Turystyka – ofiara zamieszek w Egipcie

Najpierw rekin, teraz rewolucja
Kiedy prezydent Mubarak bił się z myślami: podać się do dymisji czy walczyć, w tysiącach polskich domów trwała gorączkowa dyskusja: lecieć czy nie na wymarzoną i już opłaconą wycieczkę do Egiptu?
Czy i na jak długo egipskie plaże będą świeciły pustkami? I jak to się odbije na życiu Egipcjan?
sky#walker/Flickr CC by SA

Czy i na jak długo egipskie plaże będą świeciły pustkami? I jak to się odbije na życiu Egipcjan?

Turyści opuszczający Egipt w drodze na lotnisko w Kairze.
Victoria Hazou/Agencja Gazeta

Turyści opuszczający Egipt w drodze na lotnisko w Kairze.

Egipska rewolucja może się łatwo rozlać na inne turystyczne kraje regionu.
Tobias Hase/PAP

Egipska rewolucja może się łatwo rozlać na inne turystyczne kraje regionu.

Wszyscy pocieszają się, że gdyby Egipt wybuchł w środku lata, byłoby dużo gorzej.
Victoria Hazou/Agencja Gazeta

Wszyscy pocieszają się, że gdyby Egipt wybuchł w środku lata, byłoby dużo gorzej.

Polityka

Pech chciał, że akurat zaczęły się ferie szkolne, a Egipt to najpopularniejszy cel rodzinnych wyjazdów w poszukiwaniu ciepła i słońca. Zimą właściwie jedyny, bo Tunezja czy Maroko o tej porze nie gwarantują tego co Morze Czerwone. Zresztą w Tunezji też jest niespokojnie. A na dalekie egzotyczne wyprawy, na plaże Dominikany czy Malediwów, mało kogo stać. To już zupełnie inna półka cenowa.

Zima małych interesów

Większość polskich biur podróży czasowo zawiesiła wysyłanie kolejnych turnusów do Egiptu i Tunezji. Niektóre awaryjnie ewakuowały turystów przerywając im pobyt, inne czekały do końca ustalonych terminów. – Lutowe pobyty naszych rodaków w Egipcie i Tunezji były niemal w całości przez biura opłacone, a klienci, którzy nie polecieli, będą domagać się teraz zwrotu pieniędzy. Niektóre firmy mogą takiego obciążenia nie wytrzymać – przewiduje Jan Korsak, szef Polskiej Izby Turystyki. Jego zdaniem, największe straty finansowe poniosą firmy, które zawiesiły loty (np. Rainbow Tours, Exim Tours, Neckermann, TUI).

Zimą nie robi się wielkich interesów. Może te wydarzenia wpłyną na wielkość obrotów, ale na wynik całego roku nie powinno to mieć dużego wpływu – pociesza się Marek Andryszak, prezes TUI Polska. Przekonuje, że w tej branży ważna jest umiejętność minimalizowania ryzyka, to zaś zapewnia szeroka oferta wycieczek do różnych miejsc świata.

Większość biur stara się ratować proponując klientom nowe terminy lub zamianę miejsca wypoczynku. Wybór nie jest duży, głównie Wyspy Kanaryjskie. Takie rozwiązanie satysfakcjonuje mniejszość, bo to inny typ wypoczynku, no i cena wyższa, więc trzeba dopłacić różnicę. Kluczem do sukcesu w tej branży jest logistyka. Nie zapewnienie miejsc w hotelach, bo z tym nie ma problemów, ale zorganizowanie sprawnego i taniego transportu lotniczego. Polski turysta nie lubi dalekich dojazdów na lotnisko. Dlatego dziś nie można ograniczać się do Okęcia, ale trzeba latać z wielu polskich miast. Duże biura, które są w stanie samodzielnie wypełnić czarterowy samolot, mają łatwiej niż mniejsze, które muszą dobierać się w grupy i zamawiać transport do spółki. Liczy się także, gdzie linia parkuje i obsługuje swoje maszyny.

Korzystamy z polskich przewoźników, więc skierowanie samolotu zamiast do Egiptu na Wyspy Kanaryjskie jest stosunkowo łatwe. Biura, które korzystają z linii egipskich, już takiej możliwości nie mają, bo samolot w ciągu jednego dnia nie doleci z Egiptu do Polski i nie wykona lotu tam i z powrotem – wyjaśnia prezes Andryszak.

Tani jak Egipt

Ogromna popularność Egiptu wynika z niskich cen. Niektóre biura oferowały tygodniowy pobyt za około tysiąc złotych. Inne protestowały przekonując, że za takie pieniądze trudno wykupić miejsce w samolocie, nie mówiąc o hotelu. Podejrzewają konkurentów o nieuczciwe praktyki. Faktem jest jednak, że wszyscy muszą ciąć marże. W tej sytuacji zamortyzowanie dramatycznych wydarzeń staje się szczególnie trudne.

Dlatego niektóre biura przyjęły inną strategię. Klient ma wybór: może posłuchać zaleceń MSZ oraz apelu premiera i samemu anulować swój wyjazd albo polecieć. Bo kiedy organizator odwołuje wycieczkę, musi oddać całą wpłaconą przez klienta sumę. Inaczej jest, gdy wystraszony turysta sam się wycofuje. Niemal cała kwota przepada. Taką strategię przyjął m.in. Sun&Fun Holidays z Warszawy. Biuro zapewnia, że monitoruje sytuację, a turyści są ubezpieczeni, choć dodaje, że polisa nie obejmuje szkód wywołanych zamieszkami wewnętrznymi. Uprzedza tylko, że wycieczki fakultatywne – pływanie po Nilu czy zwiedzanie piramid – są na razie wstrzymane. Inne biuro reprezentujące egipski kapitał – Viva Club z Chorzowa – także stara się kontynuować działalność jak gdyby nigdy nic.

Nie chcemy niepotrzebnie klientów straszyć. W kurortach egipskich jest bezpiecznie. Do tych, którzy wykupili nasze wycieczki przed wylotem, dzwonimy z propozycją przesunięcia na późniejszy termin. Rezygnacje zdarzają się sporadycznie – zapewnia Ahmed Ben Romdhane z Viva Club. Tunezyjczyk Abdelfettach Gaida, wiceprezes Exim Tours, nie bardzo w to wierzy. Puste samoloty czarterowe latające do Egiptu są dowodem, że Polacy jednak się przestraszyli. Jego biuro na razie odwołuje wycieczki. Prezes pociesza się, że przynajmniej w Tunezji sytuacja zaczyna się normować. – Na 3 marca zamówiłem czartery. Zamiast do Egiptu będziemy wysyłać polskich turystów do Maroka i Turcji – zapowiada.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną