Rynek

Rekiny płyną po TVN

TVN: kto przejmie imperium

Łukasz Wejchert jeszcze studiował w Irlandii, gdy ojciec tworzył telewizję. Potem też nie od razu widział się w ITI. Łukasz Wejchert jeszcze studiował w Irlandii, gdy ojciec tworzył telewizję. Potem też nie od razu widział się w ITI. Kacper Pempel / Reporter
Kupnem telewizji TVN zainteresowanych jest kilku wielkich graczy światowych. Nowy właściciel grupy TVN może szybko zmienić nasz krajobraz polityczno-medialny.
Już po roku prezesowania Piotr Walter miał lepsze wyniki finansowe niż ojciec.Przemysław Pokrycki/Reporter Już po roku prezesowania Piotr Walter miał lepsze wyniki finansowe niż ojciec.
Warszawa, siedziba firmy ITI.Stefan Maszewski/Reporter Warszawa, siedziba firmy ITI.

Jarosław Kaczyński twierdzi, że TVN jest antypisowska. Członkowie tej partii kilka razy próbowali nawet stację bojkotować i nie przyjmowali zaproszeń. Bojkot jednak nie trwał długo. Nie da się odgrywać znaczącej roli w polskiej polityce i nie pokazywać w „Faktach” czy TVN24. W stacji mówi się, że jak kogoś przez tydzień nie zapraszają do TVN24, to sam dzwoni i pyta, czy może przyjść.

Mariusz Walter, gdy wspólnie z Janem Wejchertem zakładał ITI (holding stał się potem właścicielem TVN, która w 1997 r. dostała koncesję regionalną), dobrze wiedział, jak władza potrafi mieszać się do telewizji. Był przecież szefem Studia 2 w TVP za Macieja Szczepańskiego, głównego ideologa propagandy sukcesu Edwarda Gierka. Jego marzeniem było robić telewizję, do której władza się nie wtrąca. Dzięki Janowi Wejchertowi, a wkrótce potem Szwajcarowi Bruno Valsangiacomo, mógł je realizować już w nowej, kapitalistycznej Polsce. Podział ról był taki, że tamci dwaj zarabiali pieniądze, a Walter je wydawał.

Zarówno ja, jak i zespół, chcieliśmy robić telewizję bardziej ambitną, zbyt ambitną – wspomina dziś Mariusz Walter. – To oznaczało kłopoty z zaadaptowaniem się do wymagań widzów.

A ci szybko przywołali właścicieli stacji do porządku. Drogi sprzęt na najwyższym światowym poziomie i imponującą siedzibę ITI wybudował za pożyczone pieniądze. Bez widzów tych kredytów nie udałoby się spłacić. Mariusz Walter rezygnował z własnych marzeń, ale nie obrażał się na rzeczywistość. Oddał władzę nad programem synowi. Piotr Walter został prezesem TVN w 2001 r. Jego najbliżsi współpracownicy: Edward Miszczak, Waldemar Ostrowski czy Adam Pieczyński, mają lepszą intuicję w kwestii upodobań widzów, ale także precyzyjne narzędzia, pozwalające przewidzieć ich reakcję jeszcze przed emisją. Zwykle rozmijały się z gustem Mariusza Waltera. Jeśli więc gratulował komuś programu, to nieszczęśnik wiedział, że tak naprawdę nie ma powodów do radości. Słupki oglądalności zapewne będą niskie.

Już po roku prezesowania Piotr Walter miał lepsze wyniki finansowe niż ojciec.

Łukasz Wejchert jeszcze studiował w Irlandii, gdy ojciec tworzył telewizję. Potem też nie od razu widział się w ITI. Fascynował go Internet, założył wortal rozrywkowy Tenbit.pl. – Ojciec przekonał mnie jednak, że zamiast startować od zera, lepiej dobudować nowy segment do ITI – mówi dzisiaj. Kiedy ITI kupił Onet, został jego szefem. Po przejęciu portalu przez TVN szefem młodego Wejcherta został młody Walter. – Rywalizowaliśmy ze sobą, ale Piotr pasjonował się telewizją, a moje serce zawsze było w sieci. Wszyscy wiedzieli, że to oni będą sukcesorami dzieła swoich ojców.

Rosnąć z nową Polską

Kiedy TVN startowała, nie było Prawa i Sprawiedliwości ani Platformy Obywatelskiej. A jednak w sprawie sympatii politycznych TVN Jarosław Kaczyński ma sporo racji. – Wiele godzin spędziliśmy, zastanawiając się, dla kogo chcemy robić program – wspomina członek władz TVN. – Jan, który był wizjonerem, chciał telewizji dla ludzi, którzy będą rosnąć z nową Polską. Dla beneficjentów transformacji. Dynamicznych, wykształconych, zadowolonych z życia mieszkańców dużych miast. Potem okazało się, że ten portret pamięciowy odpowiada także rysopisowi wyborcy Platformy. Sympatie polityczne TVN zostały więc zdefiniowane niejako pośrednio.

Wybór polityczny okazał się także wyborem biznesowym. Widz TVN to jednocześnie najcenniejszy target reklamowy. W prężnie rozwijającej się gospodarce stacja konsumowała największy kawałek reklamowego tortu. Mimo że to nie TVN był pierwszą w Polsce telewizją komercyjną, ale Polsat. Pierwsze starcie o koncesję duet Wejchert-Walter przegrał z twórcą Polsatu Zygmuntem Solorzem-Żakiem. To on pierwszy wybierał sobie widzów. Zdecydował się na gorzej wykształconą i mniej zamożną prowincję. Nie słychać jednak, by Jarosław Kaczyński uznał Polsat za wyraziciela interesów swojej partii. Dla jej działaczy ważniejsze niż widzowie Polsatu wydaje się niejasne – jak mówią – pochodzenie pieniędzy właściciela stacji. Wybrana przez PiS Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji Polsatowi właśnie przyłożyła słoną karę finansową za wypowiedź Kazimiery Szczuki, przedrzeźniającą bohaterkę stacji ojca Rydzyka.

O ile pierwszym odkryciem twórców TVN było to, że niezależność telewizji komercyjnej zależy od słupków oglądalności, o tyle drugim – że dobra kondycja finansowa spokojnego żywota wcale nie gwarantuje. Zbrojnym ramieniem władzy nad telewizją komercyjną jest bowiem KRRiT. Ta, która koncesję przyznała, może jej nie przedłużyć. Może też stację załatwić finansowo karami. Im bardziej popularna stawała się TVN, tym bardziej rosło także niebezpieczeństwo. Razem ze słupkami poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości.

Jan Wejchert nie ukrywał obaw przed wynikiem kolejnych wyborów parlamentarnych. Gdzie i jak rejestrować ITI, żeby płacić jak najniższe podatki, to było zmartwienie Bruna. Zainwestował w ten biznes także swoje prywatne pieniądze. Ale polskim piekiełkiem politycznym Valsangiacomo kompletnie się nie interesuje, o to głowa bolała Wejcherta. Uznał, że polisą bezpieczeństwa TVN przed politykami może być tylko debiut na giełdzie. – Dynamicznie rozwijająca się polska grupa medialna (do TVN i Onetu dołączył 10 lat temu TVN24) budziła spore zainteresowanie zagranicznych inwestorów – pamięta członek władz TVN. – Jan uważał, że polską firmę polscy politycy mogą zniszczyć, ale jej zagranicznych udziałowców będą się bać. W grudniu 2004 r. TVN debiutuje na Giełdzie Papierów Wartościowych. Ostatni dzwonek, za kilka miesięcy zacznie się IV RP.

Gadżety klasy średniej

O właścicielach TVN od początku mówiono, że zachowują się tak, jakby wydawali publiczne, a nie pożyczone pieniądze, które trzeba bankom zwrócić. Studia, kamery, potem własny helikopter, docierający szybko wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. To sporo kosztuje. Wysoki poziom techniki też wymusili widzowie. Twórcy TVN, nieco może rozczarowani brakiem apetytu na wysoką kulturę, szybko dostrzegli, jak bardzo nowa klasa średnia interesuje się nowymi technologiami, pasjonuje gadżetami.

Tymczasem TVN przegapił czas, który konkurenci poświęcili na przygotowanie platform cyfrowych. Ofertę programów, dostępnych z kabla lub satelity, miał Canal+ (jego właścicielem jest Vivendi, dziś jeden z potencjalnych kupców TVN), Zygmunt Solorz wszedł na rynek z Cyfrowym Polsatem, a najnowocześniejsza telewizja komercyjna nie miała nic. Zadanie dogonienia i przegonienia konkurentów otrzymała Platforma n. Miała być na rynku najlepsza i najbardziej atrakcyjna.

Platformę cyfrową, podobnie jak wcześniej Onet, tworzono w ramach struktury ITI. – Jej debiut na rynku był fatalny – wspomina Andrzej Długosz, właściciel piarowej firmy Cross Media. – Twórcy nie uporali się z nowoczesnością. Dekodery się zawieszały, nie odbierały sygnału. Z obsługą klienta nie można się było połączyć. Długosz, podobnie jak wielu jego znajomych, zrezygnował z n.

Kiedy więc ITI sprzedał platformę cyfrową TVN, rynek uznał, że to dla stacji niekorzystna transakcja, że stacja przepłaciła. Spekulowano, że właściciele ITI kosztem akcjonariuszy TVN chcieli podreperować finanse holdingu. Wybuch światowego kryzysu finansowego i gwałtowna deprecjacja złotego spowodowały, że holding zaczął mieć kłopoty finansowe.

Na nic zdały się tłumaczenia Jana Wejcherta, że n warta jest swojej ceny. Akcjonariusze wymusili dymisję Piotra Waltera, z zarządu TVN odszedł też Edward Miszczak i dyrektor finansowa (obecnie pracuje u Solorza). Piotr wprawdzie nadal odpowiada za całą telewizję i pełni funkcję wiceprezesa grupy TVN, a Miszczak za program, ale prezesem grupy został Markus Tellenbach (zasiada w radzie nadzorczej Sky Deutschland, niemieckiej spółce koncernu Murdocha). Rynek skomentował, że władzę w grupie przejęła gwardia szwajcarska. Koledzy Piotra, uznający go za świetnego fachowca, uważają, że ma poczucie krzywdy.

Supernowoczesna platforma cyfrowa cały czas nie przynosi zysków. Ale straty Platformy n, dzięki Tellenbachowi, szybko maleją. Wprawdzie Cyfrowy Polsat z 3,5-mln armią abonentów wyszedł na prowadzenie, a drugie miejsce zajmuje Canal+ (1,5 mln) i n ciągle jest trzecia (z 1,1 mln klientów), po złej reputacji nie zostało śladu.

Spadkobiercy i dłużnicy

Wyciek informacji, że właściciele ITI, w których rękach znajduje się ponad 53 proc. akcji grupy TVN, chcą sprzedać swój pakiet, zelektryzował rynek. Jan Wejchert, Mariusz Walter, Bruno Valsangiacomo, do których potem dołączył Wojciech Kostrzewa, w ciągu zaledwie 14 lat zbudowali medialne imperium, spełnili swoje marzenia. W piętnastym je rozwalą? ITI od kilku lat nie przynosi zysków, ale TVN jest ciągle kurą znoszącą złote jaja. Bez niej holding nie ma szans. Legia jedzie na stratach, podobnie jak wydawnictwo Pascal, zarabia tylko Multikino. – Jan Wejchert przewraca się w grobie – komentują przyjaciele. Analitycy stwierdzają zimno, że ITI nie jest w stanie spłacać zaciągniętych długów ani nawet odsetek.

Mariusz Walter, podobnie jak inni członkowie władz ITI, zapewnia jednak, że powodem rozważania sprzedaży udziałów grupy TVN nie jest sytuacja finansowa holdingu ITI. To decyzja spadkobierców Jana Wejcherta, który zmarł w październiku 2009 r. Do nich należy większość kapitału ITI. Najwyraźniej nie czują się tak związani z firmą jak ojciec.

Inny członek władz holdingu przypomina, że w 2009 r. dług, jaki ITI winien był bankom, wynosił ponad 350 mln euro. Termin spłaty upływał w 2012 r. Przychody reklamowe TVN, głównego dostarczyciela pieniędzy, gwałtownie się skurczyły. Jeszcze za życia Jana zaczęli szukać możliwości, żeby zamienić kredyty na obligacje. – W listopadzie 2010 r. ITI wyemitował obligacje wartości 260 mln euro i zredukował swój dług o niemal 100 mln euro. Dzięki tej operacji termin spłaty długów przesunęliśmy do 2017 r. – zapewnia członek władz ITI. – W dodatku na rachunku zastrzeżonym, zasilanym z dywidendy TVN, mamy zgromadzoną sumę, która wystarcza na spłatę odsetek obligatariuszom do końca 2012 r. Za autora tej restrukturyzacji analitycy uważają Bruno Valsangiacomo.

Łukasz Wejchert nie sądzi, że ojciec miałby mu coś za złe. – Twórcy TVN mieli wspólną wizję, chodziło im o to samo – tłumaczy. Teraz sytuacja się zmieniła. Grono udziałowców się znacznie powiększyło (wśród spadkobierców Jana, oprócz najstarszego Łukasza, jest kilkoro jego młodszego rodzeństwa z innych małżeństw Wejcherta, a także jego ostatnia żona Aldona, członek rady nadzorczej TVN), nie wszyscy mają te same cele. Ojciec nauczył go, że dla grupy TVN najgorsze byłoby to, gdyby brak zgody hamował rozwój spółki. TVN przecież swoje najlepsze lata ma jeszcze przed sobą. Lepiej więc ją sprzedać. Łukasz mógłby podać przykłady, kiedy byli właściciele spółek internetowych nadal się nimi zajmują. Nie wyobraża sobie, że zostawia swoje dziecko i opuszcza Onet. Zwłaszcza że w najbliższych pięciu latach na rynku nowych technologii będzie więcej zmian niż w ciągu ostatnich 20. Mariusz Walter też przypomina, że Piotr ma wieloletni kontrakt, więc przyjście nowego właściciela nie jest równoznaczne z odejściem syna z TVN. On sam formalnie z telewizją nie jest już związany od dawna.

Jak zmieni się nasz rynek medialny po przejęciu TVN przez któregoś z wielkich graczy? Wśród zainteresowanych jest francuskie Vivendi, niemiecki Bertelsmann, amerykański Time Warner. Nie wypadł też z gry sam Murdoch. Nowy właściciel zapewne najpierw rozejrzy się, co kosztuje najwięcej. Najłatwiej wziąć pod nóż gwiazdorskie kontrakty, można zaoszczędzić dobre kilka milionów złotych. Widzowie TVN, podobnie jak innych stacji, kochają seriale. Ale w telewizji Walterów są one droższe niż u konkurentów. Bo akcja nie ogranicza się do jednego pokoju. Bohaterami są ludzie sukcesu, trzeba pokazać, gdzie bywają. To podnosi koszty, które nowy właściciel zapewne zechce ograniczyć. Drogie polskie seriale można przecież zastąpić tymi, które nowy właściciel ma w swojej zagranicznej filmotece. – Każdy nabywca zagraniczny zechce w Polsce upychać swój „kontent” – przypuszcza osoba związana z TVN. Czy jednak obecni widzowie TVN nie przestaną w bohaterach „Usta-usta” czy „Przepisu na życie” dostrzegać siebie i swoich znajomych?

Mieliśmy już próbkę, gdy Rupert Murdoch kupił pakiet udziałów w telewizji Puls. Jego wejście do Polski życzliwie zaakceptowała KRRiT za czasów PiS, najwyraźniej licząc na polityczne wsparcie. Ale program był po prostu marny. Oszczędzano też na programach informacyjnych, informacja dużo kosztuje. Puls widzów nie zdobył, Murdoch się z Polski wycofał.

W obce ręce

Teraz może być inaczej i nie wydaje się, by politycy biernie czekali na rozwój wydarzeń. Sprzedaż TVN w obce ręce miałaby znaczenie nie tylko dla naszej gospodarki (zagraniczny właściciel zapewne wycofałby TVN z polskiej giełdy), ale także kultury i polityki. Ci, którzy dziś narzekają na tabloidyzację mediów, dopiero mieliby powody, by rwać włosy z głowy. Marginalizacja TVN czy zmiana jej politycznych sympatii zaostrzyłaby walkę o wpływy w TVP. Wzmocniłaby też pozycję Polsatu. Rodzimi politycy, których teraz media elektroniczne się boją, zobaczyliby, jak władza przecieka w ręce potężnych medialnych koncernów międzynarodowych.

Politycy zdają sobie z tego sprawę. Zechcą zapewne skorzystać z władzy nad Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, która przecież nie musi się zgodzić na nowego nabywcę. Może stawiać warunki. Póki jeszcze władza ma władzę nad mediami.

Sukcesorzy dorobku Jana Wejcherta nie czują się emocjonalnie związani z TVN. Mają inne niż ojciec życiowe cele. Być może wolą pieniądze wydawać, niż zarabiać. Zwłaszcza na rynku medialnym, który staje się coraz trudniejszy. Ich święte prawo, zwłaszcza że dysponują większością głosów, a milionerami – na razie – są tylko na papierze. Może jednak ogłoszenie akcji szukania kupca na grupę TVN nie jest wcale scenariuszem, który ma się rozegrać naprawdę? Może nie chodzi o sprzedaż, ale o pokazanie spadkobiercom stopnia trudności, jakie mogą się z nią wiązać? Skłonić ich do zmiany planów?

Jest coś, co taką koncepcję potwierdza. „Rzeczpospolita” doniosła, że właściciele ITI, mimo ciążącego na holdingu długu, wypłacili sobie za 2010 r. blisko 50 mln euro dywidendy (część w gotówce, część w akcjach TVN). Wypłata dywidendy przez holding, który odnotował stratę, może wydać się zaskakująca. Chyba że chodzi o dostarczenie spadkobiercom pieniędzy na wypadek, gdyby sprzedaż grupy TVN nie mogła dojść do skutku.

Polityka 31.2011 (2818) z dnia 26.07.2011; Polityka; s. 14
Oryginalny tytuł tekstu: "Rekiny płyną po TVN"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Szamani i inni szatani. Polska religijność zabobonna

Magiczna, zabobonna religijność staje się coraz bardziej powszechna w polskim Kościele. A pandemia jeszcze nasiliła te tendencje.

Joanna Podgórska
21.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną