Kredyty mieszkaniowe dla młodych

Pod ścianą
Program Rodzina na swoim, jedyna forma państwowej pomocy dla kupujących mieszkania, ma być zlikwidowany. To nie jest dobra decyzja.
W naszym kraju są ogromne niedobory mieszkań, szacowane obecnie przez Ministerstwo Infrastruktury na 1,7 mln.
Krzysztof Wierzbowski/Forum

W naszym kraju są ogromne niedobory mieszkań, szacowane obecnie przez Ministerstwo Infrastruktury na 1,7 mln.

Likwidacja Rodziny na swoim uzasadniana jest rosnącym deficytem budżetowym i koniecznością cięcia wydatków.
Grzegorz Kawecki/Polityka

Likwidacja Rodziny na swoim uzasadniana jest rosnącym deficytem budżetowym i koniecznością cięcia wydatków.

O młodych Europejczykach mówi się, że są maminsynkami, niechętnie opuszczającymi rodzinny dom i coraz później zawierającymi związki małżeńskie. Według Eurostatu, w UE średnio 20 proc. kobiet i 32 proc. mężczyzn w wieku 25–34 lata nadal mieszka z rodzicami. W Polsce udziały te wynoszą odpowiednio aż 30 i 44 proc. Z tym że młodzi Polacy trzymają się matczynej spódnicy głównie z konieczności. Najpierw mają problem ze znalezieniem pracy (w grupie wiekowej do 25 lat bezrobocie jest dwa razy większe od średniej krajowej), a później mało zarabiają.

Z wyliczeń rządu wynika, że połowa absolwentów wyższych uczelni miała w pierwszej pracy pensje poniżej 1486 zł, a tylko 10 proc. powyżej 2760 zł. Na rynku kredytów mieszkaniowych tak zarabiający klienci nie mogą liczyć na wiele. Aleksandra Łukasiewicz z firmy Home Broker twierdzi, że singiel z dochodem 2 tys. zł netto może dostać w banku od 92,5 tys. zł kredytu hipotecznego (w Millennium) do 188,5 tys. zł (w PKO BP). Tylko ten maksymalny kredyt wystarczy w Warszawie na małą kawalerkę, w dodatku na peryferiach. Zaledwie pokój z kuchnią kupi się za takie pieniądze w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu.

A jednak większość mieszkań kupują ludzie młodzi. Z badań firmy redNet Consulting, przeprowadzonych w ubiegłym roku na targach mieszkaniowych w największych miastach, wynika, że 57,3 proc. potencjalnych klientów deweloperów miało od 21 do 30 lat. Najlepiej sprzedają się lokale niewielkie, ale dwupokojowe.

Skąd mają pieniądze? Część zarobiła za granicą. Polacy, nie tylko młodzi, emigrują głównie za pracą i mieszkaniem. Część młodych dostaje finansowe wsparcie od rodziców albo nawet gotowe mieszkania: w zamożnych rodzinach takie wiano dla dzieci stało się powszechnym obyczajem. Mniej zamożni rodzice też starają się wyposażyć swoje dzieci. Pani Z. ma skromną emeryturę, ale i trzypokojowe lokum w centrum Warszawy, w przedwojennej kamienicy. Zamierza je sprzedać i kupić dwa mieszkania na peryferiach, gdzie ceny metra są o połowę niższe. Jedno dostanie jej córka, która zajmie się przeprowadzeniem tych transakcji. Pan M. sprzedał działkę pod miastem i dał synowi pieniądze na mieszkanie. Żadne z tych dorosłych dzieci nie dostałoby kredytu hipotecznego. Za mało zarabiają.

Prawie milion mieszkań komunalnych także wykupiono po to, żeby dzieci albo wnuki miały własne cztery kąty. Dla przeciętnej rodziny był to duży wydatek, mimo bonifikat. Zapobiegliwość rodziców okazuje się po latach błogosławieństwem: młodych, którzy dziedziczą te mieszkania, bardzo rzadko stać byłoby na ich kupno.

Rodzice obecnych 30-latków byli w innej sytuacji, w PRL przeciętny Polak starał się o mieszkanie spółdzielcze. Większość kosztów pokrywało państwo i spółdzielca nie mówił, że kupił mieszkanie. Mówił, że je dostał. Z drugiej strony pokolenie rodziców miało trudniej. Kolejka po mieszkania była coraz dłuższa. W 1989 r., w przeddzień zmiany ustroju, ostatni w tej kolejce mieli szanse dostać klucze za 30–50 lat.

Oszczędzanie na mieszkaniach

Teraz wsparcie ze strony państwa ogranicza się do kredytów z programu Rodzina na swoim. Przypomnijmy: budżet państwa w ramach tego programu przez 8 lat wykupuje około połowę odsetek od kredytu mieszkaniowego, przeznaczonego dla małżeństw i samotnych osób z dziećmi. Dopóki mało kto korzystał z tej pomocy, nie wadziła ministrom finansów. Ale w 2009 r. mieszkania zaczęły tanieć, częściej mieściły się w limitach cenowych (program przewiduje dopłaty do kredytów, jeśli cena metra mieszkania mieści się w określonych granicach) i popularność Rodziny na swoim szybko rosła.

Kilka lat temu nadmierna popularność zgubiła ulgi remontowe i budowlane, ulubienice podatników. Teraz ma być podobnie. Według ostatnich propozycji rządu program Rodzina na swoim prawdopodobnie już w kwietniu zostanie znacznie okrojony (patrz ramka). W proponowanych limitach cenowych zmieści się trzy razy mniej mieszkań niż obecnie (według szacunków firmy Home Broker). Kredyty będzie się zaciągać tylko na nowe mieszkania, domy i budowę domów. Tę zmianę można uzasadnić: budownictwo ożywia gospodarkę i korzyść z dopłat jest podwójna. Zdumiewający jest jednak finał proponowanych zmian. Kiedy pieniądze na dopłaty będą już wykorzystywane bardziej racjonalnie, adresowane tylko do młodych ludzi, którym pomoc państwa jest najbardziej potrzebna – program ma być wygaszony.

Likwidacja Rodziny na swoim uzasadniana jest rosnącym deficytem budżetowym i koniecznością cięcia wydatków. To mocny argument, ale pamiętajmy, o jakie pieniądze chodzi.

Na mieszkalnictwo, czyli dopłaty do kredytów, refundację premii gwarancyjnych i inne zaszłości przypadało w ubiegłym roku tylko 0,27 proc. wydatków budżetu państwa. Udział tego sektora w PKB wynosił 0,07 proc. W Europie sięga na ogół 1–2 proc. Zaszliśmy w oszczędzaniu na mieszkaniach daleko i dochodzimy już do ściany.

Radź sobie sam

W Polsce nie udało się uruchomić kas budowlanych, ułatwiających gromadzenie pieniędzy na mieszkanie ze wsparciem budżetowej premii. Ustawa o tych kasach została uchwalona 13 lat temu, ale minister finansów nie wydał do niej aktu wykonawczego. Teraz podejmowana jest kolejna próba: w Sejmie leży projekt ustawy o takich kasach, rekomendowany przez Związek Banków Polskich. – Doświadczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej potwierdzają, że taki system może zmobilizować imponujące oszczędności na inwestycje mieszkaniowe – twierdzi Jacek Furga, przewodniczący Komitetu do spraw Finansowania Nieruchomości ZBP. Kasy zrobiły wielką karierę. W Czechach prowadzą 5,1 mln rachunków oszczędnościowych, na Węgrzech – 1,3 mln, na Słowacji – 1,1 mln. Rekordy biją oczywiście Niemcy (35 mln rachunków), gdzie kasy działają ponad 80 lat.

Zasady są zawsze takie same: po kilku latach oszczędzania dostaje się nisko oprocentowany kredyt stanowiący równowartość oszczędności z doliczoną premią. Premia może być różna. Na Węgrzech stanowi 30 proc. oszczędności, w Czechach 15 proc. U nas zaproponowano premię 20 proc. Szanse na powstanie kas są jednak niewielkie. Projekt pojawił się w wyjątkowo niesprzyjającym czasie, kiedy każdy nowy wydatek z budżetu państwa budzi sprzeciw. W dodatku zgłosili go posłowie SLD, co przy obecnym układzie sił w parlamencie nie wróży mu sukcesu.

Popularną Rodzinę na swoim ma z czasem zastąpić budowa mieszkań na wynajem z opcją nazwaną dochodzeniem do własności (Ministerstwo Infrastruktury skierowało do konsultacji założenia projektu ustawy przewidującej takie rozwiązanie). Przyszły lokator wpłacałby początkowy wkład, pod który mógłby zaciągnąć kredyt na podobnych zasadach jak w programie Rodzina na swoim. Dopłaty z budżetu byłyby już wtedy symboliczne, ograniczone do jednego rodzaju budownictwa, mało dotąd popularnego, co z punktu widzenia ministra finansów byłoby oczywiście dużym plusem.

W naszym kraju są ogromne niedobory mieszkań, szacowane obecnie przez Ministerstwo Infrastruktury na 1,7 mln i polityka mieszkaniowa nie może się sprowadzać do zasady: radź sobie sam. Globalny kryzys ograniczył emigrację, ale kiedy minie, młodzi mogą znów tłumnie wyruszyć za granicę w poszukiwaniu pracy i bardziej dostępnych mieszkań. Ciągłe ograniczanie wsparcia dla budownictwa mieszkaniowego to polityka przynosząca małe oszczędności dziś, a w przyszłości duże straty społeczne i gospodarcze. Warto o tym pamiętać zwłaszcza podczas prac nad nowelizacją zasad programu Rodzina na swoim. Potrzebuje on zmian, ale likwidacja byłaby dużym błędem.

 

Jak zmieni się Rodzina na swoim?

• Cena metra kw. mieszkania będzie mogła przekroczyć najwyżej o 10 proc. przeciętne koszty budowy ogłaszane przez wojewodów (obecnie nawet o 40 proc.).

• Kredytobiorcy mogą mieć maksymalnie 35 lat.

• Kredyt będzie przeznaczony tylko na zakup nowo wybudowanego domu albo mieszkania, budowę domu albo dobudowanie dodatkowego mieszkania, lub na wkład budowlany do spółdzielni mieszkaniowej.

• Wnioski o udzielenie kredytu można będzie składać tylko do końca 2012 r.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną