Państwo w roli Janosika

W murowanej stolicy tańcują zbójnicy
Janosik dotkliwie spustoszył w tym roku kasę Mazowsza. Nie oszczędził też wielu miast i gmin w innych regionach, by rozdać ubogim. Czy tak ma wyglądać sprawiedliwy system dzielenia publicznych pieniędzy i niwelowania podziału na Polskę A i B?
Władysław Skoczylas/Wikipedia

Najwięksi płatnicy subwencji równoważącej (w mln zł)
Polityka

Najwięksi płatnicy subwencji równoważącej (w mln zł)

Najwięksi płatnicy eurojanosikowego w 2008 r. (w mld euro)
Polityka

Najwięksi płatnicy eurojanosikowego w 2008 r. (w mld euro)

DEBATA: Czy wielkie metropolie powinny łożyć pieniądze na Polskę B? Zapraszamy do wypowiadania się na forum >>

Andrzej Seweryn, wybitny aktor i reżyser, przygotowuje się do nowej roli – dyrektora warszawskiego Teatru Polskiego. Ma ambitne plany, ale ostatnio zaczął się wahać. Okazało się, że w kasie teatru nie tylko nie ma pieniędzy na realizację spektakli, ale mogą pojawić się problemy z wypłatą pensji dla pracowników. Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego – właściciel Teatru Polskiego – drastycznie obciął dotacje. Dlaczego? Bo mazowiecką kasę ograbił z pieniędzy Janosik.

Janosikowe to popularna nazwa subwencji równoważącej. Państwo, niczym legendarny zbójnik, odbiera pieniądze bogatym, by rozdać biednym. Zamożne gminy muszą dzielić się swymi dochodami podatkowymi z gminami ubogimi, powiaty z powiatami, województwa z województwami. Z tych pieniędzy powstaje dodatkowy zasiłek powiększający kwotę subwencji wypłacanych przez budżet. Mazowieckie jako najbogatsze województwo ma obowiązek oddać w tym roku 940 mln zł – 70 proc. swoich dochodów podatkowych. Poza tym zapłaci jeszcze tylko Dolnośląskie, ale dużo mniej –16,3 mln zł. Reszta województw liczy na pieniądze Mazowsza, które pożegna się z trzecią częścią całego swojego budżetu. Tak potężnego ciosu Janosik nie zadał jeszcze nigdy żadnemu samorządowi. Co gorsza, Mazowszu doszły nieplanowane wydatki powodziowe. Na realizację własnych zadań pozostało więc niewiele. Stąd radykalny program oszczędnościowy, którego ofiarą padł m.in. Teatr Polski.

Zabójczy haracz

Mazowsze wypowiedziało więc Janosikowi wojnę. Samorząd złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego, interweniuje u ministra finansów, mobilizuje opinię publiczną. Nie wiadomo, czy coś wskóra. Wiadomo natomiast, że tegoroczną kontrybucję zapłacić musi.

– System jest dla nas wysoce niesprawiedliwy. Mazowsze musi ciąć własne inwestycje, aby przekazywać pieniądze na inne regiony – przekonuje Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego. Przy okazji wylicza długą listę inwestycji, z których województwo musiało zrezygnować. Wykreślono np. zakup 20 nowych pociągów dla Kolei Mazowieckich. Mało tego – samorząd poważnie rozważa, czy nie sprzedać kolejowej spółki, bo to jedyna duża firma komunalna o wymiernej wartości rynkowej. Alternatywą jest dalsze zadłużenie województwa, a tego ciągnąć bezkarnie nie można.

W podobnym duchu wypowiadają się władze stolicy, która jest największym płatnikiem janosikowego. – Od 2003 do 2009 r. Warszawa przekazała już ponad 4 mld zł, czyli w przybliżeniu tyle, na ile miasto było zadłużone pod koniec 2009 r. – wyjaśnia Magdalena Jadziewicz-Kasak z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Dodaje, że system jest niesprawiedliwy, bo Warszawa musi oddać ok. 10 proc. rocznego budżetu, podczas gdy Poznań tylko 3,4 proc., Kraków 1,6 proc., a Wrocław 1,5 proc. Tegoroczna wpłata stolicy (966 mln zł) to tyle, ile kosztuje powstający właśnie most Północny. Podobne wyliczenia mają także w innych miastach. – Za 70 mln, które płacimy na janosikowe, mógłbym np. wybudować trzy baseny albo sfinansować budowę jednej dobrej drogi wylotowej – wylicza Ryszard Grobelny, prezydent Poznania.

Warszawski samorząd także złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Związek Stowarzyszeń Praskich, zrzeszający kilkanaście organizacji pozarządowych z prawobrzeżnej Warszawy, prowadzi energicznie kampanię „Stop janosikowe”, przekonując, że to nielegalny haracz. Działacze pikietowali Ministerstwo Finansów, domagając się zmiany przepisów. Ostatnio Wojciech Olejniczak, kandydat SLD na stanowisko prezydenta Warszawy, zaapelował o zawieszenie janosikowego do 2013 r.

Chłodno o Robin Hoodzie

Na forum internetowym akcji (stopjanosikowe.pl) nie brakuje gniewnych komentarzy, uznających mechanizm solidarności samorządowej za pomysł rodem z PRL. Tymczasem jest on powszechnie stosowany w Polsce dopiero od 2003 r. (wcześniej obejmował tylko gminy). Wzorowano go na podobnych rozwiązaniach z innych krajów Europy. Przewiduje go także Europejska Karta Samorządu Lokalnego. Inna rzecz, że system ten wszędzie budzi kontrowersje i nawet dorobił się podobnej do polskiej slangowej nazwy. Mówi się o nim jako o podatku Robin Hooda. W Niemczech, tak jak w Polsce, wywołał bunt płatników.

Janosikowe funkcjonuje zresztą także na poziomie UE jako element polityki regionalnej, służącej zmniejszaniu różnic pomiędzy krajami członkowskimi. Miliardy euro, które idą dziś na polskie drogi, stadiony, wodociągi i tysiące innych inwestycji, dostajemy z Brukseli, bo podatnicy z bogatych krajów płacą eurojanosikowe na biednych, do których i my się zaliczamy.

– Janosikowe jest niezbędne. Warszawa wprawdzie narzeka, że gdyby nie musiała płacić, mogłaby co roku budować most, ale przecież za te pieniądze powstanie w innym regionie inna, być może bardziej potrzebna inwestycja – tłumaczy prof. Jerzy Regulski, szef Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, współtwórca reformy samorządowej. Nie wyklucza, że reguły funkcjonowania subwencji równoważącej trzeba zmienić. Przede wszystkim wymaga jednak zmiany stosunek państwa do samorządów. Zbyt wiele jest dziś paternalizmu, nieufności, nadmiernej kontroli i ingerencji. Także inni eksperci przyznają, że samorządowy mechanizm solidarnościowy jest potrzebny. Daje bowiem szanse na ograniczanie dysproporcji w rozwoju poszczególnych regionów Polski.

Bo to, że Warszawa góruje zamożnością nad resztą kraju (150 proc. średniego dochodu na mieszkańca UE), jest w dużym stopniu skutkiem niedorozwoju infrastruktury społecznej i technicznej w pozostałych częściach. W efekcie większość wielkich korporacji lokuje swoje centrale w stolicy. Tutaj też rozlicza podatki, bo Warszawa jako jedyna ma normalne międzynarodowe lotnisko, bazę hotelową, zaplecze naukowe, kulturalne, edukacyjne itd. Tu są główne firmy doradcze, kancelarie prawne, media, wszystkie ośrodki władzy państwowej. A to w kraju tak scentralizowanym jak Polska nie jest bez znaczenia.

Marek Miesztalski, skarbnik Mazowsza, nie kwestionuje idei janosikowego, ale zwraca uwagę, że w obecnym systemie beneficjenci mogą w dowolny sposób wykorzystywać pieniądze. Także na pensje. Nie ma więc dopingu do inwestowania i zmniejszania różnic. Jest za to rodzaj zasiłku socjalnego utrwalającego podział.

Gminy robią miny

W wielu małych gminach konieczność oddania miliona czy dwóch bywa odbierana jako bolesna i niezasłużona kara. – Jesteśmy biednym miastem bogatych ludzi. Mamy zamożnych mieszkańców, których podatki przynoszą nam dochód, ale którzy oczekują także pewnego komfortu życia. Przez janosikowe staje się to coraz trudniejsze – ubolewa Andrzej Kościelny, burmistrz Podkowy Leśnej.

Podkowa jest cenionym podstołecznym miastem-ogrodem, dokąd przenosi się wielu zamożnych warszawiaków. Tu rozliczają swoje PIT. Dzięki temu gmina należy do bogatych (według rankingu „Rzeczpospolitej”, przeciętna zamożność jest tu najwyższa w kraju). Źródłem dobrobytu jest jednak stolica, a nie samo podwarszawskie miasteczko. Ucieczka zamożnych mieszkańców do peryferyjnych gmin dla niektórych samorządów staje się sporym problemem. Stąd akcje w rodzaju „Płać podatki w Warszawie” i rozmaite naciski (np. sprawdzanie PIT przy przyjmowaniu dzieci do przedszkoli). Zjawisko dotyka boleśnie także mniejszych miast, jak Inowrocław. Musi on korzystać z janosikowej zapomogi, podczas gdy otaczająca miasto gmina wiejska jest jej płatnikiem.

W przypadku Kleczewa bogactwem jest położenie. Na terenie gminy znajduje się Kopalnia Węgla Brunatnego Konin, zaopatrująca pobliską elektrownię. Gigantyczna dziura w ziemi to dla gminy powód licznych uciążliwości, ale zarazem źródło dochodów. Dlatego Kleczew w tym roku zapłaci 2,8 mln zł. Jeszcze lepszy skarb Kopalnię Węgla Brunatnego Bełchatów ma Kleszczów, najbogatsza gmina w Polsce, janosikowego płaci prawie 40 mln zł!

– Nie jest to dochód, który będzie trwał w nieskończoność. Po zakończeniu wydobycia nastąpi zamknięcie odkrywki i sprzedaż zrekultywowanego gruntu. Dochody gminy spadną – martwi się Jarosław Bąk, skarbnik miasta i gminy Kleczew. Dlatego Kleczew powinien inwestować w swoją przyszłość, by przeżyć po zakończeniu wydobycia. Tymczasem janosikowe pożera nawet 12 proc. gminnego budżetu.

Poczucie krzywdy mają też w nadbałtyckim Mielnie. – Jesteśmy gminą sezonową, mamy 5 tys. stałych mieszkańców, ale latem jest ich ponad 50 tys. Musimy więc utrzymywać przez cały rok infrastrukturę (np. dwie oczyszczalnie ścieków), choć tak naprawdę jest użytkowana przez kilka miesięcy – wyjaśnia wójt Zbigniew Choiński. Płatnicy janosikowego snują marzenia, co by mogli zbudować, gdyby im pieniędzy nie zabierano, zaś beneficjenci nie wyobrażają sobie bez niego przetrwania.

Na szkle malowane

Większość janosikowych ofiar uważa, że nawet jeśli danina ma sens, to system jej naliczania trzeba zmienić. Mazowsze jest dowodem, do czego prowadzi stan obecny. Także minister finansów pod wrażeniem mazowieckich kłopotów przygotował sześć propozycji reformy systemu finansowania samorządów. Wszystkie ograniczają wysokość pobieranego od bogatych haraczu.

O tym, które rozwiązanie przyjąć, muszą zadecydować sami samorządowcy. My tylko przekazujemy zebrane pieniądze według ustalonego klucza – wyjaśnia Magdalena Kobos, rzeczniczka ministra finansów. – Wysłaliśmy nasze propozycje i czekamy na odpowiedź prezydenta Uszoka – mówi.

Piotr Uszok, prezydent Katowic, jest przewodniczącym Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. To forum, na którym samorządowcy mają ustalić, jakiego janosikowego sobie życzą. Mają z tym kłopot.

Płacących subwencję równoważącą jest dużo mniej niż otrzymujących pieniądze. Trudno więc przegłosować zmniejszenie janosikowego, bo nikt tak łatwo nie zrezygnuje z pieniędzy, które mu się należą. Zwłaszcza dzisiaj, gdy wszystkie samorządy borykają się z problemami finansowymi – tłumaczy prezydent Uszok. Samorządowcy mają pretensję do ministra Jacka Rostowskiego, który zajął wygodną pozycję neutralnego obserwatora. Spotyka się, miło gawędzi, rozumie problemy, ale pomóc nie chce.

Wszystkie rządy, jeśli wprowadzają ulgi podatkowe i obniżki stawek, to tylko w tych podatkach, z których finansowane są samorządy. Nikt nas nie pyta o zdanie. A to się przekłada bezpośrednio na nasze budżety – mówi Piotr Uszok. Szczególny żal ma do ministra, że ten nie chce słyszeć o zwolnieniu samorządów z podatku VAT od inwestycji komunalnych. To byłaby duża ulga.

Więcej serca okazał za to minister kultury Bogdan Zdrojewski. Na wieść o kłopotach Teatru Polskiego zadeklarował, że wierzy w Seweryna i dlatego przyzna budżetową dotację na dwie nowe premiery. Być może warto byłoby ponownie wystawić dawny przebój Teatru Polskiego – śpiewogrę „Na szkle malowane”. To historia bardzo na temat. O Janosiku.

DEBATA: Czy wielkie metropolie powinny łożyć pieniądze na Polskę B? Zapraszamy do wypowiadania się na forum >>

http://www.polityka.pl/forum/1057218,panstwo-w-roli-janosika.thread

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną