Rynek

Ani chwili bez mobili

Mało widoczny w Polsce Huawei w Barcelonie urządził spektakularną premierę modelu Ascend - podobno najszybszego smartfona świata. Mało widoczny w Polsce Huawei w Barcelonie urządził spektakularną premierę modelu Ascend - podobno najszybszego smartfona świata. LLUIS GENE / AFP
Będzie lekki, płaski, odporny na zniszczenie. Ma służyć do komunikacji, zabawy, załatwiania codziennych spraw, a nawet kontroli własnego zdrowia. W pełni się od niego uzależnimy. I już nigdy nie będzie to tylko telefon komórkowy.
Samsung podbił Barcelonę rozpoznającym ręczne pismo modelem Note. Z pięcio-calowym ekranem jest to za duże na smartfona, a za małe na tablet. Ale klienci kupują.LLUIS GENE/AFP Samsung podbił Barcelonę rozpoznającym ręczne pismo modelem Note. Z pięcio-calowym ekranem jest to za duże na smartfona, a za małe na tablet. Ale klienci kupują.
Nokii bardzo zależało na zwróceniu uwagi mediów i to się udało - przez pierwszy dzień kompletnie skradli show innym producentom, pokazując model 808 Pure View, z aparatem 41 Mpx.Piotr Stasiak/Polityka Nokii bardzo zależało na zwróceniu uwagi mediów i to się udało - przez pierwszy dzień kompletnie skradli show innym producentom, pokazując model 808 Pure View, z aparatem 41 Mpx.

Artykuł w wersji audio

Na zakończonym w Barcelonie World Mobile Congress – największej na świecie konferencji i targach firm z branży mobilnej telekomunikacji – zapowiedziano ostateczną śmierć telefonu komórkowego, a konkretniej przenośnej słuchawki do dzwonienia. Najwięksi operatorzy i producenci – m.in. Nokia, Samsung, LG, HTC, Sony czy słabo obecni wciąż jeszcze w Polsce Chińczycy z Huawei i ZTE – nie pozostawili żadnych wątpliwości. Komórka przepoczwarzyła się w smartfon, przenośne, multimedialne urządzenie telekomunikacyjne, non stop podłączone do Internetu, w którym możliwość wykonywania połączeń głosowych z innymi abonentami jest tylko jedną z wielu funkcji, niekoniecznie najważniejszą. – To system operacyjny i możliwość instalacji różnorodnego oprogramowania czyni je tak użytecznymi. Każdy może dostosować je do swoich potrzeb, podobnie jak komputer osobisty – tłumaczy fenomen smartfona Laurent Fournier, dyrektor w europejskim oddziale Qualcomm, amerykańskiej firmy produkującej m.in. procesory.

Smartfon ma być maksymalnie lekki (nie więcej niż 150 g) i płaski (nie więcej niż 1 cm grubości). Linia i kształt jest jedna, obowiązkowa w najbliższych sezonach: czarny prostokąt, lśniący z przodu ekranem dotykowym o bardzo wysokiej rozdzielczości. Płaskie, pozbawione klawiszy tabliczki różnią się na pierwszy rzut oka jedynie logo producenta i kolorem „ramki” oraz fakturą tylnej obudowy. Dlatego na razie podstawową decyzją przy wyborze smartfona, a co za tym idzie – również jego przyszłego zastosowania – pozostaje przekątna ekranu.

Odpowiednie calowanie

Większość producentów pokazywała na targach urządzenia z ekranami 4,3–4,5 cala (nazywane dla uproszczenia „telefonami”) lub urządzenia będące kopią iPada Apple, o przekątnej ekranu 9,7–10,1 cala („tablety”). Pomiędzy tymi skrajnymi punktami mieści się cała gama wariacji.

Na przykład firma Samsung wynajęła kilkudziesięciu studentów akademii sztuk pięknych, aby w całej Barcelonie promowali rozpoznający pismo ręczne tableto-telefon Galaxy Note. W ciągu kilku minut szkicowali specjalnym rysikiem na ekranie urządzenia portret przechodnia. Gdy Galaxy Note miał rynkową premierę, został rozjechany przez krytyków, głównie ze względu na nietypowy rozmiar i ekran o przekątnej 5,3 cala („bo to za duże na schowanie w kieszeni, a za małe na tablet”). Tymczasem klienci wiedzą swoje, bo firma Samsung poinformowała na targach, że sprzedała już 2 mln sztuk Note, a liczy na 10 mln.

Z kolei Asus pokazywał PadFone, czyli urządzenie, które zabieramy do kieszeni wychodząc na miasto, aby służyło jako telefon. Ale po powrocie do domu – i włożeniu w odpowiednią obudowę – zmieni się w pełnowymiarowy tablet, jeśli tylko potrzebujemy dużego ekranu (np. do oglądania filmów czy czytania gazet).

Tablety w ogóle przejmują coraz więcej funkcji innych urządzeń elektronicznych. Na przykład kina domowego, bo można już na nich oglądać filmy w rozdzielczości HD i z dźwiękiem Dolby Surround. Trend jest taki, aby z sieci oraz z tych samych aplikacji i usług, filmów, gier, muzyki czy elektronicznych wydań gazet dało się korzystać na wszystkich urządzeniach w domu, o ile tylko mają ekran. To ukłon producentów w stronę nowego typu klienta, który pojawił się wraz z rozwojem Internetu.

Człowiek sieci

To ktoś, kogo określamy mianem „hyperconnected”, czyli użytkownik, który zagląda do sieci, sprawdza pocztę i swój profil na Facebooku nie kilka razy dziennie, lecz kilka razy na godzinę – mówi Stephen Elop, prezes Nokia. Obsłużenie takiego użytkownika i sprzedanie mu usług staje się priorytetem dla producentów sprzętu, operatorów sieci i dostarczycieli treści cyfrowych. Analitycy przekonują, że w ten sposób rodzi się nowy typ gospodarki – nazywanej już nawet „connected economy”, czyli gospodarką dostępu do sieci. A stoją za nią imponujące liczby.

Według raportu Banku Światowego zwiększenie w danym kraju o 10 proc. nasycenia usługami mobilnej telekomunikacji powoduje wzrost jego produktu krajowego brutto (PKB) o 0,6 proc. (w przypadku krajów rozwijających się ten wpływ jest jeszcze większy – 1,4 proc.). Według danych organizacji branżowej GSMA łączne przychody operatorów sieci mobilnych na świecie wyniosą w tym roku 1,1 tryliona (tysiąca miliardów) dol. Te pieniądze wpłaci łącznie 3,6 mld abonentów, a zatem połowa populacji naszego globu jest już klientem jakiejś sieci komórkowej.

Tempo rozwoju „connected economy” zależeć będzie, rzecz jasna, od dostępu do sieci, szczególnie tej służącej do transmisji danych internetowych. Choć opłaty za mobilny Internet na razie stanowią 20 proc. w przychodach operatorów, jest to jednocześnie ta część działalności, w której wzrost jest i będzie największy. Liczba połączeń z Internetem, wykonywanych przez urządzenia mobilne, ma co roku rosnąć o 36 proc.

Jednak tradycyjne sieci telefonii komórkowej GSM i 3G już w tej chwili się zapychają, głównie ze względu na brak wolnych częstotliwości. A będzie jeszcze gorzej, wraz z perspektywą transmisji ogromnej ilości multimediów (szczególnie filmów wideo).

Ile to jest waLTE?

Rozwiązaniem jest nowa technologia LTE, następca sieci 3G, dynamicznie rozwijająca się w USA, a raczkująca ledwie w Europie – oprócz Skandynawii, Niemiec i... Polski.

W tej kategorii jesteśmy liderem, bo na budowę LTE mocno stawia u nas konsorcjum Plusa i Cyfrowego Polsatu, kontrolowane przez Zygmunta Solorza-Żaka. – Technologia LTE wzbudzała największe emocje na targach, bo inwestują w nią wszyscy liczący się gracze – mówi Dominik Libicki, prezes Cyfrowego Polsatu. Jego zdaniem wraz z wprowadzaniem przez producentów coraz większej liczby telefonów, tabletów i modemów wykorzystujących LTE, ich ceny będą spadać. Początkowo ta technologia będzie wykorzystywana głównie do transmisji danych, podczas gdy połączenia głosowe będą „szły” tradycyjnymi, już zbudowanymi sieciami GSM i 3G.

Tę opinię potwierdzają sceptyczni eksperci, bo LTE dla zwykłego użytkownika jest na razie tyleż niewidoczne, co niepotrzebne, a urządzenia obsługujące tę technologię są ciągle droższe niż te zwykłe. Obiecywane przez LTE zawrotne prędkości wciąż udaje się osiągać głównie w laboratoriach. Choć można już zamawiać u producentów pierwsze telefony z LTE (mają trafić na europejskie rynki pod koniec tego roku), to na razie lawiny zleceń nie ma. Dlatego pozostali polscy operatorzy wstrzymują się z ogłaszaniem nowych, olbrzymich inwestycji.

Wiadomo, że kto pierwszy wprowadza nowe rozwiązania, płaci najwięcej. – Jest to jednak technologia niezbędna dla operatorów z punktu widzenia zwiększania pojemności sieci – mówi Tomasz Świderek, ekspert rynku telekomunikacyjnego. Jej entuzjaści utrzymują, że przyszłością jest przesyłanie wszystkiego – także połączeń głosowych – przetworzonych jako dane internetowe (tzw. VoIP), o czym użytkownik nawet nie musi wiedzieć. Tymczasem jeszcze 10 lat temu operatorzy zwalczali usługi typu VoIP, bo dając niewielkie dochody z przesyłania danych, odbierały opłaty za „wygadane” minuty. Dziś Nokia sama zachęca, aby ściągać na jej telefony aplikację Skype i rozmawiać do woli.

Więcej mocy

Łatwy dostęp i wysoka przepustowość sieci nie wystarczą. Potrzebne są jeszcze małe i lekkie, superpojemne baterie. Wszystkie te nowe multimedialne zabawki są przecież bardzo energochłonne. Użytkownicy kolejnych generacji smartfonów oczekują, że ich baterie będą wytrzymywały chociaż jeden dzień intensywnej pracy bez podłączenia ładowarki.

– Dla producentów kluczowe staje się takie sterowanie elektroniką urządzenia, żeby zużywało jak najmniej mocy – mówi Laurent Fournier z Qualcomm, która promowała w Barcelonie nowy czterordzeniowy procesor Snapdragon. Każdy z czterech rdzeni pracuje w nim niezależnie, obniżając lub zwiększając swą aktywność w zależności od tego, co robi ze swym smartfonem użytkownik. Podobne rozwiązania wprowadzają też inni producenci procesorów. Na przykład nVidia do czterech rdzeni dodaje piąty „zapasowy” i energooszczędny, który pracuje, gdy telefon jest w stanie spoczynku.

Targi w Barcelonie to okazja do pokazania wyobraźni zatrudnianych w firmie inżynierów. Nokia skradła show konkurentom, prezentując bardzo efektowny telefon Nokia 808 PureView, z aparatem fotograficznym o matrycy 41 megapikseli (rynkowy standard to dziś 8–16 Mpix).

Z kolei do sprzedaży urządzeń z ekranami wyświetlającymi obraz 3D bez konieczności wkładania specjalnych okularów będą gotowi w ciągu roku, dwóch właściwie wszyscy producenci. Podstawowym ograniczeniem jest na razie to, że nie bardzo wiadomo, do czego właściwie – poza oglądaniem filmów w 3D – taki gadżet miałby służyć.

Są też inne drobne, ale ważne dla użytkowników innowacje. Za rok, dwa wszystkie nowe urządzenia będą pokrywane powłoką nano, która sprawi, że staną się niemal wodoodporne. Krople wody nie zdołają przyczepić się do ich powierzchni. Co prawda telefon z nanopowłoką nie przetrwa celowego utopienia w głębokiej wodzie, ale rozmowę w czasie intensywnej ulewy – jak najbardziej. Na stoisku Motoroli (rok temu przejętej przez koncern Google) można było sypać na urządzenia piaskiem, polewać je wodą, rysować monetami i kluczami noszonymi w kieszeniach – wszystko znosiły z klasą.

Japoński NEC pokazał też prototyp nieco tylko grubszego smartfona dla czytelników. Otwiera się „jak książka”, ujawniając w środku dwa dodatkowe ekrany do wyświetlania e-booków. Z kolei Samsung wprowadzi na rynek model Beam, który wyposażono w projektor do wyświetlania prezentacji i filmów (do 50 cali).

Connected chaos

Na tę inwazję urządzeń mobilnych z uzasadnionym przerażeniem patrzą producenci komputerów stacjonarnych i laptopów. – Nie jestem już właściwie pewien, co dziś znaczy pojęcie „komputer stacjonarny”. A urządzenie, które trzymam teraz w kieszeni, ma prawdopodobnie znacznie większą moc obliczeniową od tego, które stoi na moim biurku – komentuje Jorgen Bang-Jensen, prezes sieci Play. Stąd na przykład producent komputerowych procesorów Intel, który przespał nadejście ery urządzeń mobilnych, w panice próbuje nadrabiać zaległości.

Choć płaskie smartfony zawojują świat, złośliwi analitycy twierdzą, że dopóki wszystkie standardy nie zostaną ustanowione, stały dostęp do sieci zagwarantowany, a urządzenia wzajemnie na tyle dostosowane, aby „dogadywać” się bez nieporozumień – co potrwa jeszcze lata – połączenia wszystkiego ze wszystkim mogą być dla użytkowników źródłem technicznego zagubienia i poznawczej frustracji. „Connected economy” może sporadycznie przeradzać się w „connected chaos”. Tradycyjne już coroczne kłopoty z dostępem do Internetu na terenie targów w Barcelonie – pomimo ściągnięcia przez operatorów niewiarygodnej wręcz liczby nadajników, światłowodów i anten – zdają się, niestety, potwierdzać to podejrzenie.

Piotr Stasiak z Barcelony

Polityka 11.2012 (2850) z dnia 14.03.2012; Rynek; s. 46
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną