Miejski obłęd
Życie w mieście zmienia nasz mózg. „Urban brain” funduje nam depresję, stany lękowe i nie tylko
Jeszcze na początku XIX w. w miastach mieszkało zaledwie 6 proc. ludności świata. Dziś, jak raportuje ONZ, przekroczyliśmy punkt krytyczny – ponad połowa ludzi to mieszkańcy terenów zurbanizowanych. Odsetek ten wzrośnie do 70 proc. do 2050 r. Z perspektywy ewolucyjnej to mgnienie oka, zbyt krótkie, by nasza biologia zdążyła się zaadaptować.
Mózg człowieka, przystosowany do działania w niewielkich grupach i reagowania na konkretne zagrożenia w naturze, w nowoczesnej metropolii znajduje się w stanie ciągłego oblężenia. Dziś medycyna dysponuje twardymi dowodami na to, że życie w mieście fizycznie zmienia strukturę i funkcjonowanie ludzkiego mózgu, czyniąc go podatniejszym na dysfunkcje.
– Nasze mózgi w środowisku miejskim uruchamiają odmienny wzorzec aktywności poszczególnych struktur niż podczas kontaktu ze środowiskiem naturalnym. Na określenie tego rodzaju adaptacji do życia w mieście wprowadzono termin „urban brain” – mówi dr hab. Sławomir Murawiec, psychiatra i psychoterapeuta z ponad 20-letnim doświadczeniem.
Przez lata psychiatrzy jedynie podejrzewali, że „wielkomiejski spleen” to coś więcej niż zmęczenie korkami czy hałasem. Brakowało jednak twardego dowodu. Przełom nastąpił, gdy międzynarodowy zespół naukowców postanowił zajrzeć w głąb czaszek mieszkańców metropolii za pomocą rezonansu magnetycznego (fMRI). Mowa o badaniu, którego wyniki opublikowano w 2011 r. na łamach „Nature”. Zespół pod kierunkiem prof. Andreasa Meyer-Lindenberga z uniwersytetu w Heidelbergu przeprowadził eksperyment, który obnażył bezbronność naszych neuronów.
Czytaj też: