Niezły biznes: obligacje

Zarób na pożyczaniu
Kryzys w Europie sprawił, że Polacy trzymają dziś rekordową część swoich oszczędności w bankach. Oprocentowanie wielu lokat jednak rozczarowuje. To szansa dla emitentów obligacji. W kolejce po nasze pieniądze ustawiają się m.in. Skarb Państwa, firmy i samorządy. To może być teraz niezły interes dla obu stron.
Kto chce zainwestować w obligacje, musi pamiętać, że za każdą z nich stoi konkretny podmiot – państwo, samorząd terytorialny, firma czy bank.
Marek Sobczak/Polityka

Kto chce zainwestować w obligacje, musi pamiętać, że za każdą z nich stoi konkretny podmiot – państwo, samorząd terytorialny, firma czy bank.

Polityka

W tym roku mija dwadzieścia lat od chwili, gdy każdy z nas mógł w III RP po raz pierwszy kupić obligacje emitowane przez polski Skarb Państwa. Dziś dostępne są w czterech różnych wersjach, a nabyć je można w oddziałach PKO BP i przez Internet. Nie zmieniła się główna zasada tego rodzaju inwestycji – pożyczamy pieniądze naszemu państwu na określony procent, a po upływie z góry ustalonego terminu resort finansów obligacje te od nas wykupuje.

Czy to bezpieczne inwestowanie? Nieustannie słyszymy przecież o Grecji, której wierzyciele musieli umorzyć znaczną część zobowiązań. Poważne problemy mają też inne kraje południa Europy, a agencje oceniające wiarygodność emitujących obligacje państw obniżają ich ratingi. Na szczęście Polska na tym tle pozostaje oazą spokoju. Nasze obligacje są dziś atrakcyjne z dwóch powodów. Nie należymy do krajów zagrożonych bankructwem, więc ryzyko przy zakupie polskich papierów jest minimalne. Równocześnie traktuje się nas jak kraj wciąż na dorobku, który niedawno przeszedł transformację gospodarczą i wciąż ma duży dystans do nadrobienia. To zaś oznacza, że Polska musi płacić inwestorom wyższe odsetki niż na przykład Niemcy, Brytyjczycy czy nawet Czesi. To co niezbyt cieszy naszego ministra finansów, jest wielką zaletą z punktu widzenia osób, które chcą zainwestować część swoich oszczędności w polskie obligacje.

Ile można zyskać?

Wszystko zależy od tego, na jak długo zdecydujemy się pożyczyć Skarbowi Państwa pieniądze. Najniżej oprocentowane obligacje dwuletnie pozwalają obecnie zyskać 4,75 proc. w skali roku. Kolejne ich serie wypuszczane są co miesiąc i minister może, ale nie musi, zmienić poziom wypłacanych odsetek. Oczywiście trzeba od nich zapłacić podatek Belki w wysokości 19 proc.

Jednak dwulatki to najniżej oprocentowane papiery.

Resort finansów nie ukrywa bowiem, że zależy mu przede wszystkim na tych, którzy są skłonni pożyczyć państwu polskiemu pieniądze na dłuższy okres. Czteroletnie obligacje pozwalają zarobić 5,25 proc. w pierwszym roku i 2,5 pkt proc. powyżej inflacji w kolejnych latach. Jeszcze atrakcyjniej wyglądają dziesięciolatki, bo tam gwarantowany zysk w każdym roku to 3 pkt proc. powyżej aktualnej stopy inflacji.

Dwu-, cztero- i dziesięcioletnie obligacje różnią się oprocentowaniem, ale poza tym są do siebie bardzo podobne. W przypadku każdej z nich bowiem możemy w dowolnym momencie zażądać od Skarbu Państwa pożyczonych pieniędzy z powrotem. W ciągu pięciu dni znajdą się na naszym koncie, ale przerywając inwestycję trochę na tym stracimy. Za każdą obligację płacimy po 100 zł. Przy wcześniejszym wykupie jej przez Skarb Państwa dostaniemy z powrotem 99 zł w przypadku dwu- i czterolatek, a tylko 98 zł przy dziesięciolatkach.

Kto trzyma obligacje do końca, może liczyć na specjalną zachętę. Jeśli bowiem nie wycofa swoich pieniędzy i zdecyduje się nabyć kolejne obligacje, dostanie zniżkę na ich zakup w wysokości 20 gr za sztukę. Taki rabat fachowo nazywa się dyskontem.

Oferta obligacji została tak skonstruowana, żeby każdy inwestor mógł znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązanie – mówi Anna Suszyńska, dyrektor Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów. Papiery dwuletnie mają stałe oprocentowanie i przeznaczone są dla osób chcących oszczędzać w krótszej perspektywie. Obligacje czteroletnie pozwalają na wypłatę odsetek co roku, natomiast dziesięciolatki idealnie nadają się do oszczędzania długofalowego, choćby na emeryturę, a ich atrakcyjne oprocentowanie to nagroda dla klientów, którzy nie boją się na długo zamrozić pieniędzy.

Rynek obligacji

Specyficznym produktem są natomiast papiery trzyletnie, przeznaczone do obrotu na giełdzie. Nie można wcześniej zażądać ich wykupu przez Skarb Państwa, za to łatwo je sprzedać innym inwestorom. Ich oprocentowanie zależne jest nie od inflacji, ale od wskaźnika WIBOR 6M i zmienia się co sześć miesięcy. Są to zatem obligacje dla osób mających większą wiedzę o rynku kapitałowym. Wypłata odsetek w przypadku tego rodzaju papierów następuje częściej, bo co pół roku.

Obligacje trzyletnie mogą być dobrym wstępem do samodzielnego inwestowania, bo dzięki nim łatwiej odkryć inne możliwości pomnażania oszczędności. Pożyczać pieniądze chce przecież nie tylko Skarb Państwa, ale też wiele firm, banków i samorządów. Dla nich istnieje w ramach Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie osobny rynek Catalyst. Jest on młodszym bratem głównego rynku, ale handluje się na nim nie akcjami, lecz właśnie obligacjami. Te papiery nie dają możliwości głosu na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, bo nie są z nimi związane żadne udziały. Jednak rynek obligacji jest znacznie spokojniejszy i bezpieczniejszy, rzadko dochodzi na nim do gwałtownych zmian kursów, a z każdym papierem związane są odsetki wypłacane przez tego, kto wyemitował obligacje.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną