Drogie paliwa zatapiają gospodarkę

Strach przy pompie
Kiedy na warszawskich stacjach benzynowych cena litra Pb 95 skoczyła do 5,29 zł, w bogatym Luksemburgu kierowcy płacili w przybliżeniu tyle samo – 5,30 zł (według kursu walut NBP).

Czesi więcej – 5,79, Niemcy nawet 6,15 zł, a Norwegowie równowartość 7,47 zł. Paliwo drożało wszędzie i powody były te same – ceny ropy na giełdach światowych pompował strach, że Amerykanie się nie dogadają w sprawie własnego deficytu budżetowego. Na takie sytuacje nasz złoty zwykle reaguje spadkiem kursu.

To jednak, że wzrost cen paliw w różnych krajach da się wytłumaczyć tymi samymi powodami, nie znaczy, że wszystkich boli podobnie. Akurat Norwegów boli bowiem najmniej – za swoją średnią pensję (równowartość 19,2 tys. zł) kupić mogą najwięcej litrów. Niemcy nieco mniej (przy średnich zarobkach równych 12,9 tys. zł), ale sporo więcej niż Czesi (równowartość średniej płacy – 3,8 tys. zł), nie mówiąc o nas (3,5 tys. zł).

Mimo więc, że  inne ceny są u nas sporo niższe niż na Zachodzie, to i tak w nas i naszą gospodarkę drogie paliwa uderzają najmocniej, są bowiem relatywnie najdroższe. Bardziej podgrzewają inflację i bardziej też studzą wzrost. Zwłaszcza że wysokość akcyzy i opłaty paliwowej, które obciążają cenę benzyny, Bruksela określa kwotowo – i w biednym, i w bogatym kraju nie mogą być niższe niż 359 euro za tysiąc litrów. U nas, z powodu dziury budżetowej, jest już 420 euro. Połowa ceny paliw w Polsce to podatki. Zieloną wyspę przytapia droga benzyna.

W ostatnich dniach ropa na światowych giełdach nieco tanieje, ale strach nie znika. Chyba nawet zrobił się większy, świat boi się drugiej fali kryzysu. Obniżka cen ropy może być potwierdzeniem, że nadchodzi, bo gdy zbliża się recesja, surowce tanieją. Dla zielonej wyspy to też byłaby zła wiadomość.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj