Wiecznie jutrzejszy
Jürgen Habermas, filozof wiecznie jutrzejszy. Dziś spełnia się to, przed czym ostrzegał
Najważniejszy filozof przełomu wieków chciał być dziennikarzem. Miał 24 lata, gdy w 1953 r. na łamach konserwatywnej „Frankfurter Allgemeine Zeitung” porwał się na samego Martina Heideggera, mentora niemieckiego „bycia w świecie”, któremu wypomniał, że w III Rzeszy wykładał o „prawdzie i wielkości” nazizmu. Heidegger nigdy już nie wziął „FAZ” do ręki. Kimże jest ten „bohaterski młodzian”? – zżymał się Carl Schmitt, koronny prawnik Rzeszy i teoretyk autorytaryzmu, czołowy przedstawiciel powojennych „wiecznie wczorajszych”, żyjących przeszłością. Najpewniej to ktoś chowany na Marksie – usłużnie dopowiedział bardzo wówczas narodowy tygodnik „Die Zeit”. Jednak Habermas, jak spora część pogruchotanego wojną najmłodszego pokolenia, był za zjednoczonymi, neutralnymi, demokratycznymi Niemcami bez alianckiej broni atomowej.
Czytaj też: Zdarzyło się. Zaglądamy do archiwum „Polityki”
Wszyscyśmy z Hitlerjugend
Urodził się w 1929 r. Ojciec, dyrektor izby przemysłowo-handlowej, w 1933 r. wstąpił do NSDAP i dbał o jej lokalne finanse. Z czasem został też majorem Wehrmachtu. Syn przeszedł Trzecią Rzeszę zaledwie w mundurze Hitlerjugend, a pod sam koniec wojny – pomocniczej służby lotniczej. Roczniki te były pokoleniem szoku, bo klęskę 1945 r., ujawnienie hitlerowskiego ludobójstwa i Norymbergę przeżyli już świadomie. Nie zdążyli być sprawcami najgorszego, więc – często z równą żarliwością jak w dzieciństwie Hitlerowi – byli teraz gotowi zawierzyć zachodniej demokracji albo stalinowskiemu socjalizmowi.
Studenta gaszącego aurę wielkości Heideggera dostrzegli młodzi niemieccy intelektualiści.