perspektywa. Mniej więcej tyle czasu minęło od kwietnia 2001 r., kiedy to zespół pod kierunkiem włoskiego badacza Pierro Anversy opublikował w „Nature” pracę pokazującą, że komórki ze szpiku kostnego leczą zawał serca u myszy.

Polityka 24.2023 (3417) z dnia 05.06.2023; Nauka ProjektPulsar.pl; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Serce 3.0"
Reklama