Jak Polska szuka ropy za granicą

Chrapka na ropę
Polskie firmy zapragnęły własnych pól gazowych i złóż ropy. Szukają ich po całym świecie. Choć perspektywy są obiecujące, to realia na razie marne.
Na Morzu Norweskim ropy i gazu szukają PGNiG i Grupa Lotos
Corbis

Na Morzu Norweskim ropy i gazu szukają PGNiG i Grupa Lotos

Na afrykańskiej pustyni ropy dla PGNiG szukają Chińczycy
Adam Grzeszak/Polityka

Na afrykańskiej pustyni ropy dla PGNiG szukają Chińczycy

Polityka

Tuż za rogatkami Kairu zaczyna się Pustynia Zachodnia – gigantyczna, ziejąca pustką płaska przestrzeń. Nie ma tu malowniczych wydm, tylko twardy zbity piasek, pokryty warstwą drobnych kamieni. Przecinającą to odludzie szosą jeździ niewiele samochodów. Dominują wielkie cysterny firm naftowych, które co pewien czas skręcają w sobie tylko znane piaszczyste odnogi i nikną za horyzontem.

Po przejechaniu blisko 200 km, przy niewielkim drogowskazie NaftoGaz Ukraine, trzeba skręcić w prawo, po kilku kilometrach wąskiej drogi pojawia się pustynny obóz. Kilka kontenerowych baraków i namiotów to baza koncesji Bahariya. Tu Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) rozpoczęło poszukiwanie ropy. A gdzie są Ukraińcy? – 30 km dalej – wyjaśnia, pokazując na horyzont, geofizyk Sławomir Jaros. Choć pustynia robi wrażenie wymarłej, sporo się na niej dzieje. Wszyscy szukają ropy i gazu. – To bardzo perspektywiczny rejon. Na sąsiednich obszarach koncesyjnych działają wielkie koncerny naftowe, wiele z nich eksploatuje już odkryte złoża. Te cysterny krążące po pustyni wywożą wydobywaną tutaj ropę – mówi Andrzej Maksym, dyrektor biura poszukiwań PGNiG.

Opłacalny interes

Wygrany w Egipcie przetarg na poszukiwanie ropy dał PGNiG prawo wyłączności do 4414 km kw. Pustyni Zachodniej. W ciągu 8 lat spółka musi przeprowadzić tu prace poszukiwawcze, a jeśli uda się znaleźć ropę, będzie mogła ją wydobywać. Sęk w tym, że na bardzo szczególnych zasadach. Najpierw samodzielnie, aż do chwili, gdy zyski z wydobycia przyniosą zwrot kosztów poszukiwań i uruchomienia wydobycia. Potem będzie musiała się dzielić ropą z obowiązkowym wspólnikiem, egipskim koncernem naftowym EGPC: 82 proc. dla Egipcjan, 18 proc. dla PGNiG.

Dlatego Egipt z otwartymi rękami wita inwestorów gotowych szukać i wydobywać tu ropę i gaz. Dzięki nim produkuje już 35 mln ton ropy i ok. 63 mld m sześc. gazu rocznie. Przy okazji redukuje też bezrobocie, bo na każdego pracującego tu zagranicznego specjalistę firma musi zatrudnić dodatkowo 9 Egipcjan. Ale i tak interes jest opłacalny. Geolodzy przekonują, że pod polską częścią pustyni może kryć się 22 mln ton ropy. Byle ją tylko znaleźć.

W pustynnym obozie uwijają się pracownicy. Łatwo ich rozróżnić po kolorach kombinezonów: niebiescy to Egipcjanie, czerwoni Chińczycy. Polak jest tylko jeden. Chińska firma BGP, należąca do koncernu China National Petroleum Corporation, na zlecenie PGNiG prowadzi badania grawimetryczne. Dlaczego chińska, a nie polska? PGNiG ma przecież w swojej grupie kilka specjalistycznych firm poszukiwawczych. Bo Chińczycy są tańsi i zasiedziali na całym kontynencie afrykańskim; główny ekspert od grawimetrii przyjechał do Bahariya z Sudanu.

W ciągu kilku najbliższych miesięcy zostaną wykonane pomiary gęstości struktur geologicznych w 20 tys. miejsc. To stosunkowo proste i tanie badanie (będzie kosztowało ok. 1,5 mln dol.) pozwoli zajrzeć w głąb ziemi. Nie wskaże wprawdzie miejsca, gdzie jest ropa, ale podpowie, gdzie są struktury geologiczne sprzyjające jej występowaniu. Tam zostaną przeprowadzone dokładniejsze i droższe badania sejsmiczne. Jak dobrze pójdzie, będzie można wiercić, ale dopiero za cztery lata. Z wierceniami nie ma się co spieszyć, bo każda dziura w ziemi to koszt wielu milionów dolarów. A celuje się w zbiorniki, które obejmują obszar od kilku do kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, na obszarze 4,5 tys. km kw.

Dowiercić się do ropy

O tym, jaka to loteria i ile nerwów, wiedzą dobrze nie tylko nafciarze, ale i polscy akcjonariusze dwóch naftowych spółek giełdowych, Petrolinvestu i Kulczyk Oil Ventures. Spółki, kontrolowane przez dwóch najbogatszych Polaków Ryszarda Krauzego i Jana Kulczyka, także ruszyły w świat w poszukiwaniu węglowodorowych skarbów. A ponieważ obaj miliarderzy potrzebowali finansowego wsparcia, wprowadzili firmy na warszawską giełdę. Akcjonariusze najpierw dostawali komunikaty o olbrzymich złożach, odkrytych gdzieś na kazachskim stepie albo na antypodach w sułtanacie Brunei. Wyglądało, że ropa tryśnie lada moment, trzeba się tylko do niej dowiercić.

Akcjonariuszom tętno skoczyło jak kurs akcji. Potem zaś pojawiły się komunikaty podobne do tego, który ostatnio opublikowała firma Kulczyk Oil: „uzyskane wyniki różnią się nieco od oczekiwań. Odczyty wskazują na występowanie celów na większych od oczekiwanych głębokościach, co może wskazywać na bardziej skomplikowaną, niż dotychczas przypuszczano, strukturę geologiczną rejonu odwiertu”.

Nawet najbardziej szczegółowe badania geologiczne i geofizyczne nie dają pewności, czy uda się dowiercić do ropy bądź gazu i czy eksploatacja złoża będzie opłacalna. W tym biznesie poza wiedzą i doświadczeniem liczy się także szczęście – komentuje Michał Szubski, prezes PGNiG. Dlatego polski koncern, jak wszyscy w branży, stara się na tej loterii kupować wiele losów. Staje do wielu konkursów koncesyjnych i szuka ropy i gazu w wielu miejscach świata, bo – jak wyjaśnia prezes – jest to sposób na dywersyfikację ryzyka. Zyski, jakie przynosi znalezienie złóż ropy lub gazu na jednej koncesji, mogą z naddatkiem zrekompensować straty na innych, gdzie poszukiwania zakończą się fiaskiem. Rzadko zdarzają się takie kraje jak Norwegia, które przyciągają inwestorów, obiecując im zwrot ponad 70 proc. poniesionych wydatków, jeśli poszukiwania ropy lub gazu zakończą się niepowodzeniem. W innych rejonach porażka słono kosztuje.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną