Wpuszczeni w kanały
Mars fascynuje od dawna. Ale nauka brutalnie weryfikuje mity. Zaczęło się od błędnego tłumaczenia
Pod koniec marca rozpoczęła się emisja piątego sezonu „For All Mankind”, serialu wysoko ocenianego nie tylko przez miłośników science fiction. Przedstawia on alternatywną wersję historii, rozpoczynającą się w 1969 r. Pierwszy „mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości” wykonuje na Srebrnym Globie nie Neil Armstrong, ale radziecki kosmonauta. W odpowiedzi Amerykanie tworzą pierwszą stałą bazę księżycową, przyspieszając kosmiczną rywalizację. W trzecim sezonie (alternatywne lata 90. XX w.) akcja przenosi się na Marsa, a najnowsza odsłona przedstawia Czerwoną Planetę jako pełnoprawną kolonię Ziemian – ich baza rozrosła się do tysięcy mieszkańców, co rodzi napięcia między osadnikami a dawną ojczyzną.
Taki przebieg akcji wydaje się całkowicie logiczny. I w serialu, i w rzeczywistości Mars stanowi kolejny, wręcz konieczny krok w eksploracji kosmosu – zaraz po Księżycu jest to najczęściej odwiedzany przez misje bezzałogowe obiekt w Układzie Słonecznym. Również te ryzykowne, z lądowaniem – ostatnią (udaną) przeprowadził łazik Perseverance w 2021 r., osiadając w rozległym kraterze Jezero (od tamtej pory przejechał już kilkadziesiąt kilometrów i ma jeszcze pokonać drugie tyle).
Jednak fascynacja Marsem nie zaczęła się wraz z rozwojem programów kosmicznych w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Jej początki sięgają czasów co najmniej sto lat wcześniejszych, a kulminacja nastąpiła na przełomie XIX i XX w. Panowało wówczas przekonanie, że Marsa zamieszkują inteligentne istoty, co miało wynikać z prowadzonych naukowymi metodami obserwacji. Wśród propagatorów tej teorii szczególną rolę odegrał – dziś już raczej zapomniany – Amerykanin Percival Lowell. Jego niezwykłą historię opisał amerykański dziennikarz naukowy David Baron w wydanej 2025 r.