Giełdowe mity rzadko mówią prawdę

AKCJONARIAT OBYWATELSKI. Mity z parkietu
Giełda to jeden z symboli gospodarki rynkowej. Wokół symboli zwykle tworzą się mity. Jednych one onieśmielają, innych wprowadzają w świat iluzji. Warto znać giełdowe mity, ale nie warto im ulegać.
Giełda kusi jako miejsce inwestowania pieniędzy, zwłaszcza kiedy słucha się informacji o rekordowych wzrostach wartości akcji niektórych spółek.
Jacek Łagowski/Agencja Gazeta

Giełda kusi jako miejsce inwestowania pieniędzy, zwłaszcza kiedy słucha się informacji o rekordowych wzrostach wartości akcji niektórych spółek.

Wiele osób omija giełdę z powodu następnego mitu, że żeby zostać inwestorem, trzeba mieć dużo pieniędzy.
Marek Sobczak/Polityka

Wiele osób omija giełdę z powodu następnego mitu, że żeby zostać inwestorem, trzeba mieć dużo pieniędzy.

Hossa, bessa, czerwone szelki maklerów, byk walczący z niedźwiedziem na parkiecie – giełda wielu urzeka językiem, symbolami i dynamiką. Ale najbardziej pieniędzmi, jakie przez nią przepływają. Każdego dnia setki milionów złotych. Głównym źródłem tych obrotów są akcje spółek, przez jednych inwestorów sprzedawane, przez innych kupowane. Każda akcja jest bowiem tytułem własności ułamkowej części jakiejś konkretnej spółki. Kupując akcję, nie kupujemy losu na loterii, ale stajemy się współwłaścicielami firmy, która coś produkuje, coś sprzedaje lub świadczy usługi. Ma mniejszy lub większy potencjał wzrostu, osiąga zyski albo może je osiągnąć w przyszłości. Daje szanse, że i nasz ułamkowy udział zyska na wartości, a dodatkowo możemy liczyć na partycypowanie w corocznych zyskach wypłacanych akcjonariuszom w postaci dywidendy.

Giełda kusi jako miejsce inwestowania pieniędzy, zwłaszcza kiedy słucha się informacji o rekordowych wzrostach wartości akcji niektórych spółek. Tak się z reguły dzieje, gdy Skarb Państwa wprowadza na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych (GPW) prywatyzowane spółki. Akcje kupione od państwa w dniu debiutu na parkiecie zwykle zyskują sporo na wartości. Polityka Skarbu Państwa preferuje indywidualnych inwestorów, dzięki czemu mogą oni kupować akcje z dyskontem, czyli po atrakcyjnej cenie. To skuteczna zachęta do rozpoczęcia giełdowej aktywności. Takie momenty dla wielu osób są bodźcem do podjęcia decyzji o założeniu rachunku maklerskiego i zainwestowaniu na rynku akcji. Często jednak okazuje się to krótkotrwałą przygodą.

– Polacy mają 1,5 mln rachunków maklerskich, jednak aktywnie inwestuje ok. 400 tys. – wyjaśnia Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Świadectwem aktywnego inwestowania jest podatek od zysków kapitałowych, płacony w ramach podatku PIT.

Duża liczba uśpionych kont to efekt zbyt łatwego zauroczenia giełdą i w efekcie szybkiego rozczarowania. To efekt ładunku mitów, z jakimi świeżo upieczony inwestor wchodzi w inwestorskie życie. Pierwszym jest mit pieniędzy leżących na giełdowym parkiecie, po które wystarczy się schylić. Po udanym debiucie spółki, której akcje skusiły go do założenia rachunku maklerskiego, po kilku udanych transakcjach, widząc, jak przybywa mu pieniędzy, często daje się ponieść emocjom. Uznaje, że giełda jest jednokierunkową drogą do majątku. Tymczasem inwestowanie na giełdzie niesie ze sobą pewne ryzyko i nie zawsze się zarabia. Czasem trzeba zaakceptować stratę. Dlatego lepiej nie inwestować pieniędzy, które będą nam wkrótce potrzebne, a także ostrożnie korzystać z lewarów, jak w giełdowej gwarze nazywa się kredyty zaciągane na zakup akcji. W przypadku ofert pierwotnych, przygotowywanych ostatnio w ramach akcjonariatu obywatelskiego, lewary nie są możliwe do wykorzystania, co zmniejsza potencjalny zakres, ale też przede wszystkim ryzyko inwestycji. A w ogóle to lepiej unikać ulegania nadmiernym emocjom i działać racjonalnie.

Wiedza tajemna

Do tego potrzebna jest pewna wiedza. I tak dochodzimy do mitu giełdy jako miejsca tylko dla fachowców, gdzie drobni inwestorzy to leszcze, dostarczający pieniędzy giełdowym rekinom. Wiele uśpionych rachunków to właśnie efekt pierwszego zauroczenia giełdą, a potem bolesnych doświadczeń zakończonych stwierdzeniem: to nie dla mnie.

Tymczasem sztuka inwestowania na giełdzie nie jest wiedzą tajemną. Na rynku można znaleźć wiele poradników dla początkujących inwestorów. Jeśli do tego dodamy racjonalne zachowanie, nieuleganie zachowaniom stadnym, dywersyfikowanie ryzyka, obserwowanie danych gospodarczych i raportów poszczególnych firm, to możemy osiągnąć niejednokrotnie lepsze efekty niż zawodowcy z funduszy inwestycyjnych. – Fundusze działają wolniej, mają zinstytucjonalizowane procedury inwestycyjne, operując dużymi portfelami muszą brać pod uwagę, że własnym działaniem mogą wpłynąć niekorzystnie na kurs akcji. Indywidualny inwestor nie ma takich problemów i to jest jego przewaga – przekonuje Jarosław Dominiak.

Ocenia się, że ok. 20 proc. obrotów akcjami na głównym rynku GPW generują inwestorzy indywidualni. W przypadku akcji z rynku mniejszych spółek NewConnect ich udział w obrotach sięga ok. 90 proc. – Zdarza się, że inwestorzy, zwłaszcza ci mniej doświadczeni, ulegają modzie czy myśleniu życzeniowemu. Tymczasem znane nazwisko akcjonariusza czy intrygujący przedmiot działalności spółki nie gwarantują sukcesu inwestycyjnego. Podstawą racjonalnej strategii inwestycyjnej powinna być samodzielna analiza ryzyka i sceptycyzm wobec optymistycznych zapowiedzi i prognoz – radzi Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).

Zresztą także ci, którym się wydaje, że z Giełdą Papierów Wartościowych nic ich nie łączy, nie wiedzą, że ich pieniądze już tam są. Ponad 15 mln członków otwartych funduszy emerytalnych (OFE) i prawie 3 mln uczestników funduszy inwestycyjnych jest posiadaczami sporych pakietów akcji.

Ludwik Sobolewski, prezes GPW, przyzwyczaił się, że często musi prostować kolejne dwa mity: że giełda to abrakadabra, której nie można zrozumieć; i że na giełdzie wszystko zależy od przypadku. – Oba są nieprawdziwe, choć i jeden, i drugi kryje racjonalne jądro: giełda ma swoje tajemnice, a decyzje ludzi, którzy z niej korzystają, czasami przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych. Między innymi dlatego giełda jest tak ciekawym zjawiskiem.

Wiele osób omija giełdę z powodu następnego mitu, że żeby zostać inwestorem, trzeba mieć dużo pieniędzy. – Nieprawda, nie trzeba. Wiele domów maklerskich oferuje otwarcie rachunku z niskimi wymogami kapitałowymi bądź też całkowicie z nich rezygnuje. Inwestorowi bardziej niż pieniądze na początku z pewnością przyda się wiedza i umiejętności – przekonuje Radosław Tadajewski, prezes Grupy Trinity SA, firmy doradczej i konsultingowej.

Zdaniem Anny Janus, prezes firmy konsultingowej IPO, dzięki nowoczesnym technologiom, zwłaszcza Internetowi, fachowa bariera ograniczająca dostęp do inwestowania bardzo się skurczyła. – Inwestorzy mają wiele narzędzi do dyspozycji, zaś media dostarczają dużej liczby istotnych informacji wpływających na podejmowanie decyzji. I oczywiście same spółki wychodzą naprzeciw inwestorom udostępniając informacje o sobie i umożliwiając kontakt z członkami zarządów – komentuje Anna Janus.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną