Pożyczka na miarę naszych potrzeb

W kredytowym gąszczu
Karta, kredyt gotówkowy, a może limit w rachunku? Banki już zapomniały o kryzysie i chętnie pomogą nam sfinansować większe wydatki – oczywiście nie za darmo. Jak wybrać pożyczkę najlepiej dopasowaną do naszych potrzeb?
Mądre zadłużanie się to umiejętność bardzo potrzebna, pozwalająca korzystać z życia i unikać pułapek.
Marek Sobczak/Polityka

Mądre zadłużanie się to umiejętność bardzo potrzebna, pozwalająca korzystać z życia i unikać pułapek.

Grzegorz Skowronek, Raiffeisen Bank Polska.
RAIFFEISEN BANK POLSKA/Materiały prywatne

Grzegorz Skowronek, Raiffeisen Bank Polska.

Karol Wąsowski, Bank Millennium.
Dariusz Sobieski/Materiały prywatne

Karol Wąsowski, Bank Millennium.

Polityka

Polityka

Polityka

Wiosna to tradycyjnie okres większego zainteresowania kredytami. Prezenty komunijne, organizacja wesel, wyjazdy na majówkę czy wpłacanie zaliczek na letnie wczasy – wydatków z pewnością nam nie brakuje. Jednak dla instytucji finansowych kredyty konsumpcyjne to dziś spore wyzwanie. Oczywiście nadal chcą je sprzedawać, ale równocześnie pamiętają o błędach popełnionych przed kryzysem, gdy zbyt łatwo rozdawały pożyczki. Starają się zatem kusić promocjami, nie zapominając jednak o dokładnym sprawdzaniu wiarygodności potencjalnych klientów.

Osoby potrzebujące pieniędzy na większe zakupy mają w bankach do wyboru trzy podstawowe możliwości. Mogą zdecydować się na kartę kredytową, zaciągnąć kredyt gotówkowy bądź wykorzystać możliwość zadłużania się w rachunku osobistym. Warto poświęcić trochę czasu, aby dobrze przemyśleć wybór najkorzystniejszej oferty. Jeśli źle zdecydujemy, możemy stracić sporo pieniędzy.

Karta nie dla każdego

Triumfalny pochód kart kredytowych w Polsce został już powstrzymany, a ich liczba w ostatnich kwartałach systematycznie spada. Paradoksalnie to dobra wiadomość, bo nie każdy powinien posługiwać się takimi kartami. Na szczęście od dwóch lat banki zwracają już zdecydowanie większą uwagę, komu i na jakich zasadach zaoferować tę formę zadłużania się. Wymagane są stałe, udokumentowane dochody i to od ich wysokości zależy ustalany przez bank limit karty kredytowej. Jej podstawowa zaleta to tzw. okres bezodsetkowy, gdy otrzymujemy całkowicie nieoprocentowaną pożyczkę. Wynosi on zazwyczaj nie mniej niż 20 i nie więcej niż 50–60 dni od chwili dokonania zakupu (w zależności od momentu dokonania transakcji). Najwięcej czasu na spłatę należności mamy, gdy płatność kartą zostanie wykonana zaraz po zamknięciu poprzedniego okresu rozliczeniowego. W wielu bankach dzieje się to 28 dnia każdego miesiąca. – Dodatkową atrakcją karty jest możliwość korzystania ze zniżek czy programów lojalnościowych w wielu punktach handlowo-usługowych – mówi Marcin Zienkiewicz, analityk Comperia.pl.

Niestety, podstawowa zaleta karty, czyli okres bezodsetkowy, bardzo szybko może przerodzić się w jej największą wadę. Bank wymaga od klienta, pod groźbą blokady karty, spłaty co miesiąc tylko kwoty minimalnej – to zazwyczaj równowartość zaledwie 5 proc. zadłużenia. Jeśli jednak zwrot całego długu na karcie nie zostanie dokonany w terminie, bank rozpoczyna naliczanie odsetek za każdy dzień zwłoki. Co gorsza, wówczas karta z najtańszej staje się najdroższą formą pożyczania pieniędzy, bo karne odsetki ustalone są zazwyczaj na bardzo wysokim poziomie. Część banków stosuje nawet maksymalne dopuszczalne stawki, czyli czterokrotność stopy lombardowej ustalanej przez Radę Polityki Pieniężnej. W tej chwili wynosi ona 5,75 proc., a zatem za zadłużenie na karcie trzeba płacić nawet do 23 proc. w skali roku.

Karta kredytowa jest zatem idealna dla osób, które ze swojej pensji są w stanie spłacić całe zadłużenie powstałe w poprzednim miesiącu. Niestety, jeśli zwrócą tylko część wymaganej kwoty, odsetki będą liczone od całej sumy wydanej w ostatnim okresie rozliczeniowym. To pułapka, o istnieniu której wielu klientów banków nie ma pojęcia. Tymczasem nawet gdy np. z tysiąca złotych spłacimy w terminie aż dziewięćset, odsetki będą naliczane od całego tysiąca aż do dnia spłaty ostatniej złotówki. Takie zapisy są co prawda zawarte w regulaminach, ale przecież uważnie czytają je tylko nieliczni.

Jeśli chcemy podwyższyć dozwolony limit zadłużenia, musimy negocjować z bankiem. Na naszą korzyść zadziała regularne dotąd spłacanie kredytu i wyższe comiesięczne dochody w porównaniu z momentem, w którym ubiegaliśmy się o wydanie karty. Natomiast jeśli bank miał z nami w ostatnim czasie problemy, raczej nie liczmy na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Podwyższenie limitu to bowiem forma nagrody dla rzetelnego klienta. Oczywiście wyższy limit to też większa odpowiedzialność, więc osoby mające problemy z planowaniem domowego budżetu dla własnego bezpieczeństwa finansowego nie powinny występować o jego zwiększanie.

Kiedy kredyt gotówkowy

W przypadku jednorazowych zakupów najpopularniejszym rozwiązaniem wciąż pozostaje kredyt gotówkowy. To metoda zdecydowanie najprostsza dla osób mniej doświadczonych w korzystaniu z usług finansowych. Harmonogram spłat takiej pożyczki jest z góry ustalony przez bank. Wiemy zatem dokładnie, kiedy i ile będziemy musieli zwrócić. Często mamy możliwość wyboru między ratami stałymi a malejącymi. Kredyt gotówkowy można wziąć na okres od kilku miesięcy do nawet dziesięciu lat. Zazwyczaj jest korzystniej oprocentowany niż karta kredytowa, choć jego koszt w tym samym banku może być bardzo różny w zależności od oceny wiarygodności klienta. Ci z wyższymi dochodami lub mający od dawna otwarte konto i regulujący dotąd wszelkie należności bez zarzutu mogą liczyć na lepsze potraktowanie niż osoby gorzej zarabiające albo takie, które nie były dotąd klientami banku, gdzie chcą pożyczyć pieniądze. W przeciwieństwie do karty kredyt gotówkowy to produkt bardzo mało elastyczny. Gdy go spłacamy, a znów potrzebujemy środków na większy wydatek, musimy wystąpić o nową pożyczkę.

Czy zatem zawsze trzeba wybierać między kartą a kredytem gotówkowym? Pewną próbą połączenia zalet obu rozwiązań jest tzw. kredyt ratalny w karcie. Zaraz po dokonaniu większego zakupu kartą kredytową możemy wystąpić do banku z prośbą o rozłożenie spłaty tej należności na kilka czy kilkanaście rat. Jeśli otrzymamy zgodę, ta wydzielona kwota będzie korzystniej oprocentowana niż reszta należności na karcie, których nie uregulujemy w okresie bezodsetkowym. Zazwyczaj banki naliczają w takim przypadku odsetki rzędu 13–15 proc. w skali roku, a zatem porównywalne z tradycyjnym kredytem gotówkowym. Pamiętajmy jednak, że aby skorzystać z tej możliwości, musimy sami poprosić o nią bank. Możemy również wystąpić o taki kredyt ratalny jednocześnie dla kilku przeprowadzonych ostatnio transakcji. Ta kwota, spłacana w odrębny sposób, wliczana jest do łącznego zadłużenia karty, a więc dopóki jej nie spłacimy, limit karty mamy obniżony o jej wysokość.

Chwilowo na minusie

Instytucje finansowe przygotowały też rozwiązanie dla osób niezbyt chętnie używających kart kredytowych, a równocześnie mających ochotę na elastyczny dostęp do pieniędzy. To tzw. limit zadłużenia na koncie osobistym (rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym), zwany często dla uproszczenia kredytem w ROR. Dzięki niemu z konta można korzystać, nawet jeśli wydamy wszystkie dostępne na nim środki. Gdy saldo spadnie poniżej zera, rachunek zmienia się w kredyt i zaczynamy się zadłużać. Jednak ta funkcja nie jest dostępna od razu po otwarciu ROR, a sporo klientów być może nawet nie wie o jej istnieniu.

Najpierw dostęp do kredytu na koncie osobistym musimy uruchomić, bo nie jest on standardową częścią rachunku. Potrzebna jest umowa z bankiem, w której określimy, do jakiej wysokości chcemy mieć możliwość zadłużania się. Odsetek nie będziemy musieli płacić od całego limitu, a tylko od rzeczywiście wykorzystanych środków. Zazwyczaj oprocentowanie takiego kredytu jest mniej korzystne niż gotówkowego, ale za to niższe niż w przypadku karty kredytowej po okresie bezodsetkowym. Jakiekolwiek wpływy na rachunku automatycznie zmniejszają nasz dług lub jeśli są dostatecznie wysokie, całkiem go likwidują. Gdy limitu używamy okazjonalnie i po kilku dniach jesteśmy w stanie go zniwelować, za korzystanie z tej formy pożyczki nie zapłacimy zbyt wiele. Jeśli jednak stale jesteśmy pod kreską, dodatkowe koszty mogą okazać się wysokie.

Porównywanie kosztów różnych kredytów nie jest łatwe. Banki reklamując te produkty, posługują się oprocentowaniem nominalnym, czyli odsetkami naliczanymi w skali roku w zależności od kwoty pożyczonych pieniędzy. Jednak zazwyczaj musimy liczyć się jeszcze z dodatkowymi wydatkami, które zwiększają koszt pożyczek. W przypadku karty kredytowej to przede wszystkim roczna opłata za użytkowanie. Zazwyczaj na zwolnienie z niej mogą liczyć osoby, które w ten sposób płacą dużo i często. Wszyscy inni są obciążani za posiadanie karty kwotą najczęściej ok. 20–30 zł rocznie. Nie warto zatem występować o kartę tylko po to, by leżała w szufladzie. Starając się o kredyt gotówkowy, z reguły zapłacimy prowizję za rozpatrzenie prośby, a czasem również dodatkowo za ubezpieczenie pożyczki na wypadek śmierci czy utraty pracy. Natomiast w przypadku wniosku o kredyt na koncie osobistym bank pobierze prowizję uzależnioną od wnioskowanego przez nas limitu. Najczęściej wynosi ona 1,5–2 proc. tej kwoty rocznie.

Rzeczywiste koszty pożyczki

Jak zatem sprawdzić, ile naprawdę będzie nas kosztować kredyt? Nie można polegać wyłącznie na drukowanych olbrzymią czcionką liczbach w reklamach banków, zwłaszcza gdy rozpoczynają się one słówkiem „od”. Na szczęście każdy pożyczkodawca ma obowiązek podać tzw. rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, występującą często pod skrótem RRSO. Musi ona uwzględniać zarówno oprocentowanie nominalne, jak i wszelkie inne obowiązkowe opłaty i prowizje. RRSO wyliczana jest według skomplikowanego matematycznego wzoru, ale musi go znać bank, a nie klient.

Oczywiście tym wskaźnikiem pożyczkodawcy sami zazwyczaj się nie chwalą, bo często znacznie różni się on od oprocentowania nominalnego. Dzięki niemu mogą jednak obejść ograniczenie dotyczące maksymalnych kosztów kredytu. Czterokrotność stopy lombardowej NBP dotyczy bowiem tylko maksymalnego oprocentowania nominalnego. Tymczasem z powodu prowizji czy ubezpieczeń rzeczywisty koszt kredytu, czyli RRSO, może być znacznie wyższy. Nierzadko kształtuje się on nawet w przedziale 25–30 proc. w skali roku.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną