Babka Ziemia
Babka Ziemia. Nikt sobie nie wyobrażał, że ma aż tyle lat. Kto, kiedy i jak to policzył?
Czas jest naszą obsesją. Odmierzamy go nieustannie – zarówno na użytek prywatny, jak i na potrzeby stworzonej przez nas cywilizacji technicznej, która rozsypałaby się błyskawicznie, gdybyśmy zatrzymali zegary. Aby go mierzyć, stworzyliśmy długą listę jednostek: od najmniejszych, jak attosekunda, po ogromne, jak era czy eon. Obie skrajności są trudne do wyobrażenia – właściwie niewyobrażalne. Z percepcją czasu radzimy sobie bowiem znacznie gorzej niż z jego pomiarem. Ogarniamy to, co mieści się w ludzkiej skali, rozpiętej gdzieś między sekundą a setką lat, których dożycia życzymy sobie wzajemnie w urodzinowych życzeniach. Głowa wyćwiczona w podróżach historycznych być może jeszcze poradzi sobie z wyobrażeniem kilku tysiącleci, jakie upłynęły od zbudowania piramid egipskich, ale jak pojąć dystans liczony w milionach lat, nie mówiąc już o miliardach?
Jest to tym trudniejsze, że jeszcze do niedawna nikt nie wiedział, jak stary jest nasz glob. Najwybitniejszym XIX-wiecznym uczonym nie przyszłoby do głowy, że w jego „akcie urodzenia” trzeba będzie wpisać dziesięciocyfrową liczbę. Dowiedzieliśmy się tego dopiero na początku XX w., a dokładną metrykę poznaliśmy 70 lat temu, gdy pewien geochemik z amerykańskiego California Institute of Technology sięgnął po fragmenty meteorytu, który dawno temu spadł w Arizonie.
Ów naukowiec nazywał się Clair Patterson, a jego pasją – i później także przekleństwem – stał się pierwiastek ołowiu. W styczniu 1956 r. wysłał do czasopisma „Geochimica et Cosmochimica Acta” artykuł, w którym opisał, jak dzięki trzem izotopom ołowiu i kilku kawałkom meteorytów określił wiek Ziemi.
Jednak Patterson nie pojawił się znikąd. Przed nim był ktoś, kto podjął trud przełamywania starych schematów myślenia o dziejach Ziemi.