Rynek

Zlikwidować OFE!

GŁOS 1: Zlikwidować OFE!

Alexander Kupka / BEW
Co należy zrobić, żeby nasz system emerytalny rzeczywiście usprawnić?

Niedawno Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło projekt zmian w istniejących od 11 lat otwartych funduszach emerytalnych (OFE). To pomysły może i niezłe, ale na pewno niewystarczające. W projekcie przewidziano, że od połowy 2010 r. do OFE będzie się wpłacać na ubezpieczenie emerytalne składkę w wysokości nie 7,3 proc. miesięcznego wynagrodzenia jak dotychczas, ale 3 proc., a różnica zostanie zaksięgowana na koncie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). Po tej małej rewolucji do OFE w dalszym ciągu wpływałyby jednak miliardy pochodzące ze składek pracowników, a istota wzajemnych rozliczeń i zasady inwestowania gromadzonych pieniędzy nie uległyby zmianie.

Inne propozycje zawarte w projekcie dotyczą możliwości jednorazowej wypłaty środków zgromadzonych w OFE po przejściu na emeryturę lub przekazania tych składek do FUS. Te próby łagodzenia nieracjonalności obecnych rozwiązań w istocie przyczyniają się do jej utrwalenia. Nasz wielki wspólny kłopot wcale nie znika.

Polska, jako jedna z niewielu (obok kilku państw Ameryki Łacińskiej i niektórych krajów Europy Środkowej i Wschodniej), wprowadziła powszechny obowiązek wpłacania przez wszystkich pracujących części składki emerytalnej do funduszy zarządzanych przez prywatne instytucje finansowe. Obecnie coraz więcej krajów odchodzi jednak od tego rozwiązania. Większość państw rozwiniętych nie zdecydowała się na stworzenie obowiązkowych funduszy emerytalnych, nie chcąc dopuścić do ubytku gigantycznej kwoty z sektora finansów publicznych oraz narażania emerytów na ewentualność strat w wyniku kryzysów finansowych i inflacji.

W Polsce OFE zarządzane są przez 14 Powszechnych Towarzystw Emerytalnych (PTE). Ze składki emerytalnej wynoszącej 19,52 proc. miesięcznego wynagrodzenia do OFE trafia ponad jedna trzecia (podział składki: OFE 7,3 proc., ZUS 12,22 proc.). Z kwoty otrzymanych składek PTE pobierają sobie od razu opłatę 3,5 proc. (do końca 2009 r. sięgała ona aż 7 proc., a poprzednio nawet 10 proc.). Stanowi ona dla nich stałe, atrakcyjne źródło dochodu. Co miesiąc PTE pobierają też opłaty za zarządzanie aktywami OFE, co oznacza ostatecznie utratę nawet kilkunastu procent z ogólnej kwoty składek wpłaconych przez przyszłego emeryta w okresie ponad 40 lat.

Według stanu na koniec grudnia 2009 r., składki do OFE odprowadza 14,3 mln osób. Od 1999 r. do końca grudnia ubiegłego roku ZUS przekazał do funduszy składki emerytalne (wraz z odsetkami) w kwocie 139,2 mld zł. Pieniądze te zostały więc wyjęte z systemu finansów publicznych i trafiły do prywatnych instytucji finansowych. Zatem o tyle mniej było środków na finansowanie sfery publicznej. O taką kwotę trzeba było emitować więcej obligacji skarbowych. Faktycznie jednak dług publiczny zwiększył się nie tylko o tę nominalną kwotę składek przekazanych do OFE, ale także o jej oprocentowanie za okres od 1999 r., co daje dodatkowo kilkadziesiąt miliardów złotych. Ponadto niedostatek środków w budżecie oznaczał dla ZUS m.in. konieczność płacenia OFE odsetek z tytułu opóźnień w przekazywaniu składek (co dla funduszy jest dobrą inwestycją!), a także konieczność zadłużania się wysokim kosztem w bankach komercyjnych.

W ciągu 11 lat istnienia OFE przyczyniły się do zwiększenia długu publicznego o ok. 13 proc. PKB. Dług ten mógłby więc teraz wynosić ok. 37 proc. PKB, a nie ok. 50 proc. PKB. W 2010 r. przekroczy on wyraźnie poziom 700 mld zł. Najbardziej niepokojące jest to, że system oparty na OFE skutkuje nieustannym narastaniem zadłużenia publicznego (rocznie o ok. 2 proc. PKB). Ten samonapędzający się mechanizm tworzenia długu publicznego jest jednym z głównych czynników zagrażających bezpieczeństwu ekonomicznemu kraju.

W nieodległym czasie dług publiczny może przekroczyć kolejne progi ostrożnościowe. Chodzi o limity 50 proc. oraz 55 proc. PKB, określone w ustawie o finansach publicznych, oraz próg zapisany w konstytucji, wynoszący 60 proc. PKB.

Obecnie wyraźnie widać, że istnienie OFE w obecnym kształcie jest nie do pogodzenia z tymi progami. Zważywszy na mechanizm automatycznej kreacji długu, niedopuszczenie do przekroczenia progu konstytucyjnego wymaga nie tylko zlikwidowania deficytu w budżecie, ale doprowadzenia do trwałej wysokiej nadwyżki budżetowej. Nie negując zalet posiadania takiej nadwyżki, trzeba jednak postawić pytanie, czy osiągnięcie jej po to, by utrzymać OFE, warte jest obcięcia wielu wydatków istotnych dla życia społeczeństwa. Przed rządzącymi staje zatem kluczowa decyzja: co poświęcić, by nie dopuścić do załamania się wiarygodności kredytowej Polski? Czy państwo ma nadal rezygnować z ważnych wydatków na służbę zdrowia, domy dziecka, wojsko, policję, podnieść podatki, czy może jednak pozamykać OFE? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba wziąć pod uwagę następujące zależności.

1

Ponad dwie trzecie środków będących w OFE było dotychczas lokowanych w polskie obligacje skarbowe, zaś około 30 proc. w akcje (bezpośrednio lub pośrednio). Przy utrzymaniu obecnej struktury lokat, wypłata przyszłej emerytury zależy więc głównie od tego, czy w budżecie państwa będą pieniądze. Jeśli nie, to nie tylko nie będzie ono płacić emerytur z ZUS, ale nie wykupi tych obligacji. Pokazuje to bezsens obecnego rozwiązania. OFE ustanowione zostały przecież po to, by uniezależnić emerytury od sytuacji demograficznej i stanu budżetu, a w efekcie od decyzji politycznych. Tymczasem dalej za emeryturę odpowiada Skarb Państwa, nie tylko z tytułu obligacji, ale całego minimalnego świadczenia emerytalnego. Emerytura z OFE zależy zatem ostatecznie od podatków i składek emerytalnych, które w przyszłości wpłaci do budżetu pracujące pokolenie (niestety, znacznie mniej liczne niż obecne). Po drodze, przez kilkadziesiąt lat, prywatne instytucje finansowe mają natomiast stałe źródło dochodu z pieniędzy publicznych, pobierając wysokie opłaty za zarządzanie składkami.

Według szacunków Komisji Europejskiej z października 2009 r., uwzględniających tendencje demograficzne oraz brak zmian w istniejącym systemie emerytalnym i innych wydatkach oraz dochodach publicznych, relacja długu do PKB w Polsce w 2040 r. wyniesie 155 proc., w 2050 r. – 225 proc., a w 2060 r. – 318 proc. Koszty obsługi tego długu będą ogromne, zważywszy, że obsługa dzisiejszego długu (ok. 50 proc. PKB) stanowi ponad 12 proc. rocznych wydatków z budżetu państwa. Czy przy takiej dramatycznej sytuacji obligacje skarbowe znajdujące się w portfelach emerytów będą spłacane w pierwszej kolejności, przed wszystkimi innymi wierzycielami? Jeśli nie, to po co tworzyć złudzenia emerytom?

Zwolennicy OFE argumentują, że właśnie dobrze, że dzięki funduszom pokazuje się w sposób otwarty dług emerytalny, gdyż emerytura zapisana na indywidualnym koncie w ZUS jest długiem ukrytym, co jakoby oznacza „zamiatanie tych zobowiązań pod dywan”. Jakie są więc różnice między jawnym długiem, powstałym na skutek ubytku z finansów publicznych składki przekazywanej do OFE (nazwijmy go „dług z powodu OFE”), a hipotetycznym długiem emerytalnym, wynikającym z zapisów na indywidualnych kontach ZUS w odniesieniu do przyszłych emerytów („dług ZUS”)?

Otóż „dług z powodu OFE” wymaga pożyczenia przez państwo prawdziwych pieniędzy już teraz, by pokrywać wydatki budżetowe, w tym wypłacać emerytury. Rosną ciągle potrzeby pożyczkowe państwa. Trzeba emitować więcej obligacji skarbowych, a odsetki od tych obligacji zwiększają koszty obsługi długu. Kumulowanie się zadłużenia publicznego z tego tytułu naraża Polskę na wszystkie problemy związane z przekroczeniem progów ostrożnościowych, łącznie z formalną i faktyczną niewypłacalnością. Z kolei „dług ZUS” nie wpływa na bieżącą ocenę wiarygodności Polski, nie trzeba od niego teraz (i przez 40 lat) płacić odsetek i przewidywać na ten cel wydatków w budżecie. Dług ten wobec poszczególnych osób stanie się wymagalny w dniu przejścia na emeryturę za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, i to nie w całości, tylko stopniowo, wraz z upływem lat bycia na emeryturze. Jeden i drugi dług będzie spłacany tylko wtedy, gdy nie nastąpi krach finansów publicznych.

2

Można jednak postawić pytanie, czy wobec tego OFE nie powinny odejść od lokowania składek w obligacje skarbowe i lokować je w inne instrumenty finansowe, niezwiązane z finansami publicznymi, w tym w akcje spółek. Zmiana taka wymagałaby odejścia od obowiązujących limitów dotyczących struktury lokat (np. 40 proc. w akcje notowane na giełdzie). Jest to mało realne, ale nawet gdyby miało miejsce, to faktycznie oznaczałoby, że przyszłe emerytury z OFE byłyby silnie uzależnione od sytuacji na rynku finansowym. W świecie obecny kryzys finansowy zredukował o 40–50 proc. wartość akcji znajdujących się w portfelach funduszy emerytalnych. Część tych strat udało się odrobić. Kto jednak zagwarantuje, że za jakiś czas nie przyjdzie kolejny kryzys i znowu nie zredukuje istotnie wartości akcji? Ile takich kryzysów może się zdarzyć w okresie ponad 40 lat oszczędzania na emeryturę?

Danie PTE wolnej ręki w grze na giełdzie pieniędzmi emerytów można porównać do zezwolenia im na hazard. Doświadczenia inflacji i hiperinflacji oraz kryzysów finansowych pokazują, że aktywa finansowe rujnowane są w pierwszej kolejności i są mało użyteczne do oszczędzania obliczonego na całe dziesięciolecia.

3

Fundamentalne znaczenie dla Polski będzie miało orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W lipcu 2009 r. Komisja Europejska skierowała do niego pozew przeciwko Polsce, uznając, że ograniczenia, jakim podlegają OFE przy dokonywaniu inwestycji w innych państwach członkowskich, są niezgodne z obowiązującymi w Unii przepisami dotyczącymi swobodnego przepływu kapitału. Obecnie OFE mogą lokować za granicą nie więcej niż 5 proc. środków. Zniesienie tego limitu w praktyce będzie oznaczać, że znaczna część posiadanych przez OFE pieniędzy odpłynie z Polski i będzie wspierać rozwój innych krajów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby naszemu krajowi te pieniądze nie były potrzebne. Polski rząd będzie musiał znaleźć wtedy innych nabywców emitowanych przez siebie papierów wartościowych, oferując coraz wyższe oprocentowanie, by skutecznie konkurować z innymi emitentami. Ogrom zadłużenia publicznego krajów wysoko rozwiniętych nakazuje ostrożność w inwestowaniu także w ich papiery dłużne. Jeśli zadłużenie to w przyszłości stanie się absurdalnie wysokie, to czy kraje te unikną pokusy, aby za pomocą inflacji zmniejszyć drastycznie jego realną wartość? Ponadto niektóre kraje mogą stać się niewypłacalne, a ich obligacje staną się bezwartościowe.

W Polsce OFE funkcjonowały bez rozgłosu tak długo, jak długo utrata przez system finansów publicznych przekazywanej do nich składki mogła być rekompensowana redukcją wielu ważnych wydatków publicznych oraz wpływami z prywatyzacji. Możliwości takiej rekompensaty są coraz mniejsze. Istnienie progów ostrożnościowych nieuchronnie oznacza konieczność dokonania wyboru tego, co jest ważniejsze. Każdy, kto popiera istnienie OFE, powinien wyraźnie powiedzieć, że akceptuje narastanie długu z ich powodu oraz wskazać, jakie wydatki publiczne trzeba istotnie zredukować, żeby fundusze utrzymać. Tylko w imię czego?

Poprzez OFE stworzone zostało złudzenie, że bezpieczną emeryturę da się zapewnić, unikając rozwiązania prawdziwych problemów związanych z postępującym starzeniem się społeczeństwa. Jest to fikcja kosztowna dla finansów publicznych i krzywdząca dla milionów ludzi, co miesiąc przekazujących pieniądze do OFE. Obecny system nie tylko nie zwiększa bezpieczeństwa przyszłych emerytur, ale je drastycznie zmniejsza, przybliżając krach finansów publicznych. Czy więc mamy czekać, aż system runie pod własnym ciężarem?

Każdy dzień istnienia OFE generuje tylko koszty i zagrożenia. Zważywszy na ogromną nieracjonalność przepływu środków publicznych związanych z istnieniem OFE, nasuwa się pytanie, jak było możliwe uchwalenie takiego systemu, a następnie bezkrytyczne tolerowanie wynikającego z niego marnotrawstwa przez instytucje państwowe mające czuwać nad bezpieczeństwem finansów publicznych? Po poniesieniu już ogromnych kosztów przez przyszłych emerytów oraz skumulowaniu się długu publicznego czas stwierdzić, że zagrożenia związane z OFE są bez porównania wyższe niż iluzoryczne korzyści, które miałyby one dać. Zatem nie da się uciec od prawdziwych reform finansów publicznych we wszystkich obszarach.

Wszystkie środki już znajdujące się w OFE powinny zostać ustawowo niezwłocznie przeniesione do ZUS, a same fundusze przejść do historii. Dobrze byłoby, gdyby w mediach na temat OFE wypowiadali się nie tylko ich twórcy oraz eksperci zasiadający w radach nadzorczych PTE (lub pobierający od nich wynagrodzenia w inny sposób). Miliony ludzi mają prawo wiedzieć, co będzie z ich emeryturą.

 

Autorka jest profesorem zwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej oraz Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną