Sposoby na zdobycie dotacji

Lekcja europejskiego dla początkujących
Chcesz zdobyć hojną dotację z Unii Europejskiej? To nietrudne. Nie ma wielkiego znaczenia nawet sens i cel wydatków. Najważniejsze, to dobrze napisać wniosek.
Siedziba Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem
aj82/Flickr CC by SA

Siedziba Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem

Monety euro
pajp/Flickr CC by SA

Monety euro

Kolejka po unijne dotacje. Warszawa, 26 października 2009 r.
Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Kolejka po unijne dotacje. Warszawa, 26 października 2009 r.

AN

Krzysztof Herman, wiceminister rozwoju regionalnego: – Uczciwie trzeba powiedzieć, że nie każdy wnioskodawca dostanie wsparcie, ale pieniędzy unijnych jest tyle, że od Piasta Kołodzieja ten kraj takich nie widział. Między 2007 a 2013 r. możemy się starać o 67,28 mld euro. Efekty widać niemal w każdej gminie: wyremontowano ponad 5 tys. km dróg i zbudowano 10 tys. km sieci kanalizacyjnej, dotacje na uruchomienie firmy dostało 13 tys. przedsiębiorstw, 2,6 mln bezrobotnych skorzystało z różnych form szkolenia. Niestety w warszawskim Centralnym Punkcie Informacyjnym (PI) nie opowiada się już o Piaście Kołodzieju ani o szufladach z kasą (patrz słownik). W czerwcu 2009 r. poszła tam Katarzyna Sochańska, malarka i społecznik, szefowa małego stowarzyszenia, które stara się zachęcać wiejskie dzieci do działalności artystycznej. Aktywność stowarzyszenia uzależniona była dotąd od hojności sponsorów, więc Sochańska miała nadzieję, że dotacja uporządkuje jego efemeryczną działalność.

Wymyśliła na początek, że przez cały rok szkolny grupa artystów będzie prowadzić pod Białymstokiem warsztaty w wiejskich szkołach. Przyjeżdżaliby co dwa tygodnie na dwa dni. Przywieźliby materiały, popracowali z dziećmi, a potem urządzili wystawę. Potrzebne było 15 tys. zł. – Człowiek zza biurka zapytał najpierw, czy wygenerowałam wniosek, czy mam numer i nazwę priorytetu, czy wybrałam poddziałanie i numer konkursu. Ponieważ nie wiedziała, o czym mówi, uznał ją za początkującą i podał adres strony www z podstawowymi informacjami o 19 unijnych programach, podał link, z którego można ściągnąć wniosek, i poprosił, by poświadczyła pisemnie swoją wizytę w jego biurze. Wróciła następnego dnia, bo strona www była wypełniona urzędniczą nowomową.

Inny pan za biurkiem był milszy; wysłuchał opowieści o warsztatach i ocenił, że może chodzić o IX priorytet i o działanie 9.5: „Oddolne inicjatywy edukacyjne”. O numerze konkursu nie przesądzał. Nie wiadomo, powiedział słusznie, ile potrwa wypełnianie formularza. (Od tego zależy – dodał jednak – na jaki konkurs uda się pani załapać). Sochańska zaczęła pracę nad wypełnianiem rubryk.

1.1 Świat dyrektyw

Formularz unijny (jego wzór zmienia się jak w kalejdoskopie) składa się z pięciu części, kilkuset podpunktów i – zdaniem rozżalonej Sochańskiej – jedynie pytanie o adres wnioskodawcy jest klarowne. Część III to charakterystyka projektu. Opisała, dlaczego warsztaty są potrzebne na wsi, ale pan w PI przy trzeciej wizycie zwrócił uwagę, że należy sytuację przedstawić w punktach. Przedstawiła. Przy czwartej wizycie powiedział, że pisanie w punktach nie oznacza lakoniczności. Dyrektywa jest taka, że trzeba pisać w punktach, ale sercem. Piątego dnia zapytał, ile osób obejrzy wystawę, bo ta informacja jest potrzebna w punkcie 3.4. Rezultatem, wydawało się Sochańskiej, byłoby rozszerzenie zainteresowań dzieci, podniesienie ich poczucia własnej wartości oraz farby, bloki i aparat fotograficzny, które zostałyby w szkole. Wystawę zaś obejrzą te osoby, które będą przechodzić koło urzędu gminy.

Pan poprosił, żeby policzyła te osoby. Przeżyła pierwszy kryzys.

W połowie lipca odbyło się szóste poświadczone spotkanie w PI, w którym powiedziano Sochańskiej, że wśród instruktorów powinna być równa liczba kobiet i mężczyzn. Zdębiała – do stowarzyszenia należą głównie mężczyźni. Pan zaproponował, by zatrudnić kobietę kierowcę albo nauczycielkę do pilnowania dzieci na przerwie. Będzie parytet. Sam, mówi, kiedyś pomagał zorganizować podobne warsztaty. Nie mieli pod ręką profesjonalnego fotografa-kobiety, więc zapłacili znajomej bibliotekarce, która potrafiła obsługiwać aparat fotograficzny. Przeszło. – Dodał, że widzi, iż jestem osobą po czterdziestce, a więc mam oczywiste kłopoty z nowoczesnością. Podpowiedział, że komisja oceniająca będzie przychylniejsza, jeśli wśród uczniów lub instruktorów znajdą się osoby niepełnosprawne. Zaczęłam się zastanawiać, czy podołam.

Sposób interpretacji poleceń zawartych we wnioskach nie jest wyłącznie problemem pani Sochańskiej.Był on przedmiotem wielomiesięcznej debaty między Dolnośląską Federacją Organizacji Pozarządowych a tamtejszym urzędem marszałkowskim i urzędem wojewódzkim. Chodziło o wyrażenie „inicjatywa oddolna”, którego niewłaściwe rozumienie wyeliminowało z konkursów wielu chętnych. Ostatecznie znaczenie wyrażenia musiało wyjaśnić Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.

W każdym razie Sochańska, mimo braku parytetu, dobrnęła do punktu IV: budżetowanie szczegółowe. Wymagało to trzech kolejnych wizyt w PI, ale doradca nie był zadowolony. – Pytał: ile litrów benzyny zużyjemy na dojazdy w pierwszym miesiącu trwania szkoleń, ile w drugim oraz kto będzie przygotowywał katering. Bez kateringu, upomniał, wniosek nie przejdzie. I zapytał, czy jest dopisek, że bez środków UE warsztaty byłyby nieprzeprowadzalne. Takie dyrektywy.

1.2 Płacz lub płać

W tym miejscu skończył się zapał szefowej stowarzyszenia. Zapytała jeszcze, czy w punkcie znajduje się wzór wniosku dobrze wypełnionego. Tak pomaga człowiekowi nawet urząd podatkowy. Niestety, dyrektywy unijne zabraniają ujawniania wniosków. Pan w punkcie zaproponował natomiast wizytę w komercyjnym biurze doradcy. Sam też takie biuro prowadzi po godzinach, lecz propozycja z jego strony byłaby nieetyczna. Tak się jednak składa, że koleżanka Anna też prowadzi firmę, która za 5 lub 10 proc. sumy uzyskanej z UE pomoże właściwie wypełnić wniosek. Ma 95 proc. skuteczności. Pan w punkcie wie, ponieważ prócz doradzania w punkcie i prowadzenia firmy jest jeszcze asesorem, współpracuje z komisją oceny projektów przy wojewódzkim urzędzie pracy i ocenia te wnioski. Po klarowności i unijnym stylu od razu widać rękę pani Anny. Sochańska może być pewna sukcesu.

Jest połowa października 2009 r. i Sochańska pozostaje z niewypełnionym wnioskiem i niewypowiedzianą frustracją. Właśnie się zorientowała, że doradzanie w punkcie europejskim odbywa się w ramach unijnego projektu o szkoleniach, oczywiście z funduszu EFS. Żeby je uruchomić, trzeba było w budżecie określić liczbę beneficjentów, takich jak Sochańska, oraz liczbę godzin spędzonych przez specjalistę na doradzaniu. Każda godzina poświadczona pisemnie przez beneficjenta. Sochańska zrozumiała, że swoimi dziesięcioma bezowocnymi wizytami w punkcie wypełniała skutecznie projektowe założenia. Efektem prowadzenia punktu nie jest liczba kompetentnie wypełnionych wniosków, a jedynie udzielona porada.

1.3 Samoocena jest nieetyczna

Rozżalona Sochańska narzeka, że powyższy system zawęża liczbę korzystających z dotacji, prywatyzuje w złym stylu publiczną sferę, a praca punktu informacyjnego to w ogóle czyste marnotrawstwo.

Przy tym nienachalna sugestia ze strony prowadzącego punkt, by szukać pomocy u pani Anny, wcale nie musi być niezgodna z prawem.

Problem wybuchł w marcu 2009 r., kiedy eksperci Business Centre Club przygotowywali jeden z raportów o stanie wydatkowania funduszy. Zwrócili uwagę na patologię przy doborze członków komisji oceniających. Oceną projektów zajmują się bowiem zespoły ekspertów, którzy za pisanie wniosków pobierają procent od dotacji. Okazało się, że np. na Dolnym Śląsku na 83 osoby oceniające wnioski aż 13 pracuje w firmach, które wypełniają wnioski przedsiębiorców.

Konsultanci trafiają do komisji oceny wniosków, bo konkursy do tych komisji są otwarte. Wystartować może każdy. Oczywiście istnieją formalne zabezpieczenia: pod rygorem odpowiedzialności karnej nie mogą oceniać wniosków, z którymi są związani. Gdyby ktoś złapał ich za rękę, zapłacą nawet 50 tys. zł kary. Nie poniesie jednak kary ekspert obniżający ocenę konkurencyjnego wniosku! Kiedy więc w marcu 2009 r. gazety zwróciły uwagę na te nieprawidłowości, Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego, zapowiedziała surowe restrykcje dla łamiących zasady fair play. Pani Alicja nie będzie oceniała w przyszłości wniosku pani Sochańskiej. Ale pan z punktu informacyjnego – czemu nie? Szanse, że powiązanie wypatrzy kontrola są dość niewielkie.

Oczywiście suma, której od Unii oczekuje Sochańska, nie jest porażająca. Ale w działaniach 4.4 i 4.5 Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko firmy ubiegają się nawet o 150 mln zł dotacji. 10 proc. za skuteczny wniosek jest warte pewnego ryzyka.

Komisja ocenia wniosek

2.1 Komisja nie wyrabia

Tak więc wyobraźmy sobie, że z pomocą przyjaciół z PI, albo jakimś innym cudem, nasz prawidłowo wypełniony konkursowy wniosek trafia do Komisji. Pracuje ona dwustopniowo. Najpierw sprawdza się, czy obecne są wszystkie wymagane dokumenty, pieczątki, podpisy, czy prawidłowo wpisano nazwiska, numery konkursu i działania. Brak kropki – i wniosek wypada z gry. Potem dopiero komisja zastanawia się, czy pomysł jest sensowny. Jeszcze pół roku temu bylibyśmy skazani na wielomiesięczne czekanie. Małgorzata Lato, właścicielka firmy doradczo-konsultingowej w Katowicach: – W konkursie edukacyjnym (poddziałanie 7.2.1 w woj. śląskim) nabór zakończył się w listopadzie 2008 r., a ocenę formalną zakończono dopiero w marcu 2009 r. Ocena merytoryczna w lipcu. Ponieważ termin zakończenia pracy urzędników bywa nieprzewidywalny, zdarza się, że wyniki kilku kolejnych konkursów pojawiają się równocześnie. Lato: – Pewna firma szkoleniowa, oczekując przez wiele miesięcy na wynik konkursu, opracowała dwa następne projekty warsztatów dla bezrobotnych. Wystartowała z nimi w następnych konkursach. Wyniki wszystkich trzech pojawiły się na stronie www wojewódzkiego urzędu pracy w tym samym czasie. Firma znalazła się na trzech listach, ale mogła zrealizować tylko jedno szkolenie. Firma oraz urzędnicy stracili czas i pieniądze.

2.2 Zalani wnioskami

Katowiczanka Małgorzata Lato zna chłopaków z komisji w WUP w Katowicach i wie, że sytuacja, w której nie mogą oni nadążyć z konkursami, była i dla nich frustrująca. Pracowali w ogromnym stresie, pod presją. – Wyobrażam sobie poziom koncentracji kogoś, kto ocenia szósty skomplikowany wniosek z rzędu. Nie ma mowy o skupieniu na meritum. Według obliczeń Dolnośląskiej Federacji Organizacji Pozarządowych, która monitoruje udzielanie dotacji w województwie, na dwóch członków komisji przypadało w zeszłym roku około 150 wniosków do oceny. Maria Mika z Federacji: – Rzetelna ocena jednego, nawet najprostszego wniosku powinna trwać około dwóch dni. Łatwo wyliczyć, że każdy oceniający powinien pracować przez 300 dni. Niemożliwe. I asesorzy, i członkowie komisji mają przecież swoje macierzyste etaty.

2.3 Asesorzy wchodzą do gry

Ponieważ opieszałość urzędników była najbardziej palącym problemem, odpowiednie ministerstwa zezwoliły na zatrudnianie do pomocy asesorów. Za jeden oceniony wniosek asesor dostaje od 150 do 500 zł. Oprócz problemów natury etycznej (opisanych w punkcie 1.2 i 1.3) obecność nowych oceniających rodziła opór wśród dotychczas oceniających urzędników. Maria Mika: – W ubiegłym roku na Dolnym Śląsku do oceny dopuszczono nielicznych. Podejrzewamy, że urzędnicy traktowali ich jak konkurencję. Nie chcieli dzielić się pieniędzmi. Teraz ministerstwo tupnęło nogą i jest lepiej, ale asesorzy to ciągle tylko jedna trzecia składów komisji. Ideałem byłaby połowa. Waldemar Weihs, szef dolnośląskiej Federacji, zwraca uwagę na kolejne problemy: – W naszym województwie asesorami w konkursach dotyczących edukacji zostawali głównie nauczyciele. I słusznie. Tyle że potem ci nauczyciele, którzy zwykle udzielają korepetycji po 20, 30 zł za godzinę, siedzieli nad wnioskami, które wyceniały pracę profesjonalnego trenera w jakimś szkoleniu na 100 zł za godzinę. I szlag ich trafiał, że ktoś ma zarabiać więcej niż oni.

Komisja ocenia istotę projektu

3.1 Dobry, jeśli prosty

Zrzeszeni w dolnośląskiej Federacji mają przemożne przeświadczenie, że małe moce przerobowe urzędu oraz specyfika szkolenia, jakie urzędnicy przechodzą (skupia się ono na technicznej stronie wniosków, np. na sprawie zbilansowania budżetu), sprawiają, iż urzędnicy wybierają najprościej napisane oraz najłatwiejsze do realizacji projekty. Czyli raczej kurs dla kierowców ciężarówek lub florystyki (układanie bukietów) niż interdyscyplinarne szkolenia dla lekarzy, pracowników socjalnych, kuratorów i urzędników, którzy zajmują się w terenie integracją społeczną.

Waldemar Weihs: – Problemy pojawiają się w tych dziedzinach, które z natury rzeczy są skomplikowane; to np. walka z wykluczeniem, praca z osobami bezdomnymi czy alkoholikami. Oczywiście oceniający urzędnicy mogą poprosić o wsparcie eksperta, ale wolą ocenić projekt negatywnie. Szkoda im czasu. Właściciel śląskiej firmy doradczej nauczył się więc upraszczać projekty swoich klientów według zasady: minimum innowacyjności – maksimum prostoty. Proces nazywa się w branżygruzowaniem.

3.2 Dla potrzeb konkursu, nie regionu

Małgorzta Lato, konsultantka z Katowic, ma twardą teorię dotyczącą sposobu przygotowania konkursów. Program Operacyjny Kapitał Ludzki (POKL) został napisany kilka lat temu. Część priorytetowych zadań tego programu rozstrzygają konkursy organizowane w Warszawie, część w województwach. Konkursy wojewódzkie mają ten sam schemat, bez względu na charakter regionu i specyfikę problemów. Zakres konkursów formułowany jest najczęściej bardzo szeroko. Mamy więc priorytet IX: rozwój wykształcenia i kompetencji w regionach. Worek, do którego można wrzucić prawie wszystko. – No i wrzuca się tam setki rozmaitych projektów, które, jak już wiemy, ocenia się raczej pod kątem poprawności, a nie rozwiązywania najbardziej palących problemów. Przez panią Małgorzatę przemawia osobisty żal. Pilotowała bowiem projekt, który aktywizować miał uporczywie bezrobotnych w województwie śląskim i małopolskim. Metoda zaczerpnięta z wzorców brytyjskich: człowiekiem pozbawionym przede wszystkim motywacji i chęci, zajmuje się osobisty doradca, który spełnia także rolę przewodnika i terapeuty. Sam znajduje oferty pracy i przygotowuje pracodawcę na trudnego człowieka. Dba o niego prawie rok. Lato sama znajdowała kandydatów na doradców. Niestety, w pierwszym konkursie w tym roku, wniosek nie uzyskał dofinansowania. Udało się dopiero po kolejnych uporczywych próbach i po szkoleniach jakie zaczęły obowiązywać ekspertów KOP.

3.3 Wrażliwy, choć nieskuteczny

Oczywiście, nie jest tak, że komisje oceniające nie mają wrażliwości na problemy społeczne. W poprzednim okresie rozliczeniowym (2004–2006) działaniom finansowanym przez EFS przyglądali się badacze z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Analizowali projekt zainicjowany przez burmistrza Bobolic, a realizowany przez MOPS, koszaliński Urząd Pracy oraz jedną z organizacji pozarządowych. Celem były szkolenia zawodowe osób osieroconych dekadę wcześniej przez bobolicki PGR. Inicjatorzy uzyskali dotację w wysokości 222 tys. zł. Nie można było znaleźć chętnych do udziału w szkoleniach wśród byłych pracowników PGR. Nie działała nawet groźba utraty świadczeń socjalnych. Rozmawiano ze 160 osobami, znaleziono kilkudziesięciu chętnych, w tym większość spoza grupy docelowej. Po dwóch latach czasowe zatrudnienie znalazło sześć osób w lokalnej firmie budowlanej. Reszta wyjechała za granicę.

Nie było zastrzeżeń co do celowości i efektywności programu.

Lato: – Rozliczenie dotacji nie jest uzależnione od prawdziwych efektów społecznych. Wyznaczeni kontrolerzy sprawdzają człowieka tylko w czasie trwania programu. Jeśli wszystko gra w papierach, wniosek zostanie rozliczony i zamknięty. W zasadach konkursowych też nie ma wymogów dotyczących rezultatów. Efektem ma być zakończenie szkolenia.

Zalecenia pokontrolne

4.1 Wiceminister: regiony zmądrzeją same

Trzy czwarte ankietowanych polskich przedsiębiorców uważa, że dotacje są bardzo trudno dostępne. Głównie ze względu na upiorne procedury i hermetyczny język urzędniczy. Połowa badanych uważa, że pieniądze unijne nie niwelują społecznych i infrastrukturalnych nierówności. Jeśli przedsiębiorcy słabo radzą sobie z procedurami, to niewielkie organizacje pozarządowe lub początkujący w biznesie są jeszcze bardziej bezradni.

Krzysztof Herman, wiceminister rozwoju regionalnego, jest jednak zdania, że wprowadzanie kolejnej służby kontrolującej punkty informacyjne, sposób oceniania wniosków i projektów byłoby zabójcze. Problemy, jego zdaniem, niejako same się rozwiążą: – Źle przydzielone dotacje to brak rozwoju regionu, a więc przegrane przez marszałka wybory. Urzędnicy, przekonuje Herman, z czasem mądrzeją.

