Rynek

Fajeczka, gołąbeczek, ławeczka, ogródeczek…

Emerytury górnicze

Ponad 83 proc. badanych uznało górniczy przywilej przechodzenia na wcześniejsze emerytury za społecznie sprawiedliwy. Ponad 83 proc. badanych uznało górniczy przywilej przechodzenia na wcześniejsze emerytury za społecznie sprawiedliwy. Leszek Zych / Polityka
Dwie trzecie polskich górników odchodzi na emeryturę w wieku czterdziestu paru lat. W dodatku emerytury górnicze są dwa razy wyższe od przeciętnych. Czy skala tych przywilejów jest wciąż uzasadniona?
Górnik, który po 25 latach fedrowania opuszcza kopalnię, nie musi być wrakiem. To już nie te czasy.Leszek Zych/Polityka Górnik, który po 25 latach fedrowania opuszcza kopalnię, nie musi być wrakiem. To już nie te czasy.
Korzenie polskich górniczych uprawnień emerytalnych sięgają jeszcze 1949 r., kiedy to uchwalono Kartę Górnika, obfitującą w wiele cennych przywilejów.Artem Merzlenko/PantherMedia Korzenie polskich górniczych uprawnień emerytalnych sięgają jeszcze 1949 r., kiedy to uchwalono Kartę Górnika, obfitującą w wiele cennych przywilejów.

W sumie emerytów górniczych jest dziś około 202 tys. (pracujących – 170 tys.) ze średnią wieku 62 lata. W 2010 r. ZUS wyliczył, że koszt ich emerytur przekracza 8 mld zł. Na wszystkie świadczenia dla 5,25 mln polskich emerytów ZUS wydał 102 mld zł (bez mundurowych, prokuratorów i rolników). To oznacza, że 4 proc. emerytów górników wzięło ponad 8 proc. świadczeń.

Chociaż składki górnicze są procentowo naliczane tak samo jak w innych zawodach (wnosi je sam górnik i jego pracodawca), to – oprócz stosunkowo wysokich zarobków; średnio ok. 6 tys. zł miesięcznie – na wysokość emerytury wpływają specjalne przeliczniki: dla każdego roku zatrudnienia 1,8 lub 1,5 (w zależności od stanowiska). Gdyby górnikom wyliczano emerytury tak jak innym pracującym w szkodliwych warunkach (emerytury pomostowe), ZUS na ich świadczenia wydawałby rocznie ok. 4 mld zł mniej.

Górnicze prawa

Średnia górnicza emerytura w 2010 r. wynosiła 3,4 tys. zł (tyle ile wynosi obecnie średnia płaca brutto we wszystkich branżach). Dużo to czy w sam raz za 20–25-letnią pracę pod ziemią?

Gdy w ubiegłorocznym exposé premier Tusk zapowiedział ograniczenie górniczych przywilejów, w związkach zawodowych zawrzało. Związkowcy ogłosili, że będą bronić górniczych praw ponad politycznymi podziałami, ramię w ramię, na ulicach stolicy – jak w 2005 r., a nawet ostrzej. Zastosujemy wariant grecki na polskiej ziemi! – wygrażał Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników.

Groźby chyba poskutkowały, bo w skierowanym do konsultacji rządowym projekcie nowelizacji ustawy emerytalnej nie mówi się już o przedłużeniu lat pracy górnikom.

Dlatego Solidarność nie będzie, jak na razie, podrzucać węgla pod ten kocioł, bo nic nie wiemy o faktycznych zamiarach rządu – mówi Jarosław Grzesik, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ Solidarność.

Jego zdaniem rząd nie odważy się forsować zmian w powszechnych emeryturach (przeciwko którym Solidarność protestuje) i równocześnie iść na konfrontację z górnikami. – Wszyscy górnicy, którzy teraz pracują w kopalniach, mają zagwarantowaną emeryturę po 25 latach pracy. To ich prawo nabyte, czyli rzecz święta. A co z tymi, którzy dopiero będą podejmować pracę? – Nasz system emerytalny jest jednym z magnesów przyciągających do kopalń! Będziemy więc go bronić.

W ubiegłym roku w Zakładzie Badań Ekonomicznych i Społecznych Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach przeprowadzono „Analizę socjologiczną poziomu przyzwolenia górników na wydłużenie wieku emerytalnego”. Ponad 92 proc. robotników i 74 proc. dozoru wypowiedziało się przeciwko jakimkolwiek zmianom. Ponad 83 proc. badanych uznało górniczy przywilej przechodzenia na wcześniejsze emerytury za społecznie sprawiedliwy.

A gdyby rząd po cichu próbował skroić nowe emerytury? – Mało w to wierzę, ale gdyby, mimo zapewnień, usiłował odebrać nam te prawa, pojedziemy do Warszawy przypomnieć premierowi jego słowa – mówi Jarosław Grzesik.

Dokładnie rzecz biorąc, przypomnijmy, premier powiedział: „Jeśli chodzi o uprzywilejowane warunki przechodzenia na emeryturę w górnictwie, będziemy proponowali utrzymanie tych przywilejów wyłącznie dla tych, we wszystkiego rodzaju kopalniach, którzy pracują bezpośrednio przy wydobyciu”. Czyli w przodku, w ścianie, w najbliższym sąsiedztwie. Także w kopalniach miedzi, cynku i ołowiu. Tę grupę stosunkowo łatwo wyodrębnić, ponieważ ma przypisany ów przelicznik 1,8 i może odejść z kopalni po 25 latach pracy bez względu na wiek.

To emeryci 42-, 43-letni, jeżeli zaczęli fedrować tuż po szkole zawodowej. Teraz, kiedy obowiązuje wykształcenie średnie, wiek emerytalny podniesie się o kilka lat.

Pozostali mają do emerytury dwie drogi: 55 lat i 25 lat pracy górniczej, w tym co najmniej 10 lat pod ziemią; albo: 50 lat i 25 lat pracy, w tym 15 lat pod ziemią. W tej grupie obowiązuje przelicznik 1,5. Większość z należących do niej pracuje w ciągu technologicznym, który zaczyna się załadunkiem węgla na taśmociąg, a kończy w zakładzie wzbogacania i przeróbki na powierzchni. Ale są też w niej elektrycy, maszyniści, stolarze, sygnaliści itp. – to dziesiątki pomocniczych zawodów w kopalni. Często ich praca nie różni się od tej na powierzchni.

 

Jeżeli oni mieliby stracić prawo do wcześniejszych emerytur lub przejść do pomostowych, to należałoby najpierw zdefiniować listę najbardziej uciążliwych stanowisk w kopalni – uważa Jerzy Markowski, ekspert górniczy. – I od tego uzależniać, co się komu należy. Teraz „należy się” już za sam zjazd na dół.

Co premier miał na myśli, mówiąc o pracujących bezpośrednio przy wydobyciu? – pyta Dominik Kolorz, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, wcześniej szef Solidarności Górniczej. – Dla nas wszyscy górnicy, którzy pracują na dole, odpowiadają bezpośrednio za wydobycie. Są trybami jednej wielkiej maszyny. Awaria przenośnika, gdzieś kilometry od ściany, powoduje, że wydobycie trzeba zatrzymać. – Ktoś premierowi nie wyjaśnił, na czym górnicza praca polega.

Karta Górnika

Już widać, że zdefiniowanie „bezpośredniego wydobycia” będzie kością niezgody między reformatorami emerytur górniczych a związkowcami. Wielokrotnie zdarzało mi się być na dole w kopalni. M.in. w Zofiówce w Jastrzębiu-Zdroju, w ścianie strugowej ponad 1000 m pod ziemią. To oczywiście żadne doświadczenie wobec tych, którzy zjeżdżają tam codziennie, ale przecież wystarczające, żeby porównać i docenić ogrom postępu technologicznego (także związanego z warunkami pracy), jaki dokonał się pod ziemią. To rzuca nowe światło na sprawę i daje asumpt do innej dyskusji o górniczych emeryturach – przynajmniej w niektórych grupach.

Górnik, który po 25 latach fedrowania opuszcza kopalnię, nie musi być wrakiem. To już nie te czasy. Górnicy podejmują pracę w kopalniach czeskich (tysiące Polaków), hiszpańskich i angielskich – w warunkach podobnych do naszych.

Postęp techniczny wymusza zmiany na lepsze, też to widzimy, ale również powoduje, że kopalnie sięgają po węgiel coraz głębiej, pracujemy w coraz trudniejszych warunkach górniczo-geologicznych – zauważa Grzesik. Nasze kopalnie wydobywają węgiel średnio z głębokości ok. 700–800 m. A będzie jeszcze trudniej. – Stąd apel do rządzących, aby nie grzebać w górniczych emeryturach i nie napuszczać na nas społeczeństwa, bo polscy górnicy nie są jakąś uprzywilejowaną samotną wyspą – w większości europejskich krajów ta grupa zawodowa ma emerytalne przywileje – twierdzi Grzesik.

Górnicy przypominają, że specjalne systemy emerytalne mają m.in. ich koledzy w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii. Korzenie polskich górniczych uprawnień emerytalnych sięgają jeszcze 1949 r., kiedy to uchwalono Kartę Górnika (potem sukcesywnie uzupełnianą), obfitującą w wiele cennych przywilejów. Od deputatów węglowych dla pracujących i emerytów, wydłużonych urlopów, świadczeń emerytalnych właśnie, bezpłatnych przejazdów na wakacje, poprzez posiłki regeneracyjne, odznaczenia państwowe po określonym okresie pracy, do… „piórnikowego”, czyli wyprawek dla dzieci idących do szkoły.

Wszystko to miało na celu ściągnięcie jak najwięcej pracowników do kopalń – mówi Tausz. – Szacujemy, że w latach 1950–80 przez kopalnie węglowe przewinęło się prawie 10 mln ludzi. Pod koniec lat 80. pracowało w nich 0,5 mln.

 

Fluktuacja była olbrzymia, ale też zaczepienie się na kilka lat w kopalni – niezwykle opłacalne. – W pewnym okresie przepisy pozwalały na nabycie prawa do górniczej emerytury już po pięciu latach pracy na dole.

Mój sąsiad „zza płota” za taki okres pracy w kopalni w latach 70. (potem już pracował na własny rachunek) dostaje obecnie z ZUS ok. 2700 zł. – Za co? – pyta.

Obniżenie wieku emerytalnego dla górników to jeden z postulatów zapisanych w porozumieniach jastrzębskich z 1980 r. Stosowne przepisy weszły w życie w połowie 1982 r. Stopniowo obcinano wiek uprawniający do emerytury – od połowy lipca 1985 r. takie uprawnienia zaczęli nabywać już górnicy poniżej 45 lat.

Ale Polsce wówczas potrzebny był węgiel. Poza nim nie mieliśmy wielu gospodarczych atutów. – Zaproponowano więc górnikom, aby – po uzyskaniu uprawnień emerytalnych – kontynuowali pracę na takich warunkach: normalne wynagrodzenie plus 75 proc. emerytury – wyjaśnia Tausz. Prawie dwie pensje.

Strach przed kilofami

Po 1989 r. węgiel stracił swoje ustrojowe, a także gospodarcze znaczenie, zaczęto ograniczać wydobycie, zamykać kopalnie, zwalniać górników. Mieli wybór: pensja albo emerytura. Dla górników nadal wcześniejsza – uprzywilejowanie pozostało.

Miała się z tym uporać reforma emerytalna z 1999 r. Do końca 2006 r., zapisano, powinny wygasnąć wszystkie uprawnienia do wcześniejszych emerytur dla różnych grup zawodowych, a potem osobom pracującym w szczególnie trudnych warunkach (jak górnicy) przyznawane byłyby emerytury pomostowe. Za to, że górnicy będą pracowali krócej niż inni, pracodawcy mieli płacić wyższą składkę emerytalną. Twórcom reformy marzyło się włączenie górników do powszechnego systemu emerytalnego, choć ciągle z pewnymi przywilejami.

Marzenia trwały do połowy 2005 r., kiedy po demonstracji związkowców i ulicznych walkach Sejm uchwalił specjalne uprawnienia emerytalne dla górników. Za tymi postanowieniami były SLD i PSL, przeciwko Platforma Obywatelska. Sojusz głosował wbrew własnemu premierowi Markowi Belce, który przestrzegał, że ustawa zdemoluje finanse państwa.

Skargę na nią do Trybunału Konstytucyjnego złożyła Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Podnoszono złamanie zasady równości wobec prawa. Trybunał wniosku nie rozpatrzył – stwierdził, że górnicza ustawa nie dotyczy działalności pracodawców.

Także odchodzący rząd premiera Belki skierował do TK wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją ustawy o emeryturach górniczych. Trybunał miał rozstrzygnąć, czy górnicy nie są – kosztem innych grup społecznych – uprzywilejowani. Ale nie zdecydował, bo władzę objęło PiS – nowy premier Kazimierz Marcinkiewicz przywiózł górnikom na Barbórkę dobrą wiadomość: wycofał wniosek z Trybunału.

Po październiku 2007 r. Donald Tusk nie zdecydował się na ponowne odesłanie jej do TK. Zwyciężył strach przed kilofami i płytami chodnikowymi?

Teraz rząd próbuje w coś zagrać przeciwko górniczym przywilejom, ale nie określił reguł gry. Ani stopnia własnej odwagi.

Polityka 12.2012 (2851) z dnia 21.03.2012; Rynek; s. 35
Oryginalny tytuł tekstu: "Fajeczka, gołąbeczek, ławeczka, ogródeczek…"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zofia Posmysz – nikt w taki sposób jak ona nie napisał o Auschwitz

Te książki najlepiej czytać razem: wywiad rzekę z Zofią Posmysz „Królestwo za mgłą” i jej wznowioną powieść – arcydzieło „Wakacje nad Adriatykiem”.

Justyna Sobolewska
14.02.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną