Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Noc pod ochroną

Polscy ekolodzy nocy walczą z inwazją światła. „Miasta są już często nie do uratowania”

Sopotnia Wielka Sopotnia Wielka Anita Walczewska
Entuzjaści ciemnego nieba ruszają do Sopotni Wielkiej. Beskidzka wieś dołączyła do ekskluzywnego klubu Dark Sky Community.
Krawędź naszej Galaktyki widziana w Australii w dobrych warunkach bardzo małego zanieczyszczenia światłem.Merrillie Redden/Shutterstock Krawędź naszej Galaktyki widziana w Australii w dobrych warunkach bardzo małego zanieczyszczenia światłem.

Przeciętny człowiek idzie po zmroku przez miasto i zachwyca się neonami, iluminacjami, eksponowaniem fasad zabytków przez wycelowane w nie reflektory. Ekolog nocy tymczasem widzi przesadę, marnotrawstwo, bezsensowne nagromadzenie źródeł światła, oślepiające halogeny, łunę, która niweluje nawet piękno księżyca w pełni. Z jego punktu widzenia to nic innego jak zanieczyszczanie środowiska sztucznym światłem.

Miasta są już często nie do uratowania. Prowincja – prędzej. Najpełniej ciemne niebo udało się do tej pory odzyskać w beskidzkiej wsi Sopotnia Wielka, co niedawno podkreślono, włączając ją – jako pierwsze miejsce w Polsce i dziesiąte w Europie – do międzynarodowego grona Dark Sky Community. To efekt wysiłków, które przed mniej więcej dwiema dekadami zainicjował mieszkaniec Sopotni Piotr Nawalkowski, prezes działającego tam stowarzyszenia POLARIS. – Cieszę się, ale w skali kraju jest jeszcze wiele do zrobienia. Niedawno gościliśmy u nas znajomego ze Słowenii, aktywnego działacza tamtejszej społeczności ciemnego nieba. Jego refleksje z wycieczek po Polsce brzmiały często: za dużo, za jasno, bez ładu i składu, oślepia, zamiast rozjaśniać, kto na to pozwolił? – opowiada Nawalkowski.

Można powiedzieć, że z punktu widzenia producentów i sprzedawców produktów oświetleniowych Polska to raj.

Pionierskie wyłączanie

Nawalkowski trafił do Sopotni Wielkiej jako dziecko na początku lat 90. Rodzice, na co dzień mieszkający w Sosnowcu, szukali weekendowej odskoczni. Ich syn zachwycił się niebem, w bezchmurne noce gęsto usianym gwiazdami. Niebo nad Sopotnią było (i jest) to samo co nad Sosnowcem, ale warunki do obserwacji okazały się bez porównania lepsze – wystarczyło zejść z przecinającej wieś drogi, by utonąć w nieprzeniknionej ciemności.

Polityka 13.2024 (3457) z dnia 19.03.2024; Nauka ProjektPulsar.pl; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Noc pod ochroną"
Reklama