Drużyna pierścieni
Saturn i jego pierścienie – największa karuzela pod Słońcem. To historia spektakularnej destrukcji
Przez cały XX w. panowało przekonanie, że niezwykłe obręcze wokół Saturna są niemal tak stare jak on sam. Zdarzali się jednak badacze, którzy to kwestionowali. Zwracali uwagę, że pierścienie – choć są doskonale widoczne i z daleka wydają się olbrzymie – w rzeczywistości tworzą delikatną strukturę, która nie mogłaby przetrwać kilku miliardów lat. Były to jednak rozważania teoretyczne. Owszem, najpierw Pioneer 11, a potem oba Voyagery wykonały i przesłały na Ziemię wiele zdjęć pierścieni Saturna. A to utwierdziło oglądających je ludzi w przekonaniu, że dane im jest podziwiać prawdziwe arcydzieło natury, które – cytując narratora z powieści „2001: Odyseja kosmiczna” Arthura C. Clarke’a – „w złożoności szczegółów i subtelności odcieni jest wszechświatem samym w sobie”. Żaden z tych bezzałogowców nie dostarczył jednak danych, które mogłyby dominujący pogląd podważyć.
Czytaj też: Mars fascynuje od dawna. Ale nauka brutalnie weryfikuje mity. Zaczęło się od błędnego tłumaczenia
Czystość młodości
Wszystko zmieniła wysłana przez NASA sonda Cassini, która w pobliżu Saturna zameldowała się w 2004 r., aby prowadzić badania samej planety, jej księżyców i oczywiście pierścieni. We wrześniu 2017 r. skierowano ją w stronę planety i niedługo potem została rozerwana na strzępy w jej atmosferze. Dwa lata później kilkunastu badaczy analizujących przesłane przez nią informacje opublikowało w „Science” przełomowy artykuł poświęcony saturniańskim obręczom. Stwierdzili, że mają nie więcej niż 150–200 mln lat, a więc w kosmicznej skali czasu są młodziutkie.