Nieco ostrożniejszy w przewidywaniach jest odpowiedzialny za obsługę POKL Krzysztof Pawłowski. Uważa, że efekty, zwłaszcza programów społecznych, nie są natychmiastowe, nie od razu widać, że ludziom żyje się lepiej. Ministerstwo analizuje raporty, które mają dać odpowiedź na pytanie, czy wybierane projekty są zgodne ze strategią rozwoju.

4.2 Pozarządowi: rozmawiać z urzędnikami

Optymizm Krzysztofa Hermana przynajmniej we Wrocławiu się sprawdza.

Ale Dolnośląskie miało szczęście, bo działała tam Federacja Organizacji Pozarządowych, która jako pierwsza w Polsce podjęła próbę rozwiązania problemów, z którymi zmagają się wnioskodawcy. Zwłaszcza ci, którzy zgłaszają się na konkursy organizowane na poziomie wojewódzkim, nie centralnym. Kiedy Federacja ogłosiła, że zbiera uwagi krytyczne, została zasypana telefonami od sfrustrowanych. W maju 2008 r. zaprosiła ich na spotkanie i spisała zażalenia oraz propozycje rozwiązań. Następnie zatelefonowała do marszałka z informacją, że jest kłopot. Maria Mika: – Pierwsze spotkania były traumatyczne. Dyrektorzy z urzędu marszałkowskiego i dyrektor urzędu pracy mieli pretensje, że się narzucamy. I że wyolbrzymiamy problem. Mówili: może i zrzeszacie sto organizacji, ale wasze problemy to margines.

Ale okazało się, że i ludzie marszałka mają problem. Województwo zajmowało jedno z ostatnich miejsc w Polsce pod względem spożytkowania środków z EFS. Zrobiło się głośno o wrocławskiej niemocy. Marszałek obiecał kompleksowy pogram naprawczy: wzmocnienie kadrowe komisji oceniającej wnioski; stałe dyżury; wprowadzenie zasady, że wnioskodawca składa nie więcej niż dwa projekty w ramach tego samego konkursu; zewnętrzni obserwatorzy komisji oceniającej projekty.

Do tej pory udało się wzmocnić komisję i ograniczyć nadmierne składanie podobnych projektów przez tego samego wnioskodawcę. W połowie 2009 r. województwo przeskoczyło o siedem pozycji w górę w rankingu województw.

4.3 Eksperci: nie narzekać, uczyć się

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju regionalnego w rządzie PiS, autor raportu BCC o stanie wykorzystania funduszy unijnych, uważa, że poprzednie lata były dla nas czasem ogromnego eksperymentu, w którym urzędnicy, samorządowcy i obywatele uczyli się zarządzać pieniędzmi i identyfikować strategiczne cele. Teraz jest czas, by popracować nad wydajnością. Jest przekonany, że marnotrastwo, takie jak w Bobolicach, nie mogłoby się już zdarzyć.

Generalnie my – Polacy – wierzymy w moc Unii. Aż 80 proc. przedsiębiorców ankietowanych przez Lewiatana przyznało, że dotacje uczą ich precyzyjniej planować rozwój swojej firmy.

Ekonomiści już chwalą rząd i samorządy za nadzwyczajne przyspieszenie wydawania pieniędzy unijnych. W tym roku zawarto o 30 proc. umów więcej niż w porównywalnym okresie 2008 r.

Zysk z gospodarczej i społecznej aktywności tysięcy obywateli i tak jest bezcenny. Mimo płaczu nad skomplikowanym wnioskiem.

Waldemar Weihs: – Najważniejsze, że urzędnicy zrozumieli, że nie jesteśmy ich wrogami. Że gramy w tej samej drużynie. Dialog – po europejsku – trwa.

 

EUROFUNDUSZE- czekamy na listy

W związku z ogromnym odzewem czytelników po publikacji raportu w Polityce nr. 44 założyliśmy skrzynkę mailową. Jakie są Państwa doświadczenia w staraniach o unijne dotacje? Jak udało wam się je dostać?  Na co są wydawane unijne pieniądze w Waszej miejscowości? Czy Wasza firma skorzystała już z funduszy?

Czekamy na listy:
eurofundusze@polityka.pl

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